Eksperci zastanawiają się, jak w praktyce realizowany będzie kompromis ministra zdrowia z lekarzami.
Zakłada ono nie tylko wzrost nakładów na zdrowie i podwyższenie płac, ale także wiele innych rozwiązań, które mogą okazać się trudne do wprowadzenia. Podstawowe pytanie, które pojawiło się od razu po podpisaniu porozumienia, to skąd wziąć pieniądze na jego realizację.
Niekoniecznie muszą one pochodzić z budżetu – twierdzi dr hab. Krzysztof Krajewski-Siuda, ekspert Instytutu Sobieskiego. Jego zdaniem szansą dla polskiego systemu jest współpłacenie i ubezpieczenia dodatkowe, ale trzeba się na to zdecydować. – Być może również na podniesienie składki zdrowotnej, choć ze świadomością, że jest ona pochodną dochodów, więc jest to dodatkowe obciążenie fiskalne, które będzie obniżać rozwój gospodarczy – dodaje.
Reklama
Koszty realizacji porozumienia obciążą w pewnym stopniu dyrektorów placówek medycznych, którzy będą musieli znaleźć środki na podwyżki dla specjalistów. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, nie jest zwolennikiem rozwiązania, by były to pieniądze „znaczone”, jak w przypadku podwyżek dla pielęgniarek. – Odbieranie dyrektorom narzędzi zarządczych, takich jak np. stopniowanie płac i przeznaczenie pieniędzy dla konkretnej grupy zawodowej bez żadnego systemu motywacyjnego, to duży błąd – uważa szef PFSz. Jego zdaniem lepiej podwyższyć wycenę świadczeń, żeby dyrektorzy wspólnie z personelem medycznym mieli co dzielić.
Porozumienie zakłada też, że rezydenci mogą zarobić więcej, jeśli zobowiążą się, że dwa z pięciu lat po ukończeniu specjalizacji przepracują w Polsce. Specjaliści zaś otrzymają podwyżki, jeśli nie będą wykonywać tożsamych świadczeń w innej placówce niż główne miejsce zatrudnienia. – W wielu krajach to, że specjaliści pracują w jednym miejscu, jest bardzo powszechne – wskazuje Jarosław Fedorowski. Dodaje, że klauzule wyłączności powinny mieć oparcie w adekwatnych zarobkach.
Rafał Janiszewski, właściciel kancelarii doradczej z zakresu ochrony zdrowia, podkreśla, że takie umowy muszą mieć charakter dobrowolny. Porozumienie jest sygnałem ze strony rezydentów, że byliby skłonni je podpisywać. – Proszę zauważyć, że taka umowa zobowiązuje lekarza, żeby przepracował w Polsce co najmniej dwa lata, ale w zamian dostaje dodatkową korzyść. To ma charakter deklaratywny. Inna sprawa, gdybyśmy mówili o przymusie – zastrzega.
W jego opinii większy problem może być z realizacją innego punktu porozumienia, czyli wprowadzeniem sekretarek medycznych. Wymaga to zmian w przepisach dotyczących m.in. dostępu do dokumentacji medycznej, tajemnicy lekarskiej, ochrony danych osobowych. Poza tym oznacza wprowadzenie nowego zawodu medycznego, który objąć powinna ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia.
Zdaniem Krzysztofa Krajewskiego-Siudy rozwój takiego sektora musiałby się wiązać z inwestycją w szkolenia, ale się opłaci. – Lekarz jest zbyt drogim pracownikiem, by tracił czas na czynności biurokratyczne – ocenia.