- Pielęgniarka w szkole nie powinna być tylko od przyklejania plastra i podania tabletki. Ma być osobą, która posiada wiedzę na temat zdrowego stylu życia i chce się nią dzielić - mówi Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia.
Reklama
Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia / Dziennik Gazeta Prawna
Miała być ustawa o zdrowiu dzieci i młodzieży, ale choć projekt nie ujrzał jeszcze światła dziennego, już zmienił nazwę na ustawę o medycynie szkolnej. Dlaczego?
Chcemy się skupić na dzieciach, które są w procesie nauczania – od zerówki do 19. roku życia. Głównym celem jest wzmocnienie opieki nad tą grupą wiekową.

Reklama
Jednym z zarzutów, który pojawił się podczas konsultacji założeń do projektu, było właśnie pominięcie dzieci w wieku przedszkolnym. Ich nie obejmą nowe przepisy?
Chcieliśmy skupić się na środowisku nauczania. Tym bardziej że młodsze dzieci są pod ścisłą opieką lekarza i pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej. To okres, kiedy częściej wykonuje się szczepienia ochronne, bilanse zdrowotne, a więc te dzieci dość regularnie pojawiają się w przychodniach. W pierwszych latach życia wizyty te są stosunkowo częste, więc możliwość wychwycenia jakichś zagrożeń zdrowotnych jest łatwiejsza niż w przypadku starszych dzieci, które rzadziej (jeżeli nie chorują) są badane przez lekarza.
Poza tym celem zmian jest nie tylko poprawa opieki medycznej, ale także i edukacja. Okres szkolny to świetny moment, żeby nauczyć dzieci profilaktyki, wyposażyć je w rzetelną wiedzę o zdrowiu.
Projekt wzbudził znacznie więcej kontrowersji. Zaskakująco ostro potraktowany został przez głównego partnera, czyli Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Nie określiłabym w ten sposób wstępnego stanowiska MEN. Każdy nowy projekt ma to do siebie, że jest żywo dyskutowany, często podlega konstruktywnej krytyce, z której wyciągane są wnioski. Z MEN jesteśmy w kontakcie, omawiamy uwagi, wiele z nich, dotyczących założeń do projektu ustawy, uwzględniliśmy już w samym projekcie. Uwagi MEN dotyczyły głównie sposobu wsparcia dziecka z problemami zdrowotnymi w przypadku nieobecności pielęgniarki w szkole, jak również współpracy pielęgniarki z dyrekcją szkoły i nauczycielami. Rozważaliśmy wstępnie różne rozwiązania, m.in. również możliwość zaangażowania w tym zakresie nauczycieli szkoły, oczywiście po odpowiednim przeszkoleniu. Głównie ta propozycja wzbudziła duże kontrowersje.
Zmieniliście ten zapis?
Zmodyfikowaliśmy. W projekcie ustawy nie nakładamy dodatkowych obowiązków na nauczycieli w tym zakresie, jednak zostawiliśmy zapis, który umożliwia tym, którzy wyrażą taką wolę, podjęcie się takiego zadania i możliwość odbycia przeszkolenia w tym zakresie. Trzeba pamiętać, że w szkole przebywają dzieci, które mają różnorakie problemy zdrowotne, chorują na choroby przewlekłe i ważne jest, aby zapewnić im wsparcie na terenie szkoły. Oczywiście będzie to główne zadanie pielęgniarki, ale jak wiemy, może zdarzyć się sytuacja, kiedy nie będzie jej w szkole.
MEN się z tym zgadza?
Rozmawiamy o tym, tym bardziej że planujemy przy okazji zapewnić większe wsparcie ze strony pielęgniarek. Chcemy, żeby pielęgniarka była w szkole dłużej. Teraz ma pod opieką ok. 1,2 tys. dzieci, co powoduje, że bywa w szkole niekiedy raz lub dwa razy w tygodniu. A docelowo zakładamy, że miałaby mieć pod opieką mniejszą liczbę dzieci. Dzięki temu w dużej szkole pielęgniarka będzie mogła być codziennie.
