Pielęgniarki, które w związku z chorobą lub urlopem macierzyńskim straciły na włączeniu „zembalowego” do podstawy pensji, mogą ubiegać się o dodatek kompensacyjny lub specjalne wyrównanie wynagrodzenia zasadniczego. Tak wynika ze stanowiska Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
OZZPiP zaproponował rozwiązanie problemu, o którym DGP pisał w zeszłym tygodniu. Chodzi o osoby, które w związku ze zwolnieniem lub urlopem nie zostały objęte podwyżką wynikającą z włączenia „zembalowego” do płacy zasadniczej. To konsekwencja porozumienia zawartego w lipcu pomiędzy ministrem zdrowia a środowiskiem pielęgniarskim. W efekcie pensje od września wzrosły o 1100 zł, nie ma już jednak dodatku.
Podwyżka nie objęła tych osób, które nie dostają wynagrodzenia, ale zasiłek wyliczony na podstawie średniej z ostatnich 12 miesięcy poprzedzających nieobecność w pracy. Dodatkowo część pielęgniarek, które na urlopach i zwolnieniach dostawały „zembalowe”, straciła teraz te pieniądze, a podwyżkę odczuje dopiero po powrocie do pracy (kwestia ta była regulowana na poziomie poszczególnych placówek – część z nich wypłacała dodatek nieobecnym w pracy, inne nie).
Reklama
Według OZZPiP osoby, które np. ze względu na chorobę zostały w podwyżkach pominięte, mogą próbować rozwiązać tę kwestię indywidualnie. Jednym ze sposobów jest wprowadzenie do porozumień, negocjowanych na poziomie zakładu pracy zapisu, że pracownik może ubiegać się o wyrównanie wynagrodzenia zasadniczego za czas nieobecności. Drugie wyjście proponowane przez związek to wypracowanie zapisów o stworzeniu na okres choroby np. dodatku kompensacyjnego, który będzie wyrównywał odroczony do czasu powrotu do pracy wzrost płacy zasadniczej.
Oba te rozwiązania wymagają jednak od zakładowej organizacji związkowej zgody na to, że część środków przekazywanych przez NFZ na wzrost płac trafiać będzie także do osób nieświadczących pracy. A także przekonania do tego pracodawcy.

Reklama
Dlatego Stowarzyszenie Pielęgniarki Cyfrowe chce systemowego rozwiązania problemu. Wystąpiło w tej sprawie do rzecznika praw obywatelskich, a także wystosowało list otwarty do Ministerstwa Zdrowia. W pismach wskazuje przede wszystkim na różne interpretacje przepisów w poszczególnych placówkach, a także brak jednolitej wykładni ze strony ZUS.
– Jesteśmy oburzeni i zmęczeni wprowadzaniem zamętu w naszej grupie zawodowej. Mamy wrażenie, iż wszelkie porozumienia czy rozporządzenia są konstruowane w sposób niedbały, nieścisły i pozwalają naszym pracodawcom te wszelkie niedociągnięcia wykorzystywać na swoją korzyść, aby pozbawić nas należnych pieniędzy – piszą pielęgniarki w liście do resortu.
Z kolei w wystąpieniu do RPO podkreślają, że zabrakło systemowego rozwiązania, które uwzględniałoby pewną formę rekompensaty za odroczony w czasie wzrost wynagrodzenia. Przyznają, że część zakładów pracy z własnej inicjatywy uregulowała tę kwestię, ale nie wszyscy są zainteresowani poszukiwaniem rozwiązań najkorzystniejszych dla pracowników. Dlatego liczą na pomoc rzecznika.
Od ministerstwa stowarzyszenie domaga się doprecyzowania rozporządzenia z 29 sierpnia 2018 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej (Dz.U. z 2018 r. poz. 1681) w taki sposób, by pracodawcy nie mogli interpretować go dowolnie. Chce też, by włączenie „zembalowego” do pensji zasadniczej objęło wszystkich pracowników, bez względu na ich sytuację zdrowotną czy urlop macierzyński.
Pielęgniarki Cyfrowe zachęcają wszystkie „matki pakietu Szumowskiego” do wysyłania podobnych pism do MZ.