Ubywa pasażerów PKM, jest zgłoszenie do prokuratury. A za naprawę zapłacą albo PZU, albo Budimex.
Otwarta przed rokiem Pomorska Kolej Metropolitalna, która łączy Gdańsk-Wrzeszcz m.in. z lotniskiem Rębiechowo, to pierwsza od upadku komunizmu nowa regularna linia kolejowa w Polsce. Liczy prawie 20 km i została zbudowana od zera kosztem ponad 1 mld zł nie przez PKP, ale przez spółkę celową samorządu, która została napompowana funduszami UE.
Reklama
Ale na tym koniec dobrych wiadomości. Bo zamiast szykować się do celebrowania dwumilionowego pasażera, władze spółki PKM, która pełni rolę zarządcy infrastruktury, martwi się, jak wykaraskać się z tarapatów. Ruch pociągów co najmniej do końca września będzie odbywał się po skróconej trasie. Powód – nowa infrastruktura została uszkodzona przez ulewę w nocy z 14 na 15 lipca. Według IMiGW to była największą od 65 lