Resort zdrowia będzie miał większą wiedzę dotyczącą kształcenia medyków. Dzięki temu będzie można dokładniej wskazać, jakie kierunki należy promować.
Przykłady lekarskich specjalizacji, w których ubędzie lekarzy* / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
1 maja ruszył System Monitorowania Kształcenia Pracowników Medycznych dla lekarzy. Od zeszłego roku działa już dla innych zawodów, np. farmaceutów czy diagnostów laboratoryjnych.

Reklama
Na co dzień ułatwi on życie pracownikom medycznym, bo za jego pomocą można złożyć wnioski m.in. o rozpoczęcie szkolenia specjalizacyjnego czy przystąpienie do specjalizacyjnych egzaminów. Z kolei jednostki szkolące mogą on-line wnioskować o udzielenie akredytacji na prowadzenie szkolenia oraz tworzyć w systemie elektroniczne plany kształcenia. Największe nadzieje jednak związane są z tym, że dzięki sysytemowi decydenci lepiej adresować będą ofertę miejsc szkoleniowych.
– Głównym celem jest gromadzenie informacji pozwalających m.in. określić zapotrzebowanie na miejsca szkoleniowe w określonych dziedzinach medycyny, monitorować kształcenie podyplomowe, w tym kształcenie specjalizacyjne, a także wspomaganie procesu zarządzania systemem kształcenia – informuje Milena Kruszewska, rzeczniczka resortu zdrowia. Eksperci liczą na to, że system może też dostarczyć resortowi zdrowia twardszych danych do pokazania, że medyków musimy kształcić więcej.
Teraz problemem jest sfinansowanie dodatkowych miejsc na studiach medycznych i w kształceniu podyplomowym. Z drugiej strony część z nich co roku pozostaje niewykorzystana, bo oblegane są specjalizacje, po których można dobrze zarobić, zwłaszcza w prywatnych placówkach, a nie te, w których pracuje się ciężko za słabą płacę.
Coraz starsi
W Polsce mamy 129 tys. lekarzy, z czego ok. 86 tys. to specjaliści (nie licząc stomatologów). Może wydawać się, że to dużo, ale gdy popatrzymy na dane np. OECD, okazuje się że z 2,3 medyka na 1 tys. mieszkańców jesteśmy w ogonie Europy. Średnia dla UE to 3,4 lekarza na 1 tys. mieszkańców.
Szybko starzeją się też kadry medyczne. W wielu dziedzinach lekarze poniżej 50 roku życia stanowią 25–30 proc. pracujących specjalistów. Są to m.in. alergologia, medycyna pracy, reumatologia, otolaryngologia, chirurgia dziecięcia, pediatria czy ginekologia i położnictwo, choroby zakaźne. Ogólnie wiek specjalisty w 2015 r. wynosił średnio 52,9 lat. Osoby poniżej pięćdziesiątki stanowiły mniejszość (44 proc. medyków). Tymczasem na wykształcenie kolejnych specjalistów trzeba wielu lat. Średni wiek w jakim ten poziom zdobywają medycy to blisko 34,5 lat.
Liczba osób kończących specjalizację lub na niej będących w ostatniej dekadzie nie napawa optymizmem. W wielu dziedzinach nie ma mowy o zastępowalności pokoleń, mimo że potrzeby pacjentów m.in. związane ze starzeniem się całej populacji, rosną. Zwłaszcza w takich specjalizacjach jak lekarz chorób wewnętrznych czy geriatra, który może lepiej zatroszczyć się o osobę w podeszłym wieku, z wieloma różnymi schorzeniami. Tymczasem z zestawienia izby lekarskiej wynika, że spośród najliczniejszych specjalności najszybciej skurczy się grupa lekarzy chorób wewnętrznych.
Braki kadrowe wskazują też ministerialne dokumenty.
– W opublikowanych przez ministra zdrowia mapach potrzeb zdrowotnych analizie zostały poddane zasoby kadrowe lekarzy, pielęgniarek i położnych. Dzięki danym otrzymanym m.in. z Naczelnej Izby Lekarskiej, możliwe było wskazanie najbardziej deficytowych specjalizacji medycznych – mówi Milena Kruszewska. – Mapy potwierdzają również konieczność odmłodzenia kadr – dodaje.
Jaka recepta?
Problemów do rozwiązania jest wiele – od liczby lekarzy po ich zarobki i warunki pracy (to te ostatnie częściej niż wysokość pensji emigrujący medycy podają jako najważniejszą kwestię).
– Jeżeli nie nastąpią szybkie zmiany, brak specjalistów będzie się nasilał – podkreśla Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jego zdaniem Polska może liczyć tylko na własnych specjalistów i personel medyczny, ponieważ nie jest atrakcyjnym miejscem wykonywania zawodu lekarza. Obcokrajowcy nie garną się do przyjazdu do nas. Zdaniem Krajewskiego przede wszystkim musimy szybko zwiększyć liczbę studentów przyjmowanych na kierunek lekarski o 400–600 osób rocznie. Efekt tego działania pojawi się dopiero po 12–15 latach. Trzeba też zwiększyć liczbę uzyskiwanych specjalizacji przynajmniej o 300–400 rocznie. Jak również poszerzać listę ośrodków prowadzących szkolenie specjalizacyjne i zastosować dla nich zachęty finansowe.
– Planowanie zwiększenia liczby pracowników sektora ochrony zdrowia i działania w tym zakresie nie mogą być zależne od rozgrywek politycznych – dodaje wiceszef NRL.
Z kolei Małgorzata Sobotka-Gałązka z Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę, że w sytuacji niedoboru specjalistów należałoby dodatkowo przejrzeć wymogi NFZ. Często na sztywno określają one liczbę lekarzy danej specjalizacji na oddział, nawet jeśli są oni wykorzystywani w niewielkim stopniu.
– Obłożenie łóżek w niektórych oddziałach wynosi zaledwie 10 proc., średnia w kraju to 60 proc. Powinno być to uwzględniane po to, by lepiej wykorzystać potencjał kadr medycznych – mówi Sobotka-Gałązka.