Umyte ręce personelu to 350 tys. pacjentów bez zakażeń.
Oddział ortopedyczny we wrocławskim szpitalu kilka dni temu wstrzymał przyjęcia. Powodem była groźna bakteria wywołująca gangrenę. Zdiagnozowano ją u trzech pacjentów. Jeden z nich zmarł. Choć to krańcowa sytuacja, do zakażeń szpitalnych dochodzi bardzo często. Według szacunków w Polsce narażonych na nie może być od 8 do 10 proc. chorych. Jak wylicza Paweł Grzesiowski ze Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, dotyczy to ok. 700 tys. pacjentów.
Z analiz Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że najczęstszymi chorobami, którymi zarażają się po pobycie w szpitalu chorzy, są zakażenia jelitowe oraz rotawirusy. Część z nich można leczyć, jednak wiele z nich jest lekoodporna.
Do rzecznika praw pacjenta w zeszłym roku wpłynęło około 1200 skarg dotyczących zakażeń szpitalnych. Z badań wynika, że dzięki lepszej dezynfekcji rąk można by liczbę takich zakażeń zmniejszyć nawet o połowę. Takie są wyliczenia WHO w ramach międzynarodowej strategii dotyczącej higieny rąk.
W Polsce, jak przyznają sami lekarze, standardy mycia rąk są niskie.
– Kiedy wprowadziliśmy program WHO dotyczący higieny rąk, niektórzy lekarze przekonywali, że rotawirus przenosi się przez powietrze. Że i tak zostaje na przedmiotach, a nieustanne mycie rąk to strata czasu. Opór był spory – przyznaje prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Jej placówka znalazła się w gronie 93, które dołączyły do programu Higiena Rąk To Bezpieczna Opieka, deklarując chęć usystematyzowania procedur na każdym poziomie kontaktu z pacjentem.
Problemów jest więcej. Spór dotyczy np. tego, czy dozowniki z płynem mają być umiejscowione przy łóżkach, czy też np. przy wejściu do sali. Eksperci przekonują, że najważniejsza jest mentalność. – Niedawno obserwowałam przez cały dzień pracę pielęgniarek i lekarzy. Dozownik był przy łóżku każdego chorego. Nikt z niego w ciągu 24 godzin nie skorzystał – opowiada Barbara Kutryba z Centrum Monitorowania Jakości (CMJ).
To kwestia naszej mentalności, którą przenosimy za granicę. Matka Aleksandry Mączyńskiej, pielęgniarki z Galway University Hospitals w Irlandii (zajmuje się tam kwestiami zakażeń wśród średniego personelu), leżała w polskim szpitalu w jednoosobowej sali. Tam nawet dozownika nie było. – Pracuję od 10 lat w irlandzkich szpitalach, tam wdrożono regulacje WHO już w 2008 r. Personel medyczny ma to we krwi – opowiada.
Z monitoringu prowadzonego przez CMJ w 82 placówkach, które przystąpiły do programu i które miały określić, jakie mają standardy, wychodziło, że np. na oddziałach zabiegowych tylko 66 proc. lekarzy w pełni przestrzegało procedur związanych z dezynfekcją rąk, 68 proc. salowych i 82 proc. pielęgniarek. Podobne wyniki były na innych oddziałach. – Wyniki nie wydają się złe, ale mogą być zawyżone. Personel wiedział, że jest obserwowany i że są zbierane dane o tym, jak myje ręce – mówi Paweł Grzesiowski.
Projekt WHO jest prosty. Ale aby zadziałał, musi być przestrzegany w każdym szczególe. Koniecznie jest używanie preparatów alkoholowych. Nie zmywają one bakterii, ale je niszczą. Mycie rąk, aby było skuteczne, musi trwać 1,5 minuty. Dezynfekcja trwa 0,5 minuty. Licząc, że średnio w ciągu godziny lekarz 22 razy powinien umyć ręce, oznacza to, że w ciągu doby zajmuje to 132 minuty. Samo czyszczenie rąk powinno zatem zajmować w ciągu dnia ponad dwie godziny. To i tak o jedną trzecią krócej, niż gdyby sięgać po tradycyjne mydło.
Musi też być realizowany schemat tzw. pięciu momentów higieny mycia rąk. Należy umyć ręce najpierw przed kontaktem z pacjentem, przed procedurą, po narażeniu na płyny ustrojowe, po kontakcie z pacjentem i po kontakcie z otoczeniem pacjenta. Jeżeli ten standard będzie spełniony, można według wyliczeń WHO uratować przed zakażeniami 8 mln osób na świecie.
Rotawirusy bez tajemnic. Czytaj na Dziennik.pl
ROZMOWA

Profesor Didier Pittet kieruje globalnym programem walki z zakażeniami szpitalnymi WHO, szwajcarski ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych

Mycie rąk: banalne, a zarazem najważniejsze

Uczenie Europejczyków mycia rąk wydaje się paradoksem. Przecież wiemy, że trzeba je myć. Lekarze także zapewniają, że to robią. Skąd pomysł na edukowanie ludzi w tym zakresie?

Ponad 20 lat temu dostałem zadanie: obniżyć liczbę zakażeń w Szpitalu Uniwersyteckim w Genewie. Z zakażeniami na poziomie około 18 proc. chorych, którzy trafiali do naszej placówki. Głowiłem się nad tym. Pomysłów było kilka. W końcu zdałem sobie sprawę, że wszystko przenosimy na rękach. I trzeba się na tym skupić. Wprowadziłem odpowiednie standardy u mnie w szpitalu. Nie tylko schemat mycia rąk w pięciu krokach, ale także zastąpiłem mydło alkoholem. Po 20 latach liczba zakażeń spadła o 70 proc.

W Szwajcarii w połowie lat 90. personel medyczny nie mył rąk? Trudno w to uwierzyć.

A jednak. Pielęgniarka, która ze mną współpracowała i miała monitorować, jak to wygląda, przez miesiąc obserwowała, co się dzieje na różnych oddziałach szpitalnych, i była przerażona. Bardziej zresztą chodzi o sposób mycia rąk. Co z tego, że ktoś wymył ręce, jeżeli potem dotknął łóżka, stołu i dopiero potem pacjenta. Albo najpierw podał mu dłoń na powitanie, a dopiero później ją umył, a wrócił właśnie od innego chorego. Lub zrobił to dwa razy zamiast pięciu. Nawet teraz z naszych bardzo rzetelnych badań wynika, że po 20 latach programu mycia rąk – zgodnie ze standardami robi to 75 proc. naszego personelu.

Jaka była reakcja, kiedy zaproponował pan wdrożenie programu mycia rąk?

Nie było łatwo. Z jednej strony wszyscy mówili, że myją ręce. Innym było to obojętne. Zresztą im wyższe stanowisko, tym bardziej nonszalancki stosunek do tej kwestii. Potwierdzają to statystyki – zawsze lepiej wypadają pielęgniarki, jako osoby, które bardziej przestrzegają zasad higieny. Ja sam się spotykałem z reakcją: „Mycie rąk to takie tam zajęcie dla pielęgniarek”.

Jak to wygląda w innych krajach?

Bardzo się różni w zależności od placówki – w Stanach były przypadki, gdzie standardów przestrzegało jedynie 10 proc. personelu. Choć pojawiają się nietypowe kłopoty, np. w krajach muzułmańskich lekarze nie byli pewni, czy alkohol potrzebny do dezynfekcji nie wnika do organizmu, a przecież jest religijny zakaz picia. Musiano pytać o zgodę muzułmańskich duchownych. W USA pielęgniarki skarżyły się, że alkohol zniszczy im lakier na paznokciach. Wdrażano też przepisy antypożarowe w związku z tym, że alkohol jest łatwopalny. Pozytywne jest to, że do programu „Clean Care is Safer Care” przystąpiło już 170 państw ze 194 członków Światowej Organizacji Zdrowia.