Kluczowe jest, jak podkreślali uczestnicy debaty, żeby dane szły za pacjentem. To jeden z motorów napędowych zmian systemu ochrony zdrowia. I choć świadomość już jest, to nadal ten problem nie został w pełni rozwiązany. Jak mówił prof. Maciej Banach, sekretarz generalny Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego, prezes think tanku „Innowacje dla Zdrowia“ MedIT Innovations, kiedyś pacjent przychodził do lekarza z reklamówką pełną wyników badań, z całą historią medyczną. Wprowadzenie e-rozwiązań miało takie sytuacje wyeliminować. Na razie się nie udało. Jak opowiada prof. Banach, nadal jest tak, że jeśli pacjent przenoszony jest ze szpitala do szpitala, to w nowym miejscu nie ma historii jego leczenia czy listy przepisywanych leków u lekarza rodzinnego. Jego zdaniem powoli się to zmienia, skok jest bardzo duży, ale nadal to są początki.
Jedną z przeszkód jest brak komunikacji systemów. Problemem nie jest brak danych – dane pacjentów znajdują się w systemach szpitalnych. Jednak trudno je przekazać do placówki, która posługuje się innym systemem albo zmienić to wewnątrz jednostki. Problemem bywają finanse.
– Są sytuacje, kiedy dyrektor szpitala chciałby zmienić system. I owszem może. Ale firma żąda za archiwizację i przekazanie danych 7 mln zł, co jest ceną zaporową – mówił prof. Banach.
Reklama
O podobnych przeszkodach mówił prof. Lucjan Wyrwicz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa otwartego Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie. Jego zdaniem nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby zupełnie zrezygnować z dokumentacji papierowej. I choć teoretycznie istnieją narzędzia i otwartość na zmiany, to mnożą się problemy na niższym poziomie. Jednym z nich są choćby słowniki – żeby wszystko sprawnie działało, terminologia powinna być ujednolicona. Tymczasem lekarze mogą mówić o tych samych zdarzeniach medycznych, używając innych terminów czy opisów. To utrudnia łączenie systemów, a także prace badawcze.
Zdaniem Artura Ciszewskiego, dyrektora Biura Zarządzania Siecią Własną PZU Zdrowie, pandemia stała się jednym z impulsów do zmian.

Reklama
– Jeszcze 10 lat temu nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić, że recepta przyjdzie SMS-em, teraz to nasza rzeczywistość – podkreślał. A także wskazywał, że to również pacjenci wiele zmian wymuszają. Bo nie chcą już chodzić z torbą pełną dokumentów. – Zaczęli oczekiwać od providerów, że dane pójdą za nimi. Więc kiedy my przejmowaliśmy różne placówki, dużym wyzwaniem było i jest to, żeby połączyć systemy, tak aby widziały dokumentację pacjenta, czyli rozmawiały ze sobą – tłumaczył Artur Ciszewski. I przyznawał, że faktycznie kwestia ujednoliconych słowników jest tutaj kluczowa.
– Wyzwań jest dużo, ale wynika to także z oczekiwań – mówił Artur Ciszewski.
Jolanta Czernicka-Siwecka, prezes zarządu Fundacji ISKIERKA, była zgodna, że faktycznie digitalizacja powinna być z myślą o potrzebach pacjentów. I podawała przykład: kiedy stworzyli platformę z bazą wiedzy o chorobach nowotworowych, to tworzyli ją wspólnie z pacjentami.
– To oni mówili, czego potrzebują, co jest user firendly, jakim językiem ma być napisane etc. – mówiła Jolanta Czernicka-Siwiec.
Były szef Centrum E-zdrowia, Marcin Węgrzyniak z Pentacomp Systemy Informatyczne SA, przyznawał, że transformacja się zaczęła, ale trzeba ją porządkować. I tak np. Platforma P1 (czyli zbudowana przez Ministerstwo Zdrowia i służąca do zbierania i wymiany m.in. informacji medycznych), jak już po wielu początkowych problemach ruszyła, stała się ofiarą własnego sukcesu. Bo nagle okazało się, że oczekiwania są ogromne.
– Problem polega na tym, że mamy bardzo dużo danych, ale jest w nich chaos. I to jest kluczowe przy myśleniu o przyszłości – mówił Marcin Węgrzyniak.
To, że dane są, ale trudno nimi zarządzać, to również doświadczenie, o którym mówił Marcin Zawisza, menedżer produktu z Sygnity SA. Okazało się, że samorządy, które chciały poprawić zdrowie dzieci, zorientowały się, że nie mają diagnozy, aby przygotować odpowiednią ofertę.
– Zaczęliśmy sprawdzać, jakie dane są, co możemy pozbierać – opowiadał Marcin Zawisza. Ostatecznie wyposażono pielęgniarki szkolne w proste narzędzia informatyczne, aby mogły zbierać podstawowe dane, pozwalające na zaplanowane profilaktyki.
– Technologie tanieją i trzeba umieć dobrze je wykorzystywać – podkreślał przedstawiciel Sygnity.
– Można wymagać, żeby już w istniejących systemach było więcej rzeczy wspomagających pracę lekarzy. Jednak do tego potrzebne są dobre regulacje – dodawał Marcin Węgrzyniak.
Jednym z wyzwań jest choćby samo gromadzenie danych. Nie wszyscy lekarze to robią, mimo zaleceń. Zmiana, jak mówił prof. Wyrwicz, w wielu sytuacjach nastąpiła wtedy, kiedy NFZ wymusił takie sprawozdania, bo bez nich nie rozliczał świadczenia. Prof. Banach dodawał, że w niektórych sytuacjach tego rodzaju przymus jest korzystny, jednak trzeba wymagać zbierania danych, które naprawdę mają sens.
Artur Ciszewski podsumowywał, że analiza danych jest bardzo potrzebna. Ale także przygotowywanie rozwiązań, które pomogą lekarzom i zachęcą, aby z nich korzystali. Takim przykładem w sieci PZU Zdrowie jest teleradiologia. PZU Zdrowie wdrożyło system, który pomaga przy opisie zdjęć, co bardzo usprawnia pracę lekarzy, więc jest dodatkowym czynnikiem przy pozyskiwaniu specjalistów.
– Współpracujemy ze start-upami takimi jak BrainScan i korzystamy ze sztucznej inteligencji, ale nie po to, żeby zastąpić lekarza, ale żeby mu ułatwić i usprawnić pracę. Chodzi o stworzenie środowiska, które usystematyzuje dane i pomoże wyciągać wnioski. To również potem przekłada się na szybszą i lepszą pomoc dla pacjentów – dodawał Artur Ciszewski. – Kiedyś te rozwiązania, które mamy, wydawały się sci-fi. Teraz to już bardziej science niż fiction – puentował przedstawiciel PZU Zdrowie.
KK
foto: materiały prasowe

partner relacji:

foto: materiały prasowe