Remdesiwir, molnupirawir oraz Paxlovid to leki przeciwwirusowe na COVID-19 stosowane w Europie. Jedne są podawane pacjentom w zaawansowanym stadium choroby, inne w początkowym, by skrócić czas leczenia lub nie dopuścić do hospitalizacji. Remdesiwir, który jako pierwszy został zarejestrowany przez EMA w leczeniu COVID-19, jest dostępny w Polsce, ale z pewnymi ograniczeniami, Molnupirawiru brakuje, mimo że początkowo Polska go zamówiła, a Paxlovid w ogóle do nas nie trafił.
Pod koniec zeszłego roku Ministerstwo Zdrowia podpisało umowę z producentem Molnupirawiru na dostawy. Firma dostarczyła ustaloną w kontrakcie partię (ok. 50 tys. preparatów), jednak po zimie nie zamówiono kolejnej. W efekcie w II kw. tego roku leku zaczęło brakować. – Mamy zachomikowane resztki ze stycznia, kiedy szpitale mogły jeszcze go otrzymać, nowych już nie da się dostać – mówi zakaźnik z jednego ze stołecznych szpitali. Początkowo lek był przekazany do szpitali dla pacjentów chorych onkologicznie i z obniżoną odpornością oraz do stacji dializ. Potem mogli go zamawiać lekarze rodzinni. Ci również go nie mają, o ile nie został im z pierwszej dostawy. – Obecnie dysponujemy remdesiwirem, który podaje się dożylnie, ale leków doustnych, jak np. molnupirawir, już nie mamy. A to znacznie utrudnia skuteczne leczenie przeciwcovidowe chorych z niewydolnością nerek. Co więcej, uważam, że lekami powinni dysponować także lekarze rodzinni, a w POZ z ich dostępnością jest niestety duży problem – mówi prof. Miłosz Parczewski, lekarz naczelny ds. COVID-19 w Szpitalu Wojewódzkim w Szczecinie.
Resort początkowo mówił, że jest problem z dostępnością w całej Europie. Jednak jak wynika z naszych informacji, producent nie ma kłopotów z dostawami. Kłopot w tym, że nikt w Polsce preparatu nie zamówił. – Otrzymujemy regularnie pytania o dostępność leku w placówkach medycznych, a w ostatnich tygodniach zauważyliśmy zwiększoną liczbę zapytań. Deklarujemy pełną gotowość do współpracy z Ministerstwem Zdrowia w celu zabezpieczenia odpowiedniej ilości leku na potrzeby przeciwdziałania kolejnej fali COVID-19 – mówi Marcin Bodio, dyrektor ds. polityki zdrowotnej i komunikacji MSD, firmy produkującej preparat. Nasi rozmówcy z resortu zdrowia przekonują, że w razie zwiększenia liczby chorych zamówienie będzie wznowione.
Reklama
Molnupirawir nie otrzymał dopuszczenia do obrotu w UE, jednak zgodnie z rekomendacją EMA produkt może być stosowany w leczeniu osób dorosłych z COVID-19. W Polsce jest dopuszczony w ramach tzw. importu docelowego, na który wydaje zgodę resort zdrowia. Za terapię także w całości płaci państwo. I w tym problem: jedna terapia molnupirawirem kosztuje ponad 700 euro, czyli ok. 3 tys. zł, co zdaniem decydentów jest stanowczo za drogie (dla porównania lek przeciwwirusowy na grypę kosztuje ok. 80 zł). Jego skuteczność to o ok. 30-proc. zmniejszenie ryzyka hospitalizacji lub śmierci pacjentów z łagodnym lub umiarkowanym COVID-19 (dane producenta). Z badań opublikowanych na PubMed (baza danych medycznych założona przez National Center for Biotechnology Information) wynikało, że podany w ciągu pierwszych pięciu dni od wystąpienia objawów zmniejsza o ponad 80 proc. ryzyko zgonu.
Drugi popularny lek to Paxlovid (cena ok. 500 euro), który został przez EMA dopuszczony pod koniec stycznia do obrotu w całej UE. W jego przypadku jest mowa o ponad 80-proc. zmniejszeniu ryzyka hospitalizacji oraz zgonu w związku z COVID-19 (w porównaniu z placebo i przy zastosowaniu leku do pięciu dni od wystąpienia). W Polsce nie jest dostępny – były prowadzone rozmowy, jednak ostatecznie nie zawarto umowy. Obecnie są prowadzone negocjacje, żeby część szczepionek przeciw COVID-19, których mamy za dużo, Pfizer zamienił m.in. na dostawy Paxlovidu. ©℗
Współpraca Maria Lipińska