Sejm kończy prace nad przepisami o leczeniu niepłodności. Niestety z ich uchwaleniem jest spóźniony o kilka lat
W Sejmie odbyło się wczoraj drugie czytanie rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności. Jak podkreślał Grzegorz Sztolcman, poseł sprawozdawca (PO), regulacja jest kompromisem pomiędzy oczekiwaniami osób dotkniętych problemem niepłodności a potrzebą ochrony zarodków. Przypomniał, że procedura in vitro nie będzie metodą pierwszego wyboru. Będzie stosowana tylko wtedy, gdy żadna inna nie przyniesie pożądanego skutku. Ustawa wprowadzi ponadto prawną ochronę zarodków przed eksperymentami: tworzeniem chimer, hybryd, klonowaniem i ingerowaniem w genom. Niedopuszczalne będzie również niszczenie zarodków. Regulacja określa ich maksymalną liczbę (nie będzie ich można utworzyć więcej niż 6).
Reklama

Reklama
In vitro będzie dostępne dla małżeństw i par pozostających we wspólnym pożyciu – podobnie, jak w rządowym programie in vitro i zgodnie z konstytucyjnym zakazem dyskryminacji. Zgodnie z projektem po uzyskaniu akredytacji w Ministerstwie Zdrowia będą tworzone ośrodki i centra leczenia niepłodności.
– Pacjenci będą mieli możliwość kompleksowego leczenia tego problemu i będą mogli skorzystać tam ze wszystkich dostępnych metod, w tym naprotechnologii – tłumaczył Grzegorz Sztolcman. Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO) podkreślała, że metoda od lat stosowana jest w Polsce bez koniecznych regulacji.
– Nie możemy dalej przyglądać się i godzić na absolutnie wolnoamerykankę oraz liczyć na uczciwość i profesjonalizm klinik, które zajmują się in vitro. Wiemy, że mogą powstawać chimery i hybrydy może dochodzić do handlu zarodkami. Wobec tego prawne uregulowanie tej metody ze względów medycznych, społecznych i etycznych jest rzeczą niezbędną – podkreślała posłanka.
Jarosław Gowin (Zjednoczona Prawica) kontrował, że inicjatywę uregulowania po ponad 20 latach tak trudnej i ważnej materii można byłoby uznać za cenną, gdyby nie tempo prac nad nią. – Jest koniec kadencji, a projekt jest dopychany kolanem i skazany na to, aby wyjść z Sejmu jako niedoróbka. Konsekwencją tego mogą być ludzkie dramaty czy uszczerbek na zdrowiu wielu kobiet – podkreślał. Ustawę poprą PO, PSL, SLD i Ruch Palikota. Przeciwko będzie PiS oraz klub Zjednoczonej Prawicy. Głosowanie może odbyć się już dzisiaj.
14 tys. par jest w trakcie procedury in vitro w ramach rządowego programu leczenia niepłodności
Etap legislacyjny
Projekt ustawy po II czytaniu
Bez przepisów o in vitro będziemy płacić kary
Polska przegrała wczoraj z Komisją Europejską przed Trybunałem Sprawiedliwości z powodu braku ustawy regulującej los komórek rozrodczych i tkanek w procesie zapłodnienia. Komisja już w 2010 r. zażądała od Polski objęcia ustawą, a nie rozproszonymi aktami prawnymi różnej rangi, kwestii związanych z pobieraniem, kodowaniem i przechowywaniem komórek jajowych, nasienia, a także tkanek zarodkowych i komórek płodu. Nie implementowaliśmy bowiem prawidłowo – zdaniem europejskich urzędników – trzech dyrektyw tkankowych: 2004/23/WE, 2006/17/WE i 2006/86/WE. Nasze władze w odpowiedzi przyznały, że polska ustawa o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów z 2005 r. nie odnosi się do procedury in vitro. Niemniej, jak podkreślał rząd, Polska przygotowała projekt stosownej ustawy oraz harmonogram prac nad nią. Co więcej, transpozycję trzech dyrektyw zapewniliśmy przez wprowadzenie w życie wielu regulacji prawa medycznego. Obejmują one niemal 12 ustaw i rozporządzeń dotyczących wykonywania zawodów medycznych, świadczenia usług zdrowotnych oraz diagnostyki laboratoryjnej. Wspomagają je akty regulujące prawa pacjentów i ochronę danych osobowych. Polscy urzędnicy przekazali też KE treść rządowego programu leczenia niepłodności na lata 2013–2016.
Komisja ponawiała monity, bo polska ustawa nadal nie została uchwalona, a w zeszłym roku wniosła skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Spór dotyczył kwestii, czy dyrektywy tkankowe – zgodnie ze stanowiskiem polskiego rządu – można było wprowadzić do krajowego porządku prawnego za pośrednictwem wielu aktów, czy też konieczna jest jedna ustawa, jak chciała KE. TSUE orzekł wczoraj, że polskie rozproszone regulacje karne i cywilne nie spełniają wymagań stawianych przez dyrektywy tkankowe. Nie są bowiem dość precyzyjne i jasne. Program leczenia niepłodności zaś nie jest aktem prawa powszechnie obowiązującego. Tymczasem zasada pewności prawa i jawności sposobu wykonywania przez państwo UE dyrektyw wymaga, by każdy obywatel Wspólnoty, w szczególności ten, którego regulacje dotyczą, mógł łatwo zapoznać się z zakresem swoich praw i obowiązków. Dlatego TSUE uznał, że Polska powinna była przyjąć ustawę wprowadzającą do krajowego porządku prawnego wszystkie zasady ustanowione w trzech dyrektywach tkankowych w stosunku do wszelkich procedur dotyczących in vitro. A skoro tego nie zrobiła, to uchybiła obowiązkom państwa członkowskiego. Oznacza to, że Polska musi jak najszybciej uchwalić ustawę o in vitro, aby uniknąć sankcji finansowych, jakie może nałożyć TSUE.
ORZECZNICTWO
Wyrok TSUE z 11 czerwca 2015 r. w sprawie C-29/14.