TK orzekł, że prawo pacjenta do ochrony zdrowia musi ustąpić przed wolnością sumienia, jeżeli nie chodzi o ratowanie zdrowia i życia. W praktyce lekarz, zasłaniając się własnymi przekonaniami, nie musi wskazywać innego medyka czy placówki, która świadczenie wykona. Kto więc ma to zrobić? Zdaniem sędziów rozwiązaniem byłoby, aby informację o tym podawał nie lekarz, lecz NFZ czy administracja tych placówek leczniczych, które takie informacje mają. I tu wychodzi brak wiedzy sędziów na temat tego, jak wygląda potencjał informacyjny NFZ. Świetnym przykładem jest system informatyczny, który ma pomóc pacjentom w znalezieniu placówki, gdzie czas oczekiwania na wykonanie konkretnego świadczenia – i nie mam tu na myśli aborcji, tylko zwykłą operację chociażby wykonania zaćmy – jest najkrótszy. NFZ na stronie internetowej (i poszczególne jego odziały) ma specjalną zakładkę (ogólnopolski informator o czasie oczekiwania na świadczenia medyczne), gdzie wpisując nazwę zabiegu, który ma być wykonany, województwo oraz miasto, zobaczymy całą listę placówek, które wykonują wskazane świadczenie na podstawie kontraktu z funduszem. Tyle teoria. Konia z rzędem tej osobie, której na podstawie zawartych tam informacji udało się uzyskać leczenie w wyświetlanych terminach. Dane te są absolutnie niewiarygodne. Szpitale, przychodnie i poradnie, które muszą takie rzeczy raportować do funduszu, wpisują liczby z sufitu. Tam, gdzie wyskakuje czas oczekiwania np. dwa, trzy dni – po weryfikacji (czyli zainteresowany i tak musi sam zadzwonić do wskazanej placówki, okazuje się, że jest to np. pół roku. Sami zarządzający placówkami nieoficjalnie przyznają, że dane zamieszczone w informatorze nijak się mają do rzeczywistości.

Jak w takiej sytuacji miałby wyglądać system informowania przez NFZ (trybunał de facto, zdejmując obowiązek z lekarza, wskazał państwo) o placówkach, które wykonują świadczenia niezgodne z sumieniami niektórych medyków? Przecież takie dane nie są zapisane w kontraktach z funduszem. NFZ na swoich stronach internetowych miałby stworzyć wykaz specjalistów, którzy nie zasłaniają się klauzulą sumienia? To kreowanie kolejnej fikcji, bo ostatecznie pacjent i tak sam zostanie ze swoim problemem. Obawiam się również, że orzeczenie TK może się stać wytrychem dla tych lekarzy i placówek ochrony zdrowia, które odmawiają wykonania zabiegów bynajmniej nie z powodu konfliktów w ich sumieniach. A przyczyny odmów są bardziej prozaiczne: brak wolnych łóżek czy wyczerpanie pieniędzy z kontraktu.