Samorządy gorączkowo szacują bilans zysków i strat z sieci szpitali. Część zaryzykuje i połączy lecznice, by zwiększyć ich szanse, o ile nie wywoła to protestów. Inne rozważają nawet likwidację tych spoza sieci.
Tydzień temu rząd przyjął projekt ustawy wprowadzającej sieć szpitali, ale przesunął termin jej wejścia w życie o trzy miesiące. Daje to więcej czasu organom założycielskim – głównie samorządom – na próby włączenia do niej swoich placówek na korzystniejszych warunkach. Nie wszystkie publiczne placówki znajdą się bowiem w sieci, inne z kolei zakwalifikują się tylko z częścią swoich oddziałów. Pod naciskiem samorządowców dopisano więc w czasie prac nad ustawą możliwość łączenia placówek, by lepiej spełniały kryteria (jako prowadzące większą liczbę oddziałów).
Część lokalnych włodarzy już poszła tym tropem i chce łączyć szpitale nawet oddalone o kilkadziesiąt kilometrów. Plany takie mają urzędy marszałkowskie, powiaty oraz miasta. I tak np. zarząd powiatu radomskiego zadecydował o połączeniu szpitali w Iłży i Pionkach, a radni Chorzowa - Zespołu Szpitali Miejskich z Chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii. Są jednak wątpliwości, czy na takich papierowych fuzjach więcej się straci, czy skorzysta.