statystyki

Wojtyła: Lekarze ze Wschodu nie rozwiążą naszych problemów

autor: Andrzej Wojtyła18.01.2018, 07:16; Aktualizacja: 18.01.2018, 08:26
Wyjaśnienia wymaga również system kształcenia specjalizacyjnego lekarzy.

Wyjaśnienia wymaga również system kształcenia specjalizacyjnego lekarzy.źródło: ShutterStock

Nowy minister zdrowia, obejmując tę funkcję, podjął się arcytrudnego zadania, jakim jest rozwiązanie konfliktu ze środowiskiem lekarskim. U jego podstaw leży brak kadry medycznej, zwłaszcza lekarzy. Jest on następstwem wypowiadania klauzuli opt-out.

Przepisy unijne od 1 stycznia 2008 r. zobowiązują Polskę do stosowania regulacji ograniczających tygodniowy czas pracy medyków do maksymalnie 48 godzin. Ze względu na specyfikę pracy polegającej na całodobowej opiece nad pacjentami podpisywali oni indywidualne, dobrowolne zgody na pracę ponad ustalony limit. O wprowadzeniu takiego rozwiązania zdecydował prof. Zbigniew Religa, minister zdrowia w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Zrobił to, uważając, że to jedyne rozwiązanie, które zapewni funkcjonowanie rodzimych lecznic.

Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia za kadencji prof. Religi miało świadomość, że jest to rozwiązanie tymczasowe i należy pilnie zwiększyć limity przyjęć na studia medyczne. Już wtedy wskazywano, że w przyszłości problem ulegnie nasileniu w związku ze starzeniem się społeczeństwa oraz przechodzeniem lekarzy na emerytury.

Kiedy analizuje się corocznie wydawane rozporządzenia w zakresie limitów przyjęć na wydziały lekarskie, wniosek jest jeden – kolejni ministrowie zdrowia po 2007 r. zagrożenia dotyczące niedoboru lekarzy bagatelizowali, uważając, że rozwiązania wprowadzane wówczas są wieczne i problem w Polsce nie zaistnieje. W roku akademickim 2008–2009 przyjęto na bezpłatne stacjonarne studia lekarskie raptem o ponad 70 studentów więcej. W późniejszych latach też zwiększenia limitów przyjęć były minimalne. Za to corocznie od tego czasu przyjmowano na studia anglojęzyczne dla cudzoziemców 1200–1300 studentów zagranicznych, którzy po zakończeniu nauki wyjeżdżali z  naszego kraju. Dopiero w ostatnich dwóch latach nastąpił wyraźny wzrost przyjęć studentów na wydziały lekarskie, wynoszący ponad 20 proc. rocznie.


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (6)

  • ?(2018-01-18 10:39) Zgłoś naruszenie 20

    ciekawy jestem ilu co roku abssolwentów kończy medycynę i co się dalej dzieje?

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Jola(2018-01-18 11:10) Zgłoś naruszenie 21

    Polecam do obejrzenia listy na miejsca rezydenckie jakie ministerstwo zdrowia przyznaje na poszczególne województwa. Mozna się uśmiać, widząc, że np. endokrynologa nie potrzeba w całym województwie.

    Odpowiedz
  • FELCZER(2018-01-18 18:54) Zgłoś naruszenie 01

    Z Ukrainy,Białorusi, nawet Gruzji sięgać po prawdziwych lekarzy a nie PAZERNYCH POLSKICH CHCIWCÓW-traktujących pacjentów jak SKÓRY,aż zrozumieją ,ze nie są kolejną KASTĄ

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane