- Mamy sytuację nadzwyczajną. Po tych pierwszych tygodniach, kiedy byliśmy na fali powstańczej i walczyliśmy, przechodzimy do pozytywistycznej pracy u podstaw, czyli usystematyzowania i stworzenia nowych mechanizmów i praktyk działania ochrony zdrowia - mówi w wywiadzie dla DGP Filip Nowak, p.o. prezesa NFZ.



Są łóżka dla pacjentów z wirusem czy ich nie ma? Szpitale mówią, że nie ma. Resort zdrowia twierdzi, że jest ich więcej niż chorych. O co chodzi?
Na dzień dzisiejszy liczba łóżek dla pacjentów z COVID-19 jest wystarczająca. Mamy obecnie 8,5 tys. miejsc gotowych na przyjęcie wymagających hospitalizacji pacjentów zakażonych koronawirusem.
Mniej niż 3 tys. pacjentów jest hospitalizowanych. To skąd problemy?
To zależy od regionu. Systematycznie zwiększamy bazę łóżkową zgodnie z potrzebami, które pojawiają się lokalnie. Przypomnę jednak, że nie wszyscy pacjenci, u których potwierdzono COVID-19, powinni być hospitalizowani. Zgłaszane sygnały dotyczą bowiem nie tyle braku łóżek zakaźnych, ile dużej liczby osób zakażonych bezobjawowych bądź skąpoobjawowych, którzy trafiają na izby przyjęć do szpitali drugiego poziomu, a więc tych podmiotów, które posiadają oddziały zakaźne i powinny zająć się leczeniem chorych z koronawirusem wymagających hospitalizacji. Dlatego oprócz zwiększenia liczby łóżek w poszczególnych województwach musimy także zacząć zarządzać tym, jacy pacjenci trafiają do tych szpitali. Na drugim poziomie zabezpieczone są łóżka dla pacjentów z koronawirusem, u których występują objawy zagrażające zdrowiu lub życiu. Wszyscy uczestnicy systemu muszą przyzwyczaić się do postępowania w nowej strategii i jestem przekonany, że kwestią najbliższych dni jest wypracowanie właściwej praktyki optymalizującej wykorzystanie potencjału łóżkowego w szpitalach.
Likwidacja szpitali jednoimiennych to był błąd? Przecież one były przygotowane na pacjentów z COVID-19. Teraz borykają się z nimi małe szpitale powiatowe.
Decyzją o wprowadzeniu nowej strategii – przypomnę, że wypracowanej przez ekspertów z wszystkich obszarów ochrony zdrowia – minister zdrowia odpowiedział na aktualne potrzeby, w tym również szpitali jednoimiennych. Musimy zabezpieczyć potrzeby wszystkich pacjentów, nie tylko tych z koronawirusem. Wszystkie szpitale, a więc również te wyłącznie dla pacjentów zakażonych, muszą otworzyć się na innych chorych, a pacjenci kontynuować przerwane przez pandemię leczenie. Większym zagrożeniem jest odkładanie leczenia niż strach przed zakażeniem. Dlatego tak istotna była zmiana strategii walki z epidemią. Ta wcześniejsza doskonale sprawdziła się na początku pandemii, w pierwszym okresie. Jednak nie możemy dłużej funkcjonować w trybie alarmowym, trzeba zająć się też innymi chorymi. Musimy się przyzwyczaić, że COVID-19 jest i na razie pozostanie z nami jeszcze przez jakiś czas. Do tego musimy odpowiednio przygotować system.
Liczba łóżek intensywnej terapii jest wystarczająca czy nie?
Obłożenie łóżek jest codziennie monitorowane. Dodatkowo wojewodowie mają możliwości zwiększania ich liczby na bieżąco, w miarę pojawiających się w regionach potrzeb. Dyrektorzy oddziałów wojewódzkich NFZ, którzy ściśle współpracują w tej kwestii z urzędami wojewódzkimi, traktują tę kwestię priorytetowo i są w gotowości, gdyby liczba potrzebujących opieki na drugim poziomie wzrosła.
To nie jest tak, że liczba zgłoszonych łóżek jest stała i niezmienna. Podejście do tej kwestii musi być elastyczne. Jeżeli potrzeby będą większe – będziemy reagować i zabezpieczać nowe stanowiska intensywnej terapii. Gdy liczba zakażeń spadnie, będziemy wygaszać ten potencjał.
A jak wzrośnie do 5 tys.?
W sytuacji wzrostu liczby zakażonych będziemy włączać do systemu kolejne szpitale. Ale pamiętajmy, że dążymy do tego, żeby nie było niepotrzebnych hospitalizacji. Nie kładźmy wszystkich ludzi do szpitala tylko dlatego, że mają dodatni wynik testu.
Resort zdrowia mówił na początku wyraźnie, że to zakaźnicy mają się zajmować pacjentami…
Strategia walki z korona wirusem przedstawiona przez ministra zdrowia to dokument, który żyje i rozwija się – jest udoskonalany i dostosowywany do faktycznych potrzeb.
W ubiegłym tygodniu odbyły się spotkania z lekarzami zakaźnikami, którzy wskazali potrzebę modyfikacji założeń strategii. Chory z podejrzeniem powinien uzyskać pomoc od lekarza pierwszego kontaktu, ewentualnie przy nasilonych objawach powinien trafić do szpitala pierwszego poziomu – powiatowego, czyli placówki, która znajduje się najbliżej jego domu. W razie potrzeby po potwierdzeniu koronawirusa i w przypadku zaostrzenia choroby, zostaje on przewieziony do placówki poziomu drugiego, dostosowanej do leczenia chorych z COVID-19. Wszystkie koszty pokrywa NFZ. Podkreślam, że jeśli stan pacjenta nie wymaga hospitalizacji, powinien zostać poddany izolacji domowej, czyli po prostu nie wychodzić z domu.
Ale do lekarza pierwszego kontaktu nie sposób się dostać. Szczególnie w dużych miastach.
Należy podkreślić, że zdecydowana większość placówek POZ nieprzerwanie sprawuje opiekę nad swoimi pacjentami. Docierają do nas sygnały – zarówno ze strony szpitali, jak i pacjentów, o problemach z dostępem do niektórych placówek POZ. Każde takie zgłoszenie wyjaśniamy. Sprawdziliśmy już ponad 9 tys. gabinetów podstawowej opieki w całym kraju. Jeśli stwierdzamy trudności z dodzwonieniem się do przychodni, sygnalizujemy kierownikowi konieczność uruchomienia dodatkowej linii telefonicznej lub wprowadzenia innych rozwiązań organizacyjnych gwarantujących pacjentom odpowiednią dostępność do świadczeń. W sytuacjach skrajnych podejmowana jest decyzja o wszczęciu kontroli. Obecnie NFZ prowadzi 63 takie postępowania.
To zwrot o 180 stopni – że lekarz POZ ma zajmować się chorym z COVID.
Nie wszyscy pacjenci z koronawirusem muszą być leczeni w szpitalu. Osoby bezobjawowe lub skąpoobjawowe pozostają w izolacji w swoich domach, będąc jednocześnie pod pełną opieką swoich lekarzy rodzinnych. W przypadku pogorszenia stanu zdrowia pacjenta izolacja w warunkach domowych może na podstawie decyzji tego lekarza zostać zmieniona na hospitalizację w szpitalu o odpowiednim stopniu referencyjności. Jeżeli pacjent nie ma warunków, by odbyć izolację w domu, może zostać skierowany do izolatorium. Mamy ponad 2 tys. miejsc w izolatoriach w całym kraju.
Ile było teleporad?
Dane o liczbie udzielonych teleporad będziemy mogli przedstawić w połowie października. Od pierwszego września lekarze podstawowej opieki mają bowiem obowiązek sprawozdawać do NFZ, oprócz liczby wizyt, także liczbę porad realizowanych z wykorzystaniem systemów teleinformatycznych, tzw. teleporad.
NFZ ma instrumenty, by zmusić lekarzy rodzinnych do przyjmowania pacjentów tak jak przed wybuchem epidemii? A może to jednak niebezpieczne zarówno dla personelu, jak i dla reszty pacjentów?
O postępowaniu medycznym decyduje stan kliniczny pacjenta. Decyzje podejmuje lekarz sprawujący opiekę nad nim. Jeżeli dojdzie do zaostrzenia objawów, bo lekarz nie przyjął chorego w odpowiednim terminie, to on ponosi za to odpowiedzialność. Na bieżąco monitorujemy zarówno realizację świadczeń, jak i sygnały od pacjentów.
To nie lekarz bezpośrednio, ale pani w rejestracji informuje pacjenta, że nie ma przyjęć.
Za organizację pracy w zakładzie opieki zdrowotnej odpowiada jego kierownik.
NFZ i MZ spotykają się ze szpitalami, POZ, wszystko wskazuje na to, że zaraz całe to środowisko się pokłóci między sobą – lekarze rodzinni z zakaźnikami, szpitale powiatowe z przychodniami…
Mamy sytuację nadzwyczajną. Po tych pierwszych tygodniach, kiedy byliśmy na fali powstańczej i walczyliśmy, przechodzimy do pozytywistycznej pracy u podstaw, czyli usystematyzowania i stworzenia nowych mechanizmów czy praktyk funkcjonowania ochrony zdrowia. Działamy w sytuacji, w której COVID-19 może być z nami jeszcze przez wiele miesięcy, może nawet lat. Wszyscy musimy współpracować ze sobą, aby zapewnić kompleksową opiekę zdrowotną nad każdym pacjentem, nie tylko zakażonym korona wirusem.
Czy od was, jako płatnika, zależy sposób organizacji ich pracy? Szpitale apelują, żeby przenieść nocną i świąteczną opiekę lekarską do POZ. Czy NFZ i resort zdrowia to rozważają?
Pod uwagę są brane różne scenariusze. Gdy wdrażano sieć szpitali, nocna i świąteczna pomoc została automatycznie przypisana do lecznic działających na pierwszych poziomach sytemu, czyli do szpitali powiatowych. Głównie dlatego, że pacjenci i tak finalnie trafiali na izby przyjęć. Można się zastanawiać, czy to ma być prawo czy obowiązek szpitali powiatowych. Za rok będziemy mieli nową sieć i już teraz warto myśleć, kto powinien zabezpieczyć nocną i świąteczną pomoc medyczną.
Co to by zmieniło z perspektywy pacjenta? COVID-19 pokazał, że chory jest gorącym kartoflem i wszyscy go przerzucają, byle dalej od siebie.
Dla pacjenta najistotniejsze jest, by otrzymał pomoc medyczną adekwatną do jego potrzeb zdrowotnych. Tych wynikających z zakażenia koronawirusem, ale również ze wszystkich innych schorzeń. Dla pacjentów z potwierdzonym zakażeniem SARS-CoV-2 miejsca zabezpieczają szpitale drugiego poziomu. Stanowią one, co do zasady, podstawowe miejsce leczenia pacjentów z koronawirusem, o ile niezbędna jest hospitalizacja. O takiej potrzebie decyduje lekarz po dokonaniu oceny stanu klinicznego pacjenta. Tym samym szpitale te muszą być w gotowości do przyjęcia takich chorych i za to otrzymują dodatkowe finansowanie.
Do szpitali trzeciego poziomu powinni być natomiast kierowani pacjenci z rozpoznanym koronawirusem, którzy jednocześnie wymagają wysokospecjalistycznego leczenia. Zadaniem szpitali trzeciego poziomu jest bowiem leczenie pacjentów z podstawowym problemem zdrowotnym innym niż SARS-CoV-2, np. z zawałem, udarem czy urazem, u których wykryto zakażenie koronawirusem.
Przyjdzie chory na COVID-19 i szpital trzeciego stopnia może powiedzieć „przepraszam, nie przyjmiemy”?
Pacjent, który się źle czuje, przede wszystkim powinien być w kontakcie ze swoim lekarzem. To lekarz w razie potrzeby po potwierdzeniu koronawirusa skieruje go do szpitala drugiego poziomu, czyli tego, który jest wskazany do leczenia chorych z koronawirusem.
Pacjent i jego potrzeby są w centrum naszych wspólnych działań. Pacjent nie ma być petentem, tylko podmiotem całego systemu ochrony zdrowia.