Trzeba pamiętać, że projekt jest przed konsultacjami publicznymi. Czekamy na uwagi różnych środowisk, które mają duże doświadczenie w tym zakresie. Każdą z nich będziemy szczegółowo analizować. Chcemy, aby projekt odpowiadał na potrzeby społeczne, uwzględniając równocześnie zasoby, jakie mamy w dyspozycji.
Czyli nie w każdej szkole pielęgniarka będzie codziennie?
Dążymy do zapewnienia opieki pielęgniarskiej w szerszym zakresie. W związku z reformą edukacji znikają gimnazja, będą szkoły ośmioklasowe, więc zmniejsza się liczba placówek. Dzięki temu będzie łatwiej zapewnić dostęp do pielęgniarek.
Czy wystarczy personelu? Pielęgniarek przecież brakuje, chyba w każdej specjalności.
Zadania te będą mogły pełnić również higienistki szkolne.
Chcemy także, aby tę opiekę sprawowały również pielęgniarki pediatryczne.
Czy one będą chciały?
To kwestia indywidualnych decyzji.
A może raczej wynagrodzenia, które mogą otrzymać w szkole...
Opieka nad dziećmi i młodzieżą jest priorytetem rządu. Chcemy stworzyć warunki zachęcające do pracy w szkole. Bardzo nam zależy, żeby w szkołach zatrudniały się pielęgniarki z wyższym wykształceniem. W trakcie studiów magisterskich uczą się metodyki, pedagogiki, zasad komunikacji – są więc właściwymi partnerami dla rodziców, nauczycieli i dla dzieci. Dla nich motywatorem może być właśnie ustawa o minimalnym wynagrodzeniu, która przewiduje większe zarobki dla pielęgniarek z wyższym wykształceniem. Równocześnie pracujemy nad nowelizacją tej ustawy, aby te przesłanki spełnić.
Pielęgniarki również miały zastrzeżenia do założeń ustawy. Nie chciały np. monitorować stanu jamy ustnej. Ale też nie bardzo im się podobał obowiązek udziału w zebraniach i radach pedagogicznych.
Jeżeli chodzi o udział w zebraniach, będzie on raczej opcjonalny. Każda pielęgniarka będzie miała możliwość uczestniczenia w radzie pedagogicznej. Ale odstąpiliśmy od cyklicznego obowiązku udziału w zebraniach, częstotliwość będzie zależna od potrzeby i od decyzji dyrektora szkoły. Nie chodzi o to, żeby omawiać sprawy konkretnego dziecka, ale ogólne problemy zdrowotne najczęściej występujące u uczniów danej szkoły.
To z kolei niepokoiło przedstawicieli rodziców: że najbardziej intymne dane – czyli o stanie zdrowia – będą znane szkole. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców oceniało, że to będzie zbyt duża ingerencja w prawa rodziców.
Nie, taką wiedzę będzie miała tylko pielęgniarka, która bez zgody rodziców nie będzie nikogo o zdrowiu ich dziecka informować. Proszę pamiętać, że kilka ustaw – np. o prawach pacjenta, o zawodzie pielęgniarki i położnej – zobowiązuje pielęgniarki do zachowania tajemnicy, dokładnie na tej samej zasadzie co lekarza. To poufne dane i projekt o medycynie szkolnej tej zasady nie zmienia.
Podczas konsultacji poruszano kwestię zgody na opiekę medyczną w szkole. W założeniach był zapis o zgodzie ogólnej, nie wymieniano dokładnie świadczeń, których miałaby ona dotyczyć. To budziło zastrzeżenia: że rodzice dają zgodę in blanco.
Obecne przepisy regulują ten problem, w tym kwestie zgody na świadczenia profilaktyczne oraz świadczenia zabiegowe. W projekcie ustawy podkreślamy, że każde działanie kierowane do ucznia musi odbywać się za zgodą rodzica lub opiekuna prawnego. Niezależnie od tego, zgodnie z projektem ustawy, rodzicom zostanie przedstawiona do wiadomości szczegółowa informacja o zakresie opieki zdrowotnej nad uczniami, w tym również zakres programów profilaktycznych i promujących zdrowy styl życia.
A podanie insuliny i inne czynności medyczne?
Jeżeli to wynika z zaleceń lekarza, z planu terapii dziecka, są to kwestie uregulowane innymi przepisami. Przy tworzeniu tej ustawy najważniejsze dla nas było zdrowie dziecka, oczywiście musieliśmy uwzględnić prawa rodziców i prawa nauczycieli, ale także i obowiązki, które są nałożone na nas wszystkich, przede wszystkim na pracowników ochrony zdrowia. Chcemy promować opiekę nad dziećmi i młodzieżą po to, aby wykształcić zachowania prozdrowotne, wspierać w tym zakresie rodziców i nauczycieli. Chcemy stworzyć mechanizmy pozwalające zidentyfikować czynniki ryzyka, i to już na wczesnym etapie. Takie są nasze intencje: maksymalna ochrona dziecka. Ale oczywiście zdarzają się przypadki, że opiekunowie nie do końca dbają o to, by prawo dziecka do opieki zdrowotnej było realizowane. Są dzieci z zaniedbaniami m.in. higienicznymi, stanu zdrowia jamy ustnej, z nadwagą itp. W takich przypadkach potrzebny jest plan działania ustalony z rodzicami i skutecznie realizowany.
Co wtedy może zrobić szkolna pielęgniarka?
Obecnie problemem jest przede wszystkim to, że za mało czasu poświęca na kontakt z rodzicami. Pielęgniarka powinna wychodzić z gabinetu, nawiązać kontakt z rodzicami ucznia, nauczycielami. Jej rolą będzie też wskazanie im, gdzie mają się udać po pomoc medyczną. Pokaże np., gdzie szukać specjalisty udzielającego świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Teraz często się zdarza, że rodzice nie wiedzą, gdzie jest najbliższy gabinet stomatologiczny, w jaki sposób postępować z dzieckiem, które jest otyłe, jakich produktów nie podawać. Uważam, że tego bardzo brakuje. I to będzie duży krok do przodu.
Czy pielęgniarka szkolna mogłaby być takim kreatorem nowych idei?
Pielęgniarka nie powinna być tylko od przyklejania plastra i podania tabletki. Ma być osobą, która posiada wiedzę na temat zdrowego stylu życia i chce się nią dzielić.
Chcielibyśmy, aby w tę opiekę włączyli się gminni urzędnicy. Ustawa o samorządzie gminnym nakłada określone obowiązki w zakresie ochrony i promocji zdrowia. Powinny one być realizowane przez osoby z odpowiednim przygotowaniem, np. przez absolwentów wydziałów zdrowia publicznego, którzy mają wiedzę dotyczącą promocji, profilaktyki, ale także organizacji systemu. Takie osoby, gdyby były zatrudniane w samorządach, mogłyby być bezpośrednimi partnerami dla pielęgniarek szkolnych. Można by było wspólnie organizować programy nie tylko dla szkoły, którą się pielęgniarka opiekuje, ale i dla całej gminy. Ale to wymaga kolejnego kroku, zmiany kolejnych aktów prawnych.
To bardzo dużo różnorodnych zadań.
Dlatego planujemy, że ustawie towarzyszyć będzie kilka aktów wykonawczych, określających szczegółowo m.in. zakres czynności pielęgniarki szkolnej. Chcemy je dokładnie zdefiniować, aby pielęgniarka wiedziała, jakie zadania do niej należą, by nie zastanawiała się, co może, a czego nie może.
Czy jest szansa, żeby ustawa weszła w życie od kolejnego roku szkolnego?
Jesteśmy na etapie konsultacji wewnętrznych w ministerstwie. Myślę, że w niedługim czasie ustawa będzie przekazana do konsultacji zewnętrznych. Może się to uda pod koniec kwietnia. Chcielibyśmy ten dokument dopracować, żeby nie było nieuzasadnionych obaw i kontrowersji.