Chińskie władze zaczęły dbać o środowisko. W ostatnich tygodniach zamknięto z tego powodu kilkanaście zakładów produkujących substancje czynne do leków. Odbije się to na sytuacji polskich pacjentów.

– Prawie 80 proc. substancji czynnych używanych przez producentów leków pochodzi z Chin. Jakakolwiek przerwa w dostawie to ogromny kłopot. A w ostatnim czasie niestety dostępność się pogorszyła – przyznaje Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. To, że są kłopoty z zakupami w Chinach, potwierdza nam również rynkowy lider – Polpharma. Ona sobie poradzi, gdyż surowce kupuje z różnych źródeł. Wielu producentów jednak opiera się wyłącznie na chińskiej produkcji.

– Już teraz widać braki ponad 100 produktów leczniczych. Brakuje głównie tych stosowanych przy chorobach tarczycy, przy cukrzycy, chorobach kardiologicznych, a także leków przeciwbólowych – informuje Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. I apteki otrzymują sygnały, że będzie jeszcze gorzej. A na pewno drożej. Bo im mniej fabryk w Chinach i mniej substancji czynnych, tym produkt droższy.

Profesor Zbigniew Fijałek, dyrektor Narodowego Instytutu Leków w latach 2005–2015, mówi, że to kolejny przykład pokazujący, jak groźne jest uzależnienie się producentów od jednego kierunku dostaw.

– Koncerny farmaceutyczne powinny zadbać o zróżnicowanie źródeł surowców. To oczywiście kosztuje. Ale może, skoro mowa o najbardziej dochodowym sektorze, branża powinna przyjąć do wiadomości, że czas zarabiać odrobinę mniej w imię dostarczania leków pacjentom – przekonuje ekspert.

Krzysztof Kopeć zaś wskazuje, że cały światowy przemysł farmaceutyczny bierze udział w wyścigu.

– Jesteśmy do niego zmuszani. Ścigamy się o to, by lek był możliwie najtańszy. Czasem presja cenowa Ministerstwa Zdrowia idzie zbyt daleko – mówi.

A i tak podwyżka cen leków to wariant optymistyczny. Zdaniem ekspertów nie można wykluczyć, że zamknięcie chińskich fabryk to efekt nie dbałości o środowisko, lecz odkrytych zanieczyszczeń przy produkcji, o których Chińczycy postanowili nie informować.

– Chińskie przedsiębiorstwa z sektora farmaceutycznego nie są najmocniejsze w produkcji leków, ale są potentatem w produkcji substancji czynnych do leków. W efekcie trudno sobie wyobrazić współczesną medycynę bez ich udziału – wyjaśnia Maximilian Piekut, zastępca kierownika w Polskim Centrum Studiów Prawa i Gospodarki Chin na WPiA UW.

Sęk w tym, że powoli musimy zacząć sobie ją wyobrażać.

Mniej i drożej

Chiny to kraj kontrastów. Z jednej strony – ogrom zanieczyszczeń. Z drugiej – coraz intensywniejsza walka o ochronę środowiska. Li Ganjie, minister ekologii i środowiska w chińskim rządzie, tydzień w tydzień informuje o kolejnych sukcesach polityki środowiskowej Państwa Środka. Niedawny sukces odbije się na Polakach. W ostatnich tygodniach zamknięto kilkanaście fabryk, w których produkuje się substancje czynne do leków. Zaopatrują się w nich niemal wszystkie państwa europejskie.

– Trudno się dziwić Chińczykom. Przy produkcji substancji czynnej mamy do czynienia z syntezą chemiczną, która jest „brudna”. Widocznie Chiny doszły do wniosku, że czas ograniczyć zarobek na sprzedaży surowca, a zadbać o swoje środowisko – wskazuje prof. Zbigniew Fijałek z WUM, dyrektor Narodowego Instytutu Leków w latach 2005–2015.

W polskich lekach nawet 80 proc. surowca pochodzi z Państwa Środka. Stanęliśmy więc przed wyzwaniem. Bo wiadomo, że przez najbliższe kilka miesięcy – dopóki nie zostaną uruchomione nowe linie produkcyjne – dostawy substancji czynnych będą mniejsze.

– Sytuacja w Chinach może wpływać na kompleksowość zarządzania łańcuchem dostaw i ceny rynkowe surowców oraz potencjalny wzrost kosztów produkcji leków – potwierdza Magdalena Rzeszotalska z Polpharmy. Mówiąc prościej: dostęp do leków się pogorszy, a ceny wzrosną. W przypadku produktów rodzimego lidera w produkcji leków nie będzie to jeszcze dramat, gdyż spółka od dawna dywersyfikuje źródła zakupów surowców i półproduktów. Ale wielu producentów bazuje wyłącznie na dostawach z Chin. Tak było dotychczas taniej.

– W ten sposób uzależniliśmy się od jednego źródła. A to niebezpieczne. Tym bardziej że Chiny zapewne będą stawiały coraz większy nacisk na ochronę środowiska, co tamtejsze władze zapowiadają od dawna. Zarazem trudno mieć pretensje do producentów leków – wypisanie się z tego wyścigu najczęściej oznaczałoby wypadnięcie z rynku – tłumaczy Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. I dodaje, że należałoby w Polsce tworzyć zachęty w ramach systemu refundacji do inwestycji, aby produkcja substancji czynnych była opłacalna w Polsce. Tych na razie brak.

Dolar czy euro, która waluta będzie słabnąć

Szczur w fabryce

Oprócz kłopotów związanych z dostępnością leków i ich ceną dochodzi kolejny: bezpieczeństwo lekowe. Zbigniew Fijałek ostrzega od dawna: kupując substancje czynne w chińskich fabrykach, tak naprawdę nie wiemy, co zażywa europejski pacjent.

– Niestety opieranie produkcji na chińskich fabrykach jest niebezpieczne. W wielu z nich nie są stosowane zbyt wysokie standardy w produkcji, pojawiają się zanieczyszczenia. A europejscy i amerykańcy producenci leków, choć mogliby sprawdzać dokładnie dostarczany im produkt, nie robią tego, by nie ponosić dodatkowych kosztów – wskazuje prof. Fijałek.

Podobnie twierdzi Maximilian Piekut. Wyjaśnia, że pomimo intensywnych działań Pekinu zmierzających do poprawy sytuacji na rynku, sektor farmaceutyczny sprawia wiele kłopotów. Najczęściej dotyczą one jakości produkcji, dostępności leków oraz zachowania standardów bezpieczeństwa przez producentów. Nie ma miesiąca, by nie było afery związanej z zanieczyszczeniami substancji czynnych lub zaniedbaniem innych norm produkcji.

– Obecne działania chińskich władz, które doprowadziły do zamknięcia fabryk, mogą więc być podyktowane ochroną klimatu, lecz może również chodzić o kwestie bezpieczeństwa produkcji. Chiny są konsekwentne w sprawach ochrony środowiska naturalnego, ale nadal więcej uwagi przykładają do wzrostu gospodarczego – sugeruje Piekut.

A przecież zamknięcie fabryk w Chinach błyskawicznie przekłada się na inwestycje w innych państwach azjatyckich. Widzieliśmy fotografie dwóch nowoczesnych fabryk lekowych utworzonych przed trzema tygodniami w Indiach. Formalnie zarządzają nimi niewielkie hinduskie podmioty. Biorąc jednak pod uwagę wielkość budynków, szybkość działania i sprzęt, który został tam zwieziony, produkcję substancji czynnych muszą sponsorować wielkie koncerny farmaceutyczne.

Spytaliśmy resort zdrowia, czy wie o problemie, jakie widzi rozwiązania i czy planuje zachęcać rodzimych producentów do zakupu surowca w Polsce. W nadesłanej nam odpowiedzi czytamy, że do Głównego Inspektora Farmaceutycznego nie wpływały informacje o kłopocie. A zamiast odpowiedzi na dwa kolejne pytania, dowiedzieliśmy się, że „informacja o wytwórcy substancji czynnej stanowi element dokumentacji składanej w ramach wniosku o dopuszczenie do obrotu produktu leczniczego” oraz „każda zmiana dostawcy takiej substancji czynnej musiałaby być poprzedzona zmianą dokumentacji rejestracyjnej oraz, w przypadku niektórych produktów leczniczych, konieczne byłoby przeprowadzenie prób technologicznych, a także zawarcie umowy z dostawcą substancji czynnej”.