Niektóre środki do leczenia substytucyjnego będą wydawane na receptę. Ma to ułatwić dostęp do tego rodzaju terapii.
Nie do końca jednak wiadomo, komu ma służyć to ułatwienie, bo leki te mają być płatne w 100 proc., a to koszt kilkuset złotych miesięcznie. Dla osób wychodzących z uzależnienia może być to bariera nie do przejścia.
Resort zdrowia podejmuje prace nad nowelizacją ustawy o zapobieganiu narkomanii. W tym tygodniu opublikowano kolejną wersję projektu, datowaną na 11 kwietna (pierwsza pojawiła się listopadzie 2016 r.). Dotyczy on leczenia substytucyjnego, które jest formą opieki medycznej stosowaną w uzależnieniu od opioidów. Wykorzystuje substancję o właściwościach i działaniu podobnym do narkotyku. Zapobiega to występowaniu objawów zespołu abstynencyjnego, redukuje głód psychiczny oraz skutki zdrowotne i społeczne związane z uzależnieniem. Obecnie podstawowymi lekami stosowanymi w substytucji są metadon i buprenorfina.
Reklama
Zapewnienie dostępu do leczenia substytucyjnego we wszystkich województwach dla co najmniej 30 proc. uzależnionych jest jednym z celów Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020. Na razie jednak programów, w ramach których jest ono realizowane, jest za mało. Według danych Krajowego Biura do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii, w 2018 r. było ich 26, a liczba objętych nimi pacjentów wyniosła 2680 (to ok. 14–24 proc.).
Podstawowym problemem jest ograniczony dostęp do tej formy leczenia. Powinny one być jak najbliżej pacjenta, bo w wielu z nich trzeba codzienne stawiać się po lek. – Programy, które w ten sposób przywiązują do siebie pacjentów, utrudniają normalne funkcjonowanie, dlatego często osoby pracujące wolą kupować substytuty na ulicy – mówi Jacek Charmast ze Stowarzyszenia Jump 93, pomagającego uzależnionym. Jego zdaniem są małe szanse, by programy mogły powstawać w mniejszych miejscowościach, bo dopiero gdy uczestniczy w nich co najmniej 30 pacjentów, zaczynają się bilansować. – Tworzenie ich dla mniejszej liczby osób jest nieopłacalne. Żeby program mógł płynnie funkcjonować, musi być 60–70 pacjentów – dodaje.
Między innymi dlatego istotą zaproponowanego w projekcie rozwiązania jest wprowadzenie alternatywy dla dzisiejszej formy leczenia. Resort wskazuje, że konieczne jest ułatwienie dostępu do substytucji w każdym powiecie. Tymczasem teraz programów w ogóle nie ma w województwach podlaskim i podkarpackim, a ograniczona dostępność do nich – w wielkopolskim, pomorskim, łódzkim, zachodniopomorskim i małopolskim. Proponowane przepisy dałyby możliwość wystawiania recept na leki substytucyjne zawierające buprenorfinę lekarzom pracującym w poradniach zdrowia psychicznego i poradniach leczenia uzależnienia od narkotyków lub leczenia uzależnień. To umożliwiłoby objęcie leczeniem mieszkańców tych rejonów, gdzie programy nie funkcjonują.
– Naszym zdaniem te przepisy wiele nie zmienią, skorzystać na nich mogą pojedyncze osoby. Ale liczymy, że pomoże to przełamać opory lekarzy, którzy teraz niechętnie angażują się w ten rodzaj leczenia. Może po wprowadzeniu substytucji na receptę nastąpi jakiś przełom. Zatem skutkiem będzie raczej zmiana świadomościowa niż odczuwalny efekt dla osób, które mogłyby na tym skorzystać – ocenia Jacek Charmast.
Jak podkreśla, barierą będzie cena, recepty mają być bowiem pełnopłatne. A to koszt ok. 600–800 zł miesięcznie. W czasie konsultacji projektu postulat zniesienia odpłatności był podnoszony. Między innymi Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego przekonywał, że – biorąc pod uwagę charakterystykę potencjalnych pacjentów – realizacja celów ustawy możliwa będzie w przypadku pełnej refundacji leków. Resort przyznał, że uwaga ta jest zasadna, jednak, jak wskazał, proces refundacyjny jest niezależny od projektowanych regulacji.
Zdaniem Jacka Charmasta potrzebny jest nowy model leczenia substytucyjnego. – Program potrzebuje gruntownej reformy, a nie kosmetyki. Wszystko się rozbija o pieniądze, choć nie są to w skali systemu duże środki – na leczenie tego rodzaju uzależnień przeznacza się ok. 140 mln zł w całej Polsce. Gdyby znalazły się fundusze, można by stworzyć kompletny, zintegrowany i zdecentralizowany system. Kluczowa w nim jest readaptacja społeczna, która teraz praktycznie nie istnieje. Nie sztuką jest dać ludziom lek, trzeba im dać szansę na zmianę, na to, żeby się usamodzielnili. Wtedy będzie nadzieja, że większa część z nich wyjdzie na prostą – przekonuje.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach