Znieczulenie ma być dostępne dla każdej rodzącej. Resort zdrowia pracuje nad nowymi standardami. Mają być gotowe w marcu.
Obecnie NFZ płaci za łagodzenie bólu. Część matek jednak nie może skorzystać z takiej opcji. Powodem jest brak anestezjologów. Zdaniem szefa resortu zdrowia Łukasza Szumowskiego taka sytuacja jest niedopuszczalna. – Powinien być na każdej porodówce – uważa minister. Zdaniem prof. Stanisława Radowickiego, byłego konsultanta w dziedzinie ginekologii, to standard XXI w.
Wiele szpitali gwarantuje możliwość znieczulenia, również na życzenie, to znaczy, nawet jeżeli nie ma wskazań medycznych, tylko na prośbę rodzącej. W lipcu 2015 r. NFZ zaczął za to dodatkowo płacić. Wcześniej poród był finansowany tak samo, niezależnie, czy było znieczulenie, czy nie.
Reklama
Wiele do myślenia dają bardzo duże różnice między regionami, jeśli chodzi o korzystanie ze znieczulenia. Dla przykładu, w pierwszym półroczu 2017 r. na Mazowszu z takiej opcji skorzystało 3,8 tys. matek, w woj. małopolskim ok. 2 tys., w łódzkim 1 tys., w lubuskim było ich tylko 15, a w zachodniopomorskim 28. W sumie 11 tys. matek na ok. 200 tys. rodzących.
Według Ministerstwa Zdrowia liczba anestezjologów sukcesywnie z roku na rok rośnie. Z danych Centralnego Rejestru Lekarzy i Lekarzy Dentystów RP wynika, że specjalistów w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w połowie ubiegłego roku było 7176, z czego 6664 wykonywało zawód. Dla porównania w 2016 r. było ich o tysiąc mniej, a w 2012 r. – 4654.

Reklama
Zdaniem Joanny Pietrusiewicz z Fundacji Rodzić po Ludzku, rozmowy na temat dostępu do znieczulenia przy porodzie toczą się od wielu lat. Jej zdaniem łagodzenie bólu jest gwarantowane w ustawie o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. Tymczasem do fundacji nadal wpływają sygnały od kobiet, którym w szpitalu odmówiono znieczulenia zewnątrzoponowego. – Tłumaczenie jest zawsze to samo, nie mamy specjalisty – mówi Pietrusiewicz. Kobiety czują się oszukane, bo w dotychczas obowiązujących standardach opisujących przebieg porodu, sygnowanych przez Ministerstwo Zdrowia, jest zapis, że mają prawo do znieczulenia.
Z ubiegłorocznego raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynikało, że ból przy porodzie, a raczej strach przed nim powodował zwiększenie do ok. 40 proc. liczby cesarskich cięć. – Im lepsza opieka na oddziale położniczym, tym mniej cesarskich cięć – do takich wniosków doszli autorzy raportu opisującego sytuację na polskich porodówkach. Analiza wykazała, że w szpitalach, gdzie są sale jednoosobowe, zmniejsza się liczba cesarek. Zaś w województwach, gdzie jest najmniejszy dostęp do znieczulenia zewnątrzoponowego, tam rośnie liczba takich zabiegów. Przykładem jest Podkarpacie, gdzie jest najwięcej cesarskich cięć w Polsce (ok. 50 proc.), a znieczulenie było w 2016 r. dostępne tylko w 36 proc. szpitali (dla porównania w Małopolsce taki przywilej rodzące mają w 88 proc. placówek). – Kobiety boją się porodu i często cesarskie cięcia są wykonywane na ich życzenie – mówi Joanna Pietrusiewicz.
Spośród farmakologicznych sposobów łagodzenia bólu najbardziej rozpowszechniona jest analgezja wziewna – jest ona dostępna w 84 proc. szpitali. Jedynie połowa szpitali (49 proc.) deklaruje dostępność najskuteczniejszego znieczulenia zewnątrzoponowego.
Zdaniem ministra zdrowia jednym z rozwiązań mogłoby być wprowadzenie dyżurów porodowych z anestezjologiem. – Jeżeli są dwa oddziały położnicze blisko siebie, a anestezjologów brak w jednym z nich, to pytanie, czy dyżur nie powinien być tam, gdzie jest anestezjolog – tłumaczy prof. Szumowski.
To, zdaniem przedstawicieli anestezjologów, być może byłoby dobrym rozwiązaniem dla nich samych, jednak mogłoby nie spodobać się rodzącym. Miałyby ograniczony wybór placówki, w której chcą rodzić – jeżeli chciałyby mieć także dostęp do znieczulenia.
Najgorzej jest w placówkach z najmniejszą liczbą porodów – są oddziały, na których jest np. sto porodów rocznie. Tam dyrektorom nie opłaca się płacenie za dyżur anestezjologom. Z analiz prof. Radowickiego wynikało, że nawet na 30 proc. oddziałów położniczych rodzi się mniej niż 500 dzieci rocznie. Pół tysiąca to optymalna liczba porodów: opłacalna dla szpitala ekonomicznie i bezpieczna dla kobiet. Jego zdaniem mniejsze niż 300 porodów powinny być zamykane albo łączyć się z innym szpitalem. Wtedy również być może zostałby rozwiązany problem z dostępnością do specjalisty.
Prace nad nowymi standardami rozpoczęły się w czerwcu zeszłego roku. Będą obowiązywały od początku 2019 r. Jedną z nowości, która miałaby się pojawić w nowym dokumencie (o której pisał DGP), jest wprowadzenie diagnostyki depresji w ciąży i po porodzie. O przebiegu porodu zespół pracujący nad dokumentem będzie dyskutował w przyszłym tygodniu.
Strach przed bólem powodował zwiększenie liczby cesarskich cięć