Aptekarze nie będą realizować recept, które nie będą wypełnione zgodnie z przepisami, czyli np. tych z pieczątkami protestacyjnymi stawianymi przez lekarzy.
Reklama
Zdenerwowało ich to, że wszystkie obietnice ministra zdrowia skierowane do ich grupy wypadły z nowelizacji ustawy refundacyjnej. Jak twierdzi szef Naczelnej Rady Aptekarskiej, nowela zawiera tylko profity dla środowiska lekarzy.
I rzeczywiście: minister zdrowia Bartosz Arłukowicz obiecał – a nawet wpisał jako jedną z poprawek do nowelizacji ustawy refundacyjnej – to, że aptekarze w razie negatywnych wyników kontroli przeprowadzonej przez Narodowy Fundusz Zdrowia będą mogli się od tej decyzji odwołać. Problem w tym, że w wersji ustawy, która trafiła do Sejmu, już tego zapisu nie ma. To mocno rozgoryczyło środowisko aptekarskie. Jak twierdzi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz, farmaceuci do tej pory szli na rękę rządowi i starali się wydawać leki pacjentom, mimo że recepty były niepełne, mocno przy tym ryzykując. W rozporządzeniu widnieje bowiem czarno na białym, że na recepcie nie mogą się znaleźć żadne zapiski niezgodne z jej przeznaczeniem. Nie wiadomo więc, jak potem kontrolerzy NFZ będą traktować pieczątkę „Refundacja do decyzji NFZ” (tę, którą w ramach protestu wystawiają lekarze). Tym bardziej jest to problematyczne, że kontrole odbywają się zazwyczaj po czterech latach. A władze NFZ czy resortu zdrowia mogą już być inne.
Tymczasem wykreślono możliwość odwołań w razie kar. Dlatego Naczelna Rada Aptekarska idzie na całość. Żąda przywrócenia poprzednich zapisów. I chce jeszcze więcej: by w ogóle znieść kary dla farmaceutów za naruszenie rozporządzenia w sprawie recept. Jej argument jest prosty: jeżeli ministerstwo mogło wycofać się z karania lekarzy, to dlaczego nie może tego zrobić dla farmaceutów?
O tym, czy dojdzie do protestu, zadecydują parlamentarzyści. Bo aptekarze chcą, by zmiany zostały wpisane do ustawy w Sejmie lub w Senacie, który zajmie się nią w przyszłym tygodniu.