Przywrócenie staży to dobry krok w systemie kształcenia młodych medyków. Ale żeby odebrać nagrodę w postaci wystarczającej liczby dobrze przygotowanych do pracy specjalistów, czeka nas długi marsz.
Rezydentury dla wszystkich, którzy skończyli roczny staż lekarski. A jeśli nie będzie nas stać na taki wydatek (choć per saldo to by się opłaciło), to przynajmniej zmiana sposobu kształcenia specjalistycznego. Konkurs na rezydenturę organizowany w skali krajowej, nie wojewódzkiej. Wyznaczenie mniejszej liczby, za to lepiej do tego przygotowanych placówek. Płacenie lekarzom specjalistom, którzy uczyliby swoich następców, za czas i wysiłek w to włożone – to kilka wniosków wynikających z dyskusji, jaka rozgorzała po artykule „Niewydolność systemowa” (DGP nr 221) o nepotyzmie w środowisku lekarskim, który jest jedną z ważniejszych przyczyn zapaści systemu kształcenia. Pisaliście państwo mejle, komentowaliście w mediach społecznościowych, rozmawialiśmy przez telefon. Co wynika z tych rozmów? Problem sprowadza się do tego, że zwłaszcza te co bardziej atrakcyjne specjalizacje są faktycznie zamknięte dla osób niepochodzących ze środowiska lekarskiego, które dba o to, żeby obcy nie konkurowali ze swoimi, nie zabierali im przynoszących pieniądze pacjentów. Jeśli nie zmienimy tego stanu rzeczy, możemy się spodziewać katastrofy. Nie będzie miał nas kto leczyć. Już w tej chwili sytuacja na rynku medycznym jest trudna. Mamy za mało lekarzy, u nas przypada ich 2,2 na tysiąc mieszkańców, podczas gdy średnia OECD to czterech specjalistów. W dodatku nasi lekarze są starzy. Średnia wieku lekarza rodzinnego to ponad 50 lat, a są miejsca, jak np. lubuskie, gdzie wynosi 58 lat. Gdyby nie emeryci po 70., wciąż czynni zawodowo, nie byłoby komu przyjmować pacjentów. Młodych lekarzy jest dużo za mało. Ci, których kształcimy, nie są w stanie zastąpić tych, którzy z biologicznych powodów odchodzą z pracy. A jeszcze wielu z wchodzących w zawód, sfrustrowanych trudnością w zdobyciu specjalizacji oraz znalezienia pracy, która przynosiłaby im godne dochody, zaraz po skończeniu studiów wyjeżdża za granicę. Pomysły poprzedniej ekipy politycznej – o likwidacji staży, aby prędzej wypchnąć absolwentów medycyny do pracy z pacjentami, nie spotkały się z dobrym odbiorem. Ani środowiska, ani ich potencjalnych klientów. Rezygnacja z tego przyśpieszenia to krok w dobrą stronę. Podobnie jak deklarowana przez ministra Konstantego Radziwiłła zwiększona pula przyjęć na studia medyczne dla polskich studentów (dziś sporo miejsca, w niektórych uczelniach nawet połowę, zajmują studenci z zagranicy, którzy płacą żywą gotówką za swoje wykształcenie). Jednak to nie wystarczy. Bo problem jest głębszy i bardziej złożony.
Komu i gdzie rezydenturę