Niemal miliard złotych kosztują renty i zasiłki dla chorych na schizofrenię. To dwa razy więcej niż samo leczenie – wynika z publikowanego dziś raportu Uczelni Łazarskiego.
Schizofrenik w Polsce to pacjent szpitala psychiatrycznego. Badania i doświadczenie lekarzy pokazują jednak, że leczenie środowiskowe nie tylko zmniejsza koszty dla gospodarki, ale także zdejmuje stygmat z chorych.
Jak podkreślają eksperci w raporcie „Schizofrenia – kluczowe aspekty organizacyjne i finansowe”, dane NFZ pokazują bardzo wyraźnie, że ta choroba w Polsce jest leczona właściwie wyłącznie za szpitalnymi murami. Z 589 mln zł, które płatnik wydał na jej leczenie w 2017 r., aż 501 mln zł było przeznaczonych na hospitalizacje. Liczba chorych jest szacowana na ok. 280 tys. Najwięcej jest ich na Podlasiu – gdzie wskaźnik wynosi 926 osób na 100 tys. mieszkańców, najmniej – bo 523 na 100 tys. mieszkańców – w Wielkopolsce.
DGP
Reklama
Jednak koszt leczenia szpitalnego to niewiele w porównaniu z tym, jakie koszty ponosi ZUS – to wydatek rzędu 1,1 mld zł. Czyli dwa razy więcej niż przeznacza na bezpośrednie leczenie fundusz. Największe wydatki związane były z rentami z tytułu niezdolności do pracy – aż 782 mln zł oraz rentami socjalnymi – 244 mln zł. Koszt absencji chorobowej to 28 mln zł.

Reklama
Jak przekonują eksperci, leczenie środowiskowe w przypadku schizofrenii przyniosłoby duże oszczędności. Przede wszystkim zredukowałoby wydatki na renty i zasiłki, zwiększyłyby się również wpływy do budżetu z podatków nowych pracowników.
– Szpital to najdroższa forma – mówi prof. Katarzyna Prot-Klinger, psychiatra, która już w latach 90. analizowała, jak przełożyłaby się na sytuację pacjentów zmiana modelu opieki.
Jej zdaniem wydatki na leczenie powinny być podobne – tak, aby zapewnić mieszkanie chronione, pomoc w szukaniu pracy czy wsparcie asystenta oraz dostęp do dobrej terapii. Jak przekonuje, w Finlandii działa modelowy system: pacjent funkcjonuje normalnie, w przypadku nawrotu psychozy wystarczy jeden telefon, żeby pojawiło się wsparcie. Wszystko w środowisku domowym. – Istotna jest dobra terapia, która może również ograniczyć spożycie leków – mówi psychiatra.
Kolejnym bonusem, oprócz finansowego, jest również zmniejszenie stygmatyzacji. Z badań jasno wynika, że oddzielenie chorych na schizofrenię za murami szpitalnymi powoduje, że stają się dla społeczeństwa „niebezpiecznym obcym”. Kiedy jest to sąsiad czy kolega z pracy, zmienia się postrzeganie. To pozwala na asymilację. – Z mojego doświadczenia wynika, że najgorszy jest pierwszy rok – zarówno dla rodziny, jak i samego chorego. Kiedy uda się wdrożyć nowy model, w którym chory może w trybie ambulatoryjnym lub leczenia dziennego przejść również te gorsze momenty choroby, zacznie to przynosić efekty – mówi ekspertka.
W Polsce to jednak nadal rzadkość. Od roku prowadzony jest pilotaż centrów zdrowia psychicznego (CZP), czyli właśnie modelu leczenia środowiskowego. Sam model, polegający na odejściu od leczenia zamkniętego, w szpitalach, na rzecz opieki prowadzonej jak najbliżej pacjenta, sprawdził się w wielu krajach na świecie i specjaliści są zgodni co do tego, że jest najlepszy. W naszym kraju jednak wiąże się ze zmianą podejścia i myślenia o psychiatrii – zarówno ze strony organizatorów systemu, personelu, jak i płatnika.
Wyzwaniem jest chociażby infrastruktura – do tej pory zaburzenia psychiczne były leczone przede wszystkim w dużych szpitalach, teraz trzeba wygospodarować przestrzeń na prowadzenie leczenia w trybie ambulatoryjnym, dziennym. Poza tym placówki muszą ze sobą współpracować w ramach CZP – co też bywa dla nich wyzwaniem. Ale największym problemem jest zmiana sposobu finansowania. Centra są bowiem finansowanie ryczałtowo. Odpowiadają za swoich mieszkańców, a nie tylko za pacjentów, którzy zostaną przyjęci. Nie płaci się więc za wykonane świadczenie, ale poniekąd za gotowość do ich udzielenia. Dlatego od początku pilotażu prowadzący centra skarżą się na problemy z NFZ. Obecnie zmieniane jest rozporządzenie w sprawie pilotażu, które m.in. ma doprecyzować zapisy i ułatwić współpracę z płatnikiem. Wkrótce ma on też zostać rozszerzony – jest szansa, że liczba centrów zwiększy się dwukrotnie.
Sama zmiana modelu opieki – jak przekonują organizatorzy pilotażu – już przynosi efekty. Istotną nowością są punkty zgłoszeniowo-koordynacyjne, funkcjonujące w każdym z CZP. Można się tam zgłosić „z ulicy”, bez umawiania i od razu uzyskać informację, a w ciągu 72 godzin – profesjonalną pomoc. Poza tym uruchomiły się nowe formy wparcia, powstały oddziały dzienne, zespoły leczenia środowiskowego – tam, gdzie ich brakowało. Pojawiają się pierwsze sygnały, że w miejscach, gdzie działają centra, spada liczba hospitalizacji.
Autorzy raportu przekonują, że trzeba wzmocnić działanie CZP, również po to, żeby zagwarantować w perspektywie najbliższej dekady finansowanie psychiatrii w wysokości 5 proc. ogólnych wydatków na zdrowie (obecnie to 3,7 proc.). Niepokój budzą również warunki leczenia szpitalnego – zdaniem autorów raportu należałoby przeprowadzić audyty w zakładach psychiatrycznych wskazanych w mapach potrzeb zdrowotnych jako mające najwyższe wskaźniki dotyczące przeniesienia pacjenta do innego szpitala, wypisu na własne żądanie, samowolnego opuszczenia zakładu psychiatrycznego oraz śmiertelności w ciągu 365 dni po hospitalizacji.