Dasz pacjentowi tańszy lek, otrzymasz więcej pieniędzy – Narodowy Fundusz Zdrowia motywuje placówki do stosowania jak najmniej kosztownych terapii.
Dziennik Gazeta Prawna
Zmiana dotyczy najdroższego leczenia w ramach programów lekowych. Schemat jest prosty: w zamian za wybranie dla pacjenta tańszego zamiennika leku szpital otrzyma lepszą wycenę z funduszu za prowadzoną terapię.
Reklama
Narodowy Fundusz Zdrowia wylicza, że może to kosztować 13,5 mln zł w skali roku. Tyle fundusz może dać więcej placówkom, które kupią tańsze leki. Jednak, jak pisze NFZ w uzasadnieniu do zarządzenia wprowadzającego zmianę, i tak się to opłaci. Zastosowanie nowego mechanizmu może bowiem przynieść ponad 85 mln zł oszczędności rocznie.
To kwota, którą będzie można przeznaczyć na przyjęcie kolejnych pacjentów. Zdaniem funduszu skutek będzie taki, że zmniejszą się kolejki.

Reklama
Wprowadzona kilka dni temu zmiana może dotyczyć m.in. leczenia kobiet chorych na raka piersi. Od lipca do programu lekowego wszedł nowy preparat – biopodobny zamiennik stosowanego dotąd oryginalnego medykamentu. Różnica w cenie jest bardzo duża, jednak o tym, który lek zostanie kupiony, decyduje szpital. Ministerstwo Zdrowia ani NFZ nie mogą nakazać zmiany na tańsze specyfiki. Mogą jedynie do tego zachęcać.
Pomysł z wprowadzeniem systemu premiowania za kupno tańszych leków narodził się kilka miesięcy temu. Pojawiły się wtedy tańsze leki na WZW typu C. Firmy i pacjenci buntowali się przeciw temu, żeby wprowadzać z dnia na dzień tańsze zamienniki. NFZ wybrał zupełnie inny model: teoretycznie w programie nadal były dostępne droższe, oryginalne leki, ale fundusz premiował te placówki, którym udało się wydać mniej niż 27 tys. na pacjenta. W zamian za to wycena była o 68 proc. wyższa niż standardowo. To skłaniało lekarzy, by wybierali tańsze produkty. A firmy dotychczas obecne na rynku – np. do obniżek cen.
NFZ podkreślał wtedy, że „wprowadzona zmiana nie ogranicza swobody wyboru leków przez szpital czy lekarza, ponieważ w odniesieniu do sytuacji obecnie obowiązującej w żadnym punkcie nie pogarsza pozycji świadczeniodawcy, lekarza czy pacjenta. Zakup tańszych odpowiedników leków refundowanych i korzystanie z opisanego wyżej współczynnika korygującego będą dobrowolne”. I wskazywał, że przy WZW typu C oszczędności wyniosą 3,2 mln zł rocznie.
– To zadziałało – przyznaje Agnieszka Kujawska-Misiąg, dyrektor szpitala zakaźnego w Warszawie. Z jej obserwacji wynika, że firmy nie tyle obniżyły ceny leków, ile oferowały dodatkową trzecią dawkę leku za darmo. Dzięki temu, że zaplanowane środki na leczenie chorych na WZW typu C się nie zmniejszyły, a koszty leków spadły, można było przyjąć więcej chorych. W minionym kwartale warszawski szpital zakaźny poddał terapii 900 pacjentów. To kilka razy więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Cel został osiągnięty, bo kolejki się zmniejszyły.
Jednak zmiany wywołują duże kontrowersje. Protestują firmy, szczególnie te, które produkują droższe oryginalne leki. Krytyczni są także przedstawiciele pacjentów, pracodawców, ale i lekarze.
Naczelna Izba Lekarska, opiniując projekt zarządzenia NFZ, napisała, że sprzeciwia się premiowaniu stosowania tańszych zamienników leków refundowanych, zwłaszcza gdy lekarze mają negatywne doświadczenia w stosowaniu danego zamiennika. Obawiają się, że medyk prowadzący chorego będzie podlegał presji finansowej, a nie decydował merytorycznie o tym, jaki podać lek.
Bardzo krytycznie zareagowali również Pracodawcy RP. Przekonują, że nowe zarządzenie jest wręcz groźne dla pacjentów. Zdaniem organizacji reprezentującej m.in. placówki medyczne mechanizm przewidujący premiowanie zakupów ze względu na próg kosztowy jest ze strony NFZ nadużyciem. Spowoduje to zakłócenie konkurencji na rynku leków, a w skrajnym przypadku także w obrębie określonego programu lekowego. „Nowe zarządzenie spowoduje narzucenie na lekarzy i pacjentów stosowania premiowanych produktów, niezależnie od ich stanu zdrowia czy indywidualnych potrzeb. Tymczasem lekarz jest zobowiązany do prowadzenia terapii zgodnie z jego aktualną wiedzą medyczną, a nie preferencjami NFZ” – piszą Pracodawcy RP.
Zdaniem Rafała Janiszewskiego, eksperta ds. służby zdrowia, sama zamiana leków na tańsze odpowiedniki nie jest złym rozwiązaniem. Tak się dzieje już na całym świecie. Rozmówca DGP podkreśla jednak, że pacjent powinien być informowany na każdym etapie o zmianach. Jego zdaniem premiowane powinno być przy tym przyjmowanie większej liczby pacjentów, a nie wyboru tańszego leku.
Przy okazji wprowadzania zamienników zdarzają się przypadki naruszania praw pacjentów. Rzecznik praw pacjenta ingerował w sytuacji, w której szpital zmienił lek osobom z zapalnymi chorobami tkanki łącznej – i to bez ich wiedzy. Rzecznik wskazał na opinię konsultanta krajowego, że zamiana jednego preparatu na drugi musi być podyktowana szczególnymi względami medycznymi, a nie ekonomicznymi (zamiennik jest tańszy o ok. 1 tys. zł).
Ani ministerstwo, ani NFZ nie mogą nakazać zmiany na tańsze specyfiki