statystyki

Krótki czas pomiędzy szczepieniem a chorobą uzasadnia odszkodowanie. Ale nie w Polsce

autor: Patryk Słowik09.09.2017, 19:30
W praktyce zawodowej spotkałem się kilkukrotnie z sytuacjami, gdy dochodziło do błędów lekarskich, a lekarze starali się przerzucić odpowiedzialność na producentów leków. Duże koncerny farmaceutyczne nie cieszą się sympatią, więc zrzucanie na nie winy jest wygodne i niekiedy skuteczne

W praktyce zawodowej spotkałem się kilkukrotnie z sytuacjami, gdy dochodziło do błędów lekarskich, a lekarze starali się przerzucić odpowiedzialność na producentów leków. Duże koncerny farmaceutyczne nie cieszą się sympatią, więc zrzucanie na nie winy jest wygodne i niekiedy skuteczneźródło: ShutterStock

Koncerny farmaceutyczne przekonują, że szczepionki są bezpieczne. I nie chcą płacić odszkodowań za powikłania. Sądy jednak coraz częściej stają po stronie obywateli. Na razie we Francji czy w Niemczech. W Polsce jeszcze nie. Czy da się to zmienić?

W grudniu 1998 r. Mikołaj dostał szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Lek, który przyjął, wyprodukował światowy potentat – Sanofi Pasteur. Do lipca 1999 r. mężczyzna przyjął kolejne dwie dawki (konieczne, by uzyskać wieloletnią odporność). Już w sierpniu zaobserwował u siebie różne zaburzenia zdrowotne. Chodził od lekarza do lekarza. Część medyków mówiła, że wszystko jest z nim w porządku. Inni – że zauważają u niego objawy choroby, ale nie wiedzą jakiej. Diagnozę postawiono w listopadzie 2000 r. – stwardnienie rozsiane (SM). Stan Mikołaja z miesiąca na miesiąc się pogarszał. W ciągu kilku lat jego życie zaczęło w pełni zależeć od rodziny. W 2011 r. zmarł.

Ale jeszcze za życia, w 2006 r., wraz z żoną i córkami wniósł przeciwko Sanofi Pasteur powództwo o odszkodowanie z tytułu odpowiedzialności pozaumownej za szkodę spowodowaną przez szczepionkę. Mikołaj uważał, że SM zostało u niego wywołane przez lek. Dowód? Krótki czas pomiędzy przyjęciem ostatniej dawki a wystąpieniem pierwszych oznak choroby. Nigdy wcześniej przecież nie dało się zaobserwować u niego jakichkolwiek objawów mogących świadczyć o stwardnieniu rozsianym. Nikt w rodzinie nie chorował.

I tu ważne zastrzeżenie: Mikołaj był Francuzem. Sprawa rozpatrywana była więc w świetle przepisów francuskich, a nie polskich. To ważne, gdyż w tamtejszym systemie istnieje specyficzna regulacja. Co prawda – tak jak w naszym prawie – to powód musi przedstawić dowody na winę pozwanego. Ale nad Sekwaną jest też przepis, który wprowadza domniemanie, że krótki czas od przyjęcia szczepionki do zdiagnozowania choroby świadczy o wadzie leku. A wtedy obowiązek dowodzenia przechodzi na producenta. To on powinien wykazać, że pacjentowi zaszkodziło coś innego niż szczepionka.

Sprawa Mikołaja trafiła ostatecznie przed Trybunał Sprawiedliwości UE, bo sądy francuskie zastanawiały się, czy przepisy są zgodne z prawem unijnym. Trybunał apelacyjny w Paryżu podkreślił, że badania naukowe wykluczają związek między prawdopodobieństwem wystąpienia choroby demielinizacyjnej centralnego lub obwodowego układu nerwowego (którą charakteryzuje się stwardnienie rozsiane) a szczepieniem przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. W przypadku zachorowań na stwardnienie rozsiane w ponad 90 proc. przypadków choroba ta nie występuje wśród członków rodziny. Mówiąc krótko: sądy nie były przekonane, czy krótki czas pomiędzy zaaplikowaniem szczepionki a pierwszymi objawami to wystarczający powód dla uznania odpowiedzialności producenta.

TSUE odpowiedział 21 czerwca 2017 r. Stwierdził: przepis francuski jest zgodny z prawem unijnym. Mimo braku badań naukowych czas może przemawiać za uprawdopodobnieniem, że chorobie winna jest szczepionka. Ostatecznie – jak stwierdzili sędziowie trybunału – i tak wszystko ocenić musi sąd rozpoznający sprawę. Francuski przepis przecież nie każe mu orzec po myśli jednej czy drugiej ze stron. Wprowadza tylko ułatwienia dla obywateli. W świetle prawa unijnego – w pełni dopuszczalne. Sprawa Mikołaja wróciła więc do sądu krajowego. Można się spodziewać, że teraz wzrosły szanse na to, że jego rodzina otrzyma sowite odszkodowanie.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (6)

  • Real(2019-04-03 16:04) Zgłoś naruszenie 91

    Głupotą jest udawanie, że problem nie istnieje. Od początku 2019 roku GIF wycofał mnóstwo leków zanieczyszczonych i wstrzymał sprzedaż syropów zapalnych dla dzieci. Na ile możemy być pewni, że szczepionki faktycznie są na 100%pewne. Skoro Państwo przymusza do szczepień to powinno płacić odszkodowania za NOP. Ale przecież lekarze nie umieją ani nie mogą odnotowywać takich przypadków. Czysta parodia. Nikt za nic nie ponosi żadnej odpowiedzialności

    Odpowiedz
  • Kam(2019-03-30 10:51) Zgłoś naruszenie 30

    Boże... Widzisz i na taką głupotę pozwalasz 🙈

    Odpowiedz
  • ala wilk (2017-09-10 07:31) Zgłoś naruszenie 259

    Szczepionka to ratowanie życia jak reanimacja. Przecież szpital nie wypłaca odszkodowań ludziom którym w trakcie reanimacji połamano żebra czy nosy

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane