Mnóstwo pacjentów, trudne przypadki, presja czasu i odpowiedzialność. A gdy coś pójdzie nie tak – media i kontrole NFZ. Dlatego chętnych do pracy na szpitalnych oddziałach ratunkowych brak.
Reklama
Dyrektorzy łatają dziury wysyłając na SOR-y rezydentów. Ci jednak są coraz bardziej świadomi swoich praw. Uważnie czytają to, co mają w umowach i w razie potrzeby się do nich odwołują. Kiedy jednak otrzymają polecenie służbowe – muszą je wykonać. Dochodzić swoich racji mogą później.

SOR-y pogrążone w chaosie

Śląski NFZ ogłosił w tym tygodniu wyniki kontroli, które przeprowadził w pięciu szpitalach, po tym jak wczesną wiosną w odstępie kilku tygodni doszło tam do tragedii – dwóch pacjentów zmarło, jedna kobieta przez brak pomocy straciła nogę, stan innej znacznie się pogorszył. Z pięciu sprawdzanych placówek, kary nałożono na cztery. Wytknięto im przede wszystkim bałagan: kłopot z praktyczną realizacją procedur, brak koordynacji działań, decyzyjności i niejasną odpowiedzialność za podjęte decyzje.
To problemy, z którymi borykają się nie tylko w SOR-y, ale tam jak w soczewce widać patologie systemu – niedofinansowanie, brak personelu, przeciążenie biurokracją. Tym razem braki kadrowe stwierdzono tylko w jednej placówce – Zagłębiowskim Centrum Onkologii – Szpitalu Specjalistycznym im. Sz. Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej. Na SOR-ze zamiast dwóch lekarzy był tylko jeden, dyżurował lekarz bez specjalizacji, nie było ordynatora.
To właśnie przykład, jak szpitale radzą sobie z brakiem lekarzy – na SOR-y oddelegowują rezydentów, często każąc im obstawiać jeszcze inny oddział. Kilka miesięcy temu środowisko zelektryzował przypadek Bartosza Fiałka, członka zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który sprzeciwił się praktykom swojego szpitala, gdzie dyrekcja chciała, żeby pacjentami przywożonymi na SOR zajmowali się lekarze z innych oddziałów. Prośby o radę, co zrobić, gdy szef chce oddelegować młodego lekarza na SOR, są na forach rezydentów codziennością.
– Praktyka łatania dziur na SOR-ach rezydentami jest powszechna. Niemal każdy spotkał się z taką próbą ze strony kierownictwa – potwierdza Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej i jeden z liderów Porozumienia Rezydentów OZZL.
Resort zdrowia twierdzi, że dyżury na szpitalnych oddziałach ratunkowych są ważne w procesie szkolenia. To również argument dyrektorów. – Ja zawsze przypominam słynne słowa prof. Zbigniewa Religi, że ostry dyżur jest jedną wielką przygodą. Oczywiście jest to bardzo stresujące i obciążające. Ale gdzież mają się młodzi adepci sztuki medycznej nauczyć postępowania z pacjentem? Na SOR-ze jest tzw. wielka medycyna, lekarz zderza się z pacjentem nagłym, którego trzeba zdiagnozować – przekonuje Mariusz Wójtowicz, prezes Szpitala Miejskiego w Zabrzu, członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali.
Skąd więc taka niechęć ze strony rezydentów? – To nie jest niechęć, to jest strach – podkreśla Łukasz Jankowski. I przekonuje, że do pracy na SOR-ze trzeba mieć predyspozycje – nie bać sie podejmowania szybkich decyzji, odpowiedzialności. – Natomiast przy całej tej nagonce medialnej, zdaliśmy sobie sprawę, że konsekwencje, jakie wiążą się z wykonywaniem zawodu lekarza na SOR-ze, szczególnie nas dotykają. SOR-y są źle zorganizowane i wszystko jest na głowie lekarza. A gdy nie ma komu pracować, najłatwiej zmusić do dyżurowania rezydenta – tłumaczy.
Młodzi lekarze podkreślają, że chodzi o dyżury samodzielne – nie mają obiekcji wobec towarzyszących, pod nadzorem bardziej doświadczonego lekarza.

Program jak tarcza

Odwoływanie się do programów specjalizacji jest dla rezydentów jedyną ścieżką obrony. Nie zawsze jednak skuteczną. W umowie, którą lekarz podpisuje ze szpitalem, jest mowa o szkoleniu specjalizacyjnym, ale fakt, że w programie specjalizacji nie ma dyżurów na SOR-ze, nie zawsze znaczy, że lekarza nie można tam oddelegować. Przykładowo udzielanie świadczeń na oddziale ratunkowym, który ma część internistyczną, nie stoi w sprzeczności ze szkoleniem lekarza, który realizuje właśnie internistyczny moduł podstawowy w trakcie specjalizacji z reumatologii.
Łukasz Jankowski zwraca jednak uwagę, że w ostatnim czasie zmieniono programy niektórych specjalizacji i np. na pediatrii w module szczegółowym jest w tej chwili możliwość dyżurowania na SOR-ach.
Od lipca obowiązuje znowelizowane rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie szpitalnego oddziału ratunkowego (Dz.U. z 2019 r. poz. 1213). Wprowadza m.in. jednolite zasady segregacji medycznej pacjentów (będą obowiązywać od 1 października), określa też minimalne zasoby kadrowe. Potrzeba więcej ludzi, można więc przewidywać, że problemy kadrowe na SOR-ach się pogłębią, a wraz z nimi – delegowanie do nich rezydentów.
Jednocześnie poprawić ma się organizacja, czyli to, co obecnie najbardziej kuleje. Mariusz Wójtowicz przekonuje, że wprowadzenie dokładnie opisanych procedur poprawi funkcjonowanie SOR-ów. – My otworzyliśmy oddział ratunkowy w lipcu, już dostosowany do nowych wymogów. Widać, że lekarze są zadowoleni z tych zmian – podkreśla.
223 liczba szpitalnych oddziałów ratunkowych w Polsce
1058 liczba lekarzy ze specjalizacją z medycyny ratunkowej
0,12 liczba chętnych na specjalizację z medycyny ratunkowej (15 osób na 130 miejsc)