Autopromocja

Epidemia brudnych rąk w szpitalach. Dotyk, który wymaga leczenia

medycyna, pielęgniarka, badania, pacjent, szpital, zdrowie
medycyna, pielęgniarka, badania, pacjent, szpital, zdrowieShutterStock
23 kwietnia 2015

Umyte ręce personelu to 350 tys. pacjentów bez zakażeń.

Oddział ortopedyczny we wrocławskim szpitalu kilka dni temu wstrzymał przyjęcia. Powodem była groźna bakteria wywołująca gangrenę. Zdiagnozowano ją u trzech pacjentów. Jeden z nich zmarł. Choć to krańcowa sytuacja, do zakażeń szpitalnych dochodzi bardzo często. Według szacunków w Polsce narażonych na nie może być od 8 do 10 proc. chorych. Jak wylicza Paweł Grzesiowski ze Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa, dotyczy to ok. 700 tys. pacjentów.

Z analiz Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że najczęstszymi chorobami, którymi zarażają się po pobycie w szpitalu chorzy, są zakażenia jelitowe oraz rotawirusy. Część z nich można leczyć, jednak wiele z nich jest lekoodporna.

Do rzecznika praw pacjenta w zeszłym roku wpłynęło około 1200 skarg dotyczących zakażeń szpitalnych. Z badań wynika, że dzięki lepszej dezynfekcji rąk można by liczbę takich zakażeń zmniejszyć nawet o połowę. Takie są wyliczenia WHO w ramach międzynarodowej strategii dotyczącej higieny rąk.

W Polsce, jak przyznają sami lekarze, standardy mycia rąk są niskie.

– Kiedy wprowadziliśmy program WHO dotyczący higieny rąk, niektórzy lekarze przekonywali, że rotawirus przenosi się przez powietrze. Że i tak zostaje na przedmiotach, a nieustanne mycie rąk to strata czasu. Opór był spory – przyznaje prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Jej placówka znalazła się w gronie 93, które dołączyły do programu Higiena Rąk To Bezpieczna Opieka, deklarując chęć usystematyzowania procedur na każdym poziomie kontaktu z pacjentem.

Problemów jest więcej. Spór dotyczy np. tego, czy dozowniki z płynem mają być umiejscowione przy łóżkach, czy też np. przy wejściu do sali. Eksperci przekonują, że najważniejsza jest mentalność. – Niedawno obserwowałam przez cały dzień pracę pielęgniarek i lekarzy. Dozownik był przy łóżku każdego chorego. Nikt z niego w ciągu 24 godzin nie skorzystał – opowiada Barbara Kutryba z Centrum Monitorowania Jakości (CMJ).

To kwestia naszej mentalności, którą przenosimy za granicę. Matka Aleksandry Mączyńskiej, pielęgniarki z Galway University Hospitals w Irlandii (zajmuje się tam kwestiami zakażeń wśród średniego personelu), leżała w polskim szpitalu w jednoosobowej sali. Tam nawet dozownika nie było. – Pracuję od 10 lat w irlandzkich szpitalach, tam wdrożono regulacje WHO już w 2008 r. Personel medyczny ma to we krwi – opowiada.

Z monitoringu prowadzonego przez CMJ w 82 placówkach, które przystąpiły do programu i które miały określić, jakie mają standardy, wychodziło, że np. na oddziałach zabiegowych tylko 66 proc. lekarzy w pełni przestrzegało procedur związanych z dezynfekcją rąk, 68 proc. salowych i 82 proc. pielęgniarek. Podobne wyniki były na innych oddziałach. – Wyniki nie wydają się złe, ale mogą być zawyżone. Personel wiedział, że jest obserwowany i że są zbierane dane o tym, jak myje ręce – mówi Paweł Grzesiowski.

Projekt WHO jest prosty. Ale aby zadziałał, musi być przestrzegany w każdym szczególe. Koniecznie jest używanie preparatów alkoholowych. Nie zmywają one bakterii, ale je niszczą. Mycie rąk, aby było skuteczne, musi trwać 1,5 minuty. Dezynfekcja trwa 0,5 minuty. Licząc, że średnio w ciągu godziny lekarz 22 razy powinien umyć ręce, oznacza to, że w ciągu doby zajmuje to 132 minuty. Samo czyszczenie rąk powinno zatem zajmować w ciągu dnia ponad dwie godziny. To i tak o jedną trzecią krócej, niż gdyby sięgać po tradycyjne mydło.

Musi też być realizowany schemat tzw. pięciu momentów higieny mycia rąk. Należy umyć ręce najpierw przed kontaktem z pacjentem, przed procedurą, po narażeniu na płyny ustrojowe, po kontakcie z pacjentem i po kontakcie z otoczeniem pacjenta. Jeżeli ten standard będzie spełniony, można według wyliczeń WHO uratować przed zakażeniami 8 mln osób na świecie.

Rotawirusy bez tajemnic. Czytaj na Dziennik.pl

ROZMOWA

Profesor Didier Pittet kieruje globalnym programem walki z zakażeniami szpitalnymi WHO, szwajcarski ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych

Mycie rąk: banalne, a zarazem najważniejsze

 Uczenie Europejczyków mycia rąk wydaje się paradoksem. Przecież wiemy, że trzeba je myć. Lekarze także zapewniają, że to robią. Skąd pomysł na edukowanie ludzi w tym zakresie?

Ponad 20 lat temu dostałem zadanie: obniżyć liczbę zakażeń w Szpitalu Uniwersyteckim w Genewie. Z zakażeniami na poziomie około 18 proc. chorych, którzy trafiali do naszej placówki. Głowiłem się nad tym. Pomysłów było kilka. W końcu zdałem sobie sprawę, że wszystko przenosimy na rękach. I trzeba się na tym skupić. Wprowadziłem odpowiednie standardy u mnie w szpitalu. Nie tylko schemat mycia rąk w pięciu krokach, ale także zastąpiłem mydło alkoholem. Po 20 latach liczba zakażeń spadła o 70 proc.

W Szwajcarii w połowie lat 90. personel medyczny nie mył rąk? Trudno w to uwierzyć.

A jednak. Pielęgniarka, która ze mną współpracowała i miała monitorować, jak to wygląda, przez miesiąc obserwowała, co się dzieje na różnych oddziałach szpitalnych, i była przerażona. Bardziej zresztą chodzi o sposób mycia rąk. Co z tego, że ktoś wymył ręce, jeżeli potem dotknął łóżka, stołu i dopiero potem pacjenta. Albo najpierw podał mu dłoń na powitanie, a dopiero później ją umył, a wrócił właśnie od innego chorego. Lub zrobił to dwa razy zamiast pięciu. Nawet teraz z naszych bardzo rzetelnych badań wynika, że po 20 latach programu mycia rąk – zgodnie ze standardami robi to 75 proc. naszego personelu.

Jaka była reakcja, kiedy zaproponował pan wdrożenie programu mycia rąk?

Nie było łatwo. Z jednej strony wszyscy mówili, że myją ręce. Innym było to obojętne. Zresztą im wyższe stanowisko, tym bardziej nonszalancki stosunek do tej kwestii. Potwierdzają to statystyki – zawsze lepiej wypadają pielęgniarki, jako osoby, które bardziej przestrzegają zasad higieny. Ja sam się spotykałem z reakcją: „Mycie rąk to takie tam zajęcie dla pielęgniarek”.

Jak to wygląda w innych krajach?

Bardzo się różni w zależności od placówki – w Stanach były przypadki, gdzie standardów przestrzegało jedynie 10 proc. personelu. Choć pojawiają się nietypowe kłopoty, np. w krajach muzułmańskich lekarze nie byli pewni, czy alkohol potrzebny do dezynfekcji nie wnika do organizmu, a przecież jest religijny zakaz picia. Musiano pytać o zgodę muzułmańskich duchownych. W USA pielęgniarki skarżyły się, że alkohol zniszczy im lakier na paznokciach. Wdrażano też przepisy antypożarowe w związku z tym, że alkohol jest łatwopalny. Pozytywne jest to, że do programu „Clean Care is Safer Care” przystąpiło już 170 państw ze 194 członków Światowej Organizacji Zdrowia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.