Dobre badanie medyczne to nie tylko wprawne oko specjalisty, ale także działająca bez zarzutu aparatura. Najlepiej wiedzą o tym naukowcy z Krakowa
Jest takie powiedzenie, że polski pilot – jak trzeba – to i na drzwiach od stodoły poleci. W tym zachwycie nad ponadprzeciętnymi umiejętnościami naszych żołnierzy ukryte jest jednak drugie dno. Lotnik nie musiałby szybować na drzwiach od stodoły, gdyby miał do dyspozycji samolot. A tak się składa, że pod względem sprzętu – i to w różnych dziedzinach – wciąż nad Wisłą nie jest optymalnie.
Weźmy diagnostykę medyczną, gdzie ostatnim krzykiem mody są urządzenia hybrydowe, łączące w sobie funkcjonalność różnych technik, np. pozytonowej tomografii emisyjnej z tomografem komputerowym lub rezonansem magnetycznym. Zaleta takich urządzeń jest oczywista: pacjent za jednym zamachem poddawany jest dwóm uzupełniającym się badaniom. Niestety, urządzeń hybrydowych w Polsce jest jak na (nomen omen) lekarstwo, więc specjaliści kierują pacjentów na badania jedno po drugim. I tutaj powstaje problem – jak dokładnie nałożyć na siebie zdjęcia uzyskane z różnych urządzeń?