O tym, dlaczego Naczelna Rada Aptekarska powinna być wolna od związków z koncernami, mówi jej prezes Elżbieta Piotrowska-Rutkowska
Czyje interesy reprezentuje Naczelna Rada Aptekarska?
Wszystkich farmaceutów.
Nie pacjenci są najważniejsi?
Oczywiście, to właśnie dla pacjentów pracują farmaceuci.
Przy okazji prac nad nowelizacją prawa farmaceutycznego zwaną „Apteka dla aptekarza” (AdA) często mówi pani o dobru pacjentów. Czuje się pani bardziej prezesem czy farmaceutką?
Przede wszystkim farmaceutką. Choć od roku nie mam stałego kontaktu z pacjentami, to miałam go przez całe życie zawodowe. Najpierw pracowałam w aptece szpitalnej, a potem przez 24 lata prowadziłam własną.
Wie pani, co pacjentom jest potrzebne?
Wiem.
Na pewno? Jednym z założeń AdA jest zwiększenie dostępu do leków. A państwo chcą ograniczać obrót pozaapteczny, co mieszkańcom mniejszych miejscowości utrudni zakup najprostszych medykamentów. Widzi pani niespójność własnych działań?
W żadnym wypadku. Nie chcemy ograniczania dostępu do leków, tylko uaktualnienia listy dopuszczonych do sprzedaży produktów w obrocie pozaaptecznym i ucywilizowania tej sprzedaży. Zwiększenia nad nią kontroli oraz poprawy jakości warunków przechowywania medykamentów. Placówki, które mają uprawnienia do sprzedaży leków w obrocie pozaaptecznym, zachowają je. Walczymy o bezpieczeństwo pacjentów. Ci z mniejszych miejscowości też na nie zasługują.