– Ze względu na małe ilości tabletki w pierwszej kolejności zostaną przekazane do szpitali onkologicznych i hematoonkologicznych, do ośrodków prowadzących dializy oraz zajmujących się chorymi po przeszczepach – zapowiada nasz rozmówca z rządu.Chodzi o lek, który miał być przełomem z dwóch powodów: jest podawany w tabletkach i ma zapobiegać pobytowi w szpitalu (z powodu COVID-19), czyli ma mieć działanie prewencyjne. To lek, który nie został w pełni zatwierdzony przez Europejską Agencję Leków, ale otrzymał pozytywne rekomendacje. EMA zadecydowała bowiem, że dopuszcza preparat do stosowania i rekomenduje go pacjentom w pierwszych pięciu dniach przechodzenia choroby.
Polska jest w gronie państw, które sięgają po niego jako pierwsze. Na razie podpisaliśmy umowę z producentem na 50 tys. terapii, które mają być dostarczane sukcesywnie do połowy przyszłego roku.Jeszcze w listopadzie lek zaczęli stosować Brytyjczycy, a kilka dni temu molnupirawir zaczęła podawać swoim chorym Dania.
W Polsce największym kłopotem paradoksalnie może się okazać sposób dostarczania. Teraz dostaną go chorzy onkologicznie, ale ogólnie lek jest przeznaczony dla zakażonych na bardzo wczesnym etapie choroby, jeszcze zanim ewentualnie trafią do szpitala. Najbardziej logiczne byłoby więc, żeby otrzymywali go pacjenci u lekarzy rodzinnych. Nie ma jednak aż tylu terapii i decydenci obawiają się, że może być przepisywany zbyt pochopnie. Pojawił się zatem pomysł, żeby lek był wydawany w szpitalach. Profesor Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, zwraca jednak uwagę, że to by zatkało pracę izb przyjęć i tak w tym momencie przeciążonych szpitali.
Reklama
Obecnie jedną z poważnie rozważanych propozycji jest to, żeby wytypować kilkadziesiąt placówek podstawowej opieki zdrowotnej (robiących testy antygenowe), które wzięłyby udział w pilotażu i jako pierwsze wydawały lek osobom uprawnionym. Decyzja zapadnie w tym tygodniu.
Kto będzie miał szansę otrzymać molnupirawir? Przede wszystkim osoby, które są najbardziej narażone na ciężki przebieg COVID-19. Mają powyżej 65 lat i choroby współistniejące, m.in. problemy onkologiczne, być może kryterium będzie także BMI, cukrzyca czy bycie dializowanym.

Reklama
Jak wygląda sytuacja od strony formalnej? Zatwierdzenie preparatu przez Europejską Agencję Leków – jak doniósł niedawno Reuters – raczej nie nastąpi przed świętami Bożego Narodzenia. Eksperci agencji chcą się bowiem przyjrzeć dokładniej wynikom kolejnej rundy badań klinicznych specyfiku. Wynika z nich, że lek nie jest aż tak skuteczny, jak wskazywały wcześniejsze badania – zmniejsza prawdopodobieństwo trafienia do szpitala z powodu COVID-19 mniej więcej o 30 proc., a nie o 50 proc. jak wychodziło wcześniej.
Wyniki te nie pozostały bez wpływu na decyzje narodowych organów regulacyjnych. Francuzi już zapowiedzieli, że w związku z niską skutecznością nie zatwierdzą molnupirawiru u siebie i poczekają na ostateczne zdanie EMA. Agencja oprócz tego zajmuje się także innymi lekami na COVID-19. Na jutrzejszej konferencji prasowej można się spodziewać informacji o pełnym dopuszczeniu na rynek (dotychczas było tylko warunkowe) remdesiwiru – przez większą część pandemii jedynego leku antywirusowego, jaki był dostępny dla pacjentów w szpitalach. Na początku grudnia EMA dopuściła również do leczenia COVID-19 tocilizumab – lek, który hamuje nieco aktywność układu odpornościowego charakterystyczną dla ciężkiego przebiegu COVID-19. Wykorzystywane są także preparaty będące koktajlem dwóch przeciwciał: ronaprewe jest już zatwierdzony, a olumiantowi EMA jeszcze się przygląda. Olumiant jest stosowany w Polsce i sukcesywnie przyjeżdżają jego dostawy. Ronaprewe ma być w Polsce jeszcze w grudniu. Jak wynika z naszych informacji, udało się podpisać umowy z producentem na zakup tego specyfiku.
Podsumowując: w Polsce niemal wszystkie leki są dostępne, ale nie dla wszystkich. Ostatnio zabrakło remdesiwiru, pierwszego i najdłużej stosowanego leku na COVID-19, który ma skracać czas pobytu w szpitalu. – Faktycznie była przerwa w dostawach i były placówki, które miały kłopoty – przyznają nasi rozmówcy z rządu. Pojawiają się problemy z tocilizumabem, też lekiem szpitalnym. – Podaż jest mniejsza niż popyt – mówi przedstawiciel MZ. I dodaje, że Polska chce kupić więcej preparatów, ale ma ograniczone możliwości ze względu na to, że leków brakuje. Kupujemy dwiema ścieżkami: przy części leków przystąpiliśmy do wspólnych zakupów z Komisją Europejską, ale w większości negocjujemy sami bezpośrednio z firmami. ©℗
W ciągu kilku dni będzie decyzja o sposobie dystrybucji medykamentu