Karetki stojące pod SOR-ami w kilkugodzinnych kolejkach, nerwowe poszukiwanie miejsc dla pacjentów, krążenie pomiędzy szpitalami – tak wygląda praca pogotowia ratunkowego w czasie pandemii. By ją ułatwić, w uchwalonej w zeszłym tygodniu przez Sejm ustawie o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 wprowadzono krajowego koordynatora ratownictwa medycznego, który ma kompetencje rozstrzygania sporów dotyczących przyjęcia do szpitala osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego w drodze decyzji administracyjnej.

Nie będzie lepiej

Dyspozytorzy i ratownicy są wobec tej zmiany sceptyczni. – Decyzja nie sprawi, że miejsca dla pacjentów się rozmnożą. Nawet jeśli szpital będzie miał nakaz przyjęcia i tak trzeba będzie poczekać, aż zwolni się łóżko. Karetki jak stały pod szpitalami, tak dalej będą stać – przewidują pracownicy pogotowia.

Już za dwa miesiące problemy mogą się jeszcze pogłębić. Od nowego roku dyspozytornie mają stać się częścią urzędów wojewódzkich. Wielu pracowników nie jest z tej zmiany zadowolonych, część nadal nie zna warunków, na jakich miałoby się odbyć przejście. Niektórzy nie zamierzają czekać do ostatniej chwili i już szukają nowej pracy. A wykwalifikowani ratownicy i pielęgniarki – bo to oni najczęściej pracują jako dyspozytorzy – w ofertach mogą przebierać, zwłaszcza w czasie pandemii. Może się więc okazać, że od stycznia największym wyzwaniem będzie nie koordynacja, lecz brak pracowników w dyspozytorniach.

Nikt nic nie wie

O tym, że dyspozytornie zmienią strukturę, wiadomo od dawna. Nastąpi to na mocy nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym z 10 maja 2018 r. (Dz.U. poz. 1115). Już w zeszłym roku zaczęto organizować spotkania na ten temat. Dyspozytorzy wiedzą zatem, czego się spodziewać. Duża część jednak wciąż nie otrzymała konkretnych propozycji.

Było to jednym z powodów odwieszenia protestu ratowników (z początkiem października). Piotr Dymon, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, zwracał wówczas uwagę na chaos informacyjny związany z przejęciem dyspozytorni przez wojewodów.

– Ratownicy się tej zmiany obawiają, jest duża niepewność. Warunki nie są dziś sprecyzowane i duża część dyspozytorów wciąż nie podjęła decyzji, czy przejdzie do wojewodów. Większość jednak z tego rozwiązania nie jest zadowolona – mówi Ireneusz Szafraniec, szef Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych. Jak dodaje, można szacować, że prawie połowa – w skali kraju –nie zdecyduje się na przejście.

Potwierdza to dyspozytorka z warszawskiego pogotowia. – U nas większość nie przejdzie. Zwłaszcza że zasady opisane w ustawie o PRM są dla nas mniej korzystne niż te dotyczące przejęcia zakładu pracy na podstawie art. 23 kodeksu pracy. Gdyby je zastosować, mielibyśmy dodatkowe dwa miesiące na podjęcie ostatecznej decyzji i może więcej osób by to rozważyło – tłumaczy.

Trwają negocjacje

Zapytaliśmy urzędy wojewódzkie, na jakim etapie są przygotowania do przyjęcia dyspozytorni. Wojewoda mazowiecki przesłał nam w odpowiedzi link do komunikatu, w którym nie było jednak informacji, na których najbardziej zależy dyspozytorom. Prośba o doprecyzowanie i ustosunkowanie się do ich wątpliwości pozostała bez odpowiedzi.

Niektórzy wojewodowie mają już jednak większość ustaleń za sobą. Urząd podkarpacki przypomina, że ustawa nałożyła obowiązek zawiadomienia dyspozytorów – w terminie do 30 września br. – o zmianach, jakie mają nastąpić w zakresie ich umowy w związku z przejęciem.

– Z informacji wynika, że dysponenci wywiązali się z tego obowiązku. Analiza danych daje podstawy do stwierdzenia, że nowe warunki płacowe dyspozytorów w większości przypadków będą bardziej korzystne od dotychczasowych – informuje tamtejszy urząd. Dodaje, że większość pracowników nie złożyła oświadczeń o rozwiązaniu umowy.

Również w województwie łódzkim nowe warunki zatrudnienia zostały przedstawione dyspozytorom w terminie i w ocenie służb podległych wojewodzie są one korzystniejsze – w szczególności w zakresie wynagrodzenia zasadniczego oraz dodatkowego wynagrodzenia rocznego, które obecnie im nie przysługuje. Dotychczas żaden z dyspozytorów pozostających na etacie nie zadeklarował odejścia z pracy. Urząd zapowiada, że w najbliższym czasie wojewoda ogłosi nabór na 70 etatów dyspozytorskich, obecnie bowiem tylu dyspozytorów zatrudnionych jest na podstawie umów cywilnoprawnych. Siedziba dyspozytorni pozostanie ta sama co obecnie. Docelowo zostanie ona włączona w struktury Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego.

O zaawansowanych przygotowaniach poinformowały także urzędy dolnośląski, lubelski oraz lubuski. – Pod względem technicznym i infrastrukturalnym jesteśmy w pełni gotowi. Obecnie dyspozytornia medyczna dla województwa lubuskiego umieszczona jest w budynku Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim i jest z nim technicznie powiązana. W tym kontekście nie planuje się żadnych zmian – podkreśla Karol Zieleński, dyrektor biura wojewody. Jak dodaje, warunki zatrudnienia w urzędzie są oparte na obowiązujących przepisach, a ramy finansowe określono w najwyższych możliwych przedziałach.

– Jesteśmy w trakcie analizy zainteresowania złożoną ofertą. Należy mieć świadomość, że dyspozytorzy to przede wszystkim specjaliści z dziedziny ratownictwa medycznego, co przy niedoborze kadr medycznych w całym systemie ochrony zdrowia zawsze stanowi wysoki czynnik ryzyka odpływu tych osób do innych podmiotów, np. szpitalnych oddziałów ratunkowych czy do pracy w ambulansach. Z pewnością zależy nam, aby jak największa grupa osób podjęła pracę w ramach struktury Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego – dodaje.

Zbyt wiele niewiadomych

Dlaczego – skoro według zapewnień wojewodów warunki zatrudnienia się nie pogorszą – dyspozytorzy nie chcą pracować w nowej strukturze?

– Płace zasadnicze mogą być nawet wyższe, ale jako pracownicy medyczni zyskujemy na pochodnych, a u wojewody będzie nam przysługiwał jedynie dodatek funkcyjny – mówi nasza rozmówczyni z warszawskiego pogotowia.

Dodaje, że na jednym z wcześniejszych spotkań mowa była o stawkach ok. 5,7 tys. zł brutto dla dyspozytora i 6,6 tys. zł dla dyspozytora głównego, do tego niecałe 300 zł dodatku.

Pieniądze to jednak nie wszystko. Dla pracowników medycznych liczy się też ciągłość wykonywania zawodu. – Co do tego, czy zachowamy ją jako pracownicy urzędów, są wątpliwości – dodaje dyspozytorka.

Poza tym w niektórych województwach zmiana struktury wiąże się z likwidacją części jednostek. Przykładowo wojewoda lubelski podjął decyzję o funkcjonowaniu od nowego roku jednej dyspozytorni, co oznacza, że w Chełmie, Zamościu i Białej Podlaskiej dyspozytornie znikną, a ich zadania przejmie dyspozytornia w Lublinie. Dla niektórych pracowników może to oznaczać konieczność dojeżdżania do pracy do innego miasta.

Czy grozi nam paraliż dyspozytorni po 1 stycznia? – Patrząc na dzisiejszą sytuację, myślę, że wojewodowie sobie nic z tego nie robią, bo po prostu w razie czego skierują do dyspozytorni innych ratowników – przewiduje Ireneusz Szafraniec.

Podkreśla jednak, że praca dyspozytora to nie tylko przyjmowanie wezwań i wysyłanie karetek, ale także zarządzanie skomplikowanym systemem, umiejętność zadysponowania odpowiedniego zespołu, uwzględniającego czas dojazdu, stan pacjenta i wiele innych czynników. – A dziś, kiedy karetki stoją godzinami przed szpitalami, dyspozytorzy mają duży problem, żeby spełnić wymagania – podsumowuje.