Niemal połowa dzieci przychodzi na świat metodą operacyjną
Reklama
Jak rodzą Polki / Dziennik Gazeta Prawna
Padł kolejny rekord na polskich porodówkach. 42 proc. porodów odbyło się przez cesarskie cięcie – wynika ze wstępnych szacunków Instytutu Matki i Dziecka. Rok wcześniej było ich o prawie 3 proc. mniej. W 1999 r. lekarze ponad dwukrotnie rzadziej sięgali po to rozwiązanie: dotyczyło ono tylko 18 proc. przypadków.
Są województwa, w których blisko połowa dzieci przychodzi na świat metodą operacyjną: w roku 2013 w czołówce znalazło się m.in. Podkarpacie i Łódzkie. Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) cesarskie cięcia powinny stanowić maksymalnie 15 proc. wszystkich urodzeń.
Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że zamierza to zmienić. I tworzy zespół specjalistów, którzy mają wypracować standardy dotyczące wykonywania cesarskich cięć. Efektem ma być obniżenie ich częstotliwości.
Jednym z pierwszych kroków było wprowadzenie zachęty finansowej dla szpitali. Od lipca tego roku lepiej jest wyceniany przez NFZ poród naturalny ze znieczuleniem niż cesarskie cięcie. Za ten pierwszy szpital może otrzymać nawet 2,2 tys. zł, za zabieg 1,8 tys. zł.
To kolejne działanie, które ma doprowadzić do poprawy. Pierwszym było wprowadzenie w 2012 r. standardów opieki okołoporodowej. Mają one gwarantować taką samą opiekę nad rodzącymi we wszystkich szpitalach. Standardy wprowadzają m.in. możliwość przygotowania przez przyszłe matki planu porodu i przedstawienia go w szpitalu – ograniczenie nacinania krocza, obowiązek kładzenia noworodka zaraz po porodzie na brzuchu matki, by zapewnić kontakt skóra-skóra, czy wybór pozycji porodu.
To jednak, jak pokazują statystyki, nie przyczyniło się do rezygnacji z cięć. Jak wynika z monitoringu przeprowadzonego przez Fundację Rodzić po Ludzku, wiele szpitali nadal nie wprowadziło standardów. – Zróżnicowanie jest bardzo duże. Są placówki, które mają dobrą opiekę, i takie, w których nic się nie zmieniło od lat – przyznaje Daria Omulecka z Fundacji Rodzić po Ludzku.
Do tej fundacji nadal zgłaszają się kobiety po traumatycznych porodach. Kilka miesięcy temu jedna z pacjentek ze szpitala w województwie łódzkim opowiadała, że – pomimo próśb – nie pozwolono, by przy porodzie towarzyszył jej mąż. Kazano jej rodzić na fotelu ginekologicznym, czyli w pozycji najmniej naturalnej. Gdy krzyczała, lekarz zagroził, że użyje kleszczy.
Niepewność przed jakością opieki w szpitalu ma wpływ na to, że rodzące wybierają cesarki. – Nie jestem gotowa przez 9 miesięcy chodzić w ciąży po to, by później ryzykować. Nie chcę wierzyć w łut szczęścia. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której o losie moim i dziecka decyduje osoba lekceważąca procedury lub używająca ich wedle własnego uznania. Chcę zagwarantować swojemu dziecku maksimum szans na przeżycie. Walczę o cesarkę – relacjonuje jedna z kobiet. I dodaje, że gdyby miała możliwość rodzenia w szpitalu np. w Szwecji, nie zastanawiałabym się ani chwili, bo wie, jak tam wygląda poród (odsetek cesarskich cięć w tym kraju wynosi ok. 16 proc.).
Zdaniem lekarzy decyzje o cesarce wynikają nie tylko z lęku o bezpieczeństwo czy ze strachu przed bólem. Motywacją jest też wygoda rodzących. Skierowanie do cesarskiego cięcia jest dość proste. Powodem może być nawet zaświadczenie o zbyt dużym lęku przyszłej matki przed bólem lub wskazanie od okulisty.
Na alarmujące statystyki może mieć jednak wpływ również rosnąca liczba ciąż powikłanych.