Chorzy dostaną kartę, w której oznaczą stopień odczuwanego bólu. Ocena bólu w skali od 0 do 10, jego wpływ na codzienne życie, określenie charakteru cierpienia – to niektóre z elementów, które mogą znaleźć się na karcie oceny nasilenia bólu.
Docelowo karta miałaby się stać obowiązkowym elementem dokumentacji medycznej.
Reklama

Reklama
Wzór, przygotowany m.in. przez Polskie Towarzystwo Badania Bólu, został wstępnie zaakceptowany przez Ministerstwo Zdrowia. Lekarz – i to nie tylko szpitalny, ale także rodzinny w przychodni lub też specjalista – miałby obowiązek przepytać pacjenta z bólem. Z racji tego, że chodzi o subiektywne odczucie, pojawiają się pytania o jego wpływ na nastrój, sen, pracę zawodową. Ankieta ma ustalić, czy chodzi o ból kłujący, ostry czy piekący, często powracający. Ale także czy leki bez recepty działają. Chory będzie mógł też na rysunku ludzkiej postaci zaznaczyć, w których miejscach ciała jest najbardziej odczuwalny.
Oceny na skali od 0 do 10 w wielu krajach są standardem – jak mierzenie temperatury. Dzięki temu można ustalić choćby to, czy ból narastał, czy też zmniejszał się w trakcie leczenia. W Polsce takie zasady stosują tylko nieliczne placówki: robi to 195 szpitali z certyfikatem (na ponad tysiąc) i 51 oddziałów. Teraz terapia i monitoring bólu byłyby obowiązkowe dla wszystkich.
Karta bólu miałaby się znaleźć w rozporządzeniu do ustawy o prawach pacjenta. Sama ustawa, która czeka na podpis prezydenta, wprowadza jasny zapis, że „każdy pacjent ma prawo do leczenia bólu”. Przepisy stanowią podstawę prawną, gwarantującą opiekę przeciwbólową wszystkim chorym, którym towarzyszy ból i cierpienie, niezależnie od rodzaju i stadium choroby. O taką zmianę od ponad dekady zabiegali przedstawiciele pacjentów, ale także Towarzystwa Badania Bólu oraz konsultanci w tej dziedzinie.
Dotychczasowe regulacje przyznawały takie prawo wyłącznie pacjentom w stanie terminalnym. Inni chorzy nie mieli nawet podstaw prawnych, by walczyć o ludzkie traktowanie. Jak przyznaje Szymon Chrostowski z Fundacji Wygrajmy Zdrowie, urzędnicy nie reagowali na kolejne listy i petycje z propozycjami zmian.
Eksperci zajmujący się problemem wskazują, że w Polsce nadal pokutuje błędne myślenie, że skuteczne terapie, czyli głównie leki opioidowe, to zło, kojarzone przede wszystkim z narkomanią. Wielu lekarzy, szczególnie tych z podstawowej opieki, nie zaopatruje się nawet w odpowiednie recepty na silne leki przeciwbólowe (ograniczoną dostępność potwierdzały również badania prowadzone na zlecenie Komisji Europejskiej).
– Jako lekarzowi wstyd mi za kolegów, którzy nie przepisują skutecznych terapii. Robią to z zupełnie nieracjonalnych powodów. Złem jest, że nic nie wiedzą. Nie ma żadnego przypadku uzależnienia od leków opioidowych – tłumaczy wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. I dlatego ministerstwo chce wymusić standardy postępowania.
Kolejnym krokiem miałoby być wprowadzenie umiejętności lekarskiej „leczenia bólu” – obecnie Polska jest jedynym krajem w UE nieposiadającym takiej umiejętności czy specjalizacji. To, zdaniem ministerstwa, mogłoby się przełożyć na większą liczbę poradni działających w tym obszarze – obecnie jest ich 230, ale tylko 25 oferuje kompleksowe leczenie: czyli nie tylko farmakologiczne, ale także zabiegi chirurgiczne, rehabilitację czy psychoterapię. A dostępność do nich jest bardzo ograniczona. Powstał też plan stworzenia jednego lub dwu centrów leczenia klinicznego dla najcięższych przypadków, najbardziej opornych na leczenie.