Fundusz Walki z Rakiem – to propozycja, którą przedstawiła Fundacja Watch Health Care.
Jednym z jej współautorów jest obecny wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, do niedawna związany z FWHC. Za powołaniem funduszu przemawia brak środków publicznych na finansowanie drogich terapii w nowotworach.
Reklama
Według danych fundacji poza koszykiem świadczeń gwarantowanych w Polsce jest obecnie ponad 250 innowacyjnych technologii lekowych oraz około 1000 innowacyjnych technologii nielekowych. Wiele terapii jest wprowadzanych z kilkuletnim opóźnieniem.

Reklama
Fundusz pozwalałby nie tylko na zapewnienie dostępu do innowacyjnych metod leczenia, lecz także diagnostyki chorób nowotworowych – bez konieczności dodatkowych pieniędzy publicznych. Opierałby się na zasadach solidaryzmu i dostępny byłby dla wszystkich Polaków.
Źródłem finansowania miałaby być nadwyżka finansowa wygenerowana z działalności dodatkowych, komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych. Z sondażu przeprowadzonego przez fundację wynika, że około 20 proc. Polaków zdecydowałoby się wykupić dodatkowe ubezpieczenie (aby w razie poważnej choroby mieć dostęp do najnowszych technologii medycznych). Jeżeli składka wynosiłaby od 50 do 90 zł – w zależności od wieku czy też sytuacji materialnej – skumulowana nadwyżka przez pięć lat mogłaby wynieść około 19–20 mld zł.
Rozważano również – jako źródło finansowania Funduszu Walki z Rakiem – wprowadzenie dodatkowego podatku od dochodu. Osoby nieposiadające prywatnego ubezpieczenia, których dochód roczny przekroczyłby ustalony przez rząd próg, zobowiązane byłyby do odprowadzania takiego podatku na rzecz FWR lub miałyby obowiązek wykupienia minimalnego ubezpieczenia komplementarnego.
Ocena dostępnych terapii w ramach funduszu miałaby być prowadzona – tak jak ma to miejsce w przypadku leków finansowanych z NFZ – przez Agencje Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Z jedną małą zmianą: próg opłacalności dla danego leku czy też technologii medycznej byłby trzykrotnie wyższy niż obecnie. Działałaby również zasada precedensu. Pierwsza osoba z daną chorobą nowotworową, jeżeli wcześniej nie była ona finansowana, musiałaby przejść proces akceptacji. Potem reszta pacjentów otrzymywałaby taką zgodę automatycznie.
Jak podkreślał Krzysztof Łanda, tłumacząc jesienią 2015 r. zasadę działania FWR: „Nie trzeba by było, jak dzisiaj, czekać często latami, zanim minister zdrowia podejmie decyzję o włączeniu jakiejś technologii do koszyka świadczeń gwarantowanych”. – Dzięki funduszowi Polacy mieliby natychmiastowy dostęp. Co więcej, z funduszu mogłyby być finansowane takie cząsteczki lekowe czy technologie, które są w końcowych fazach badań klinicznych – dodawał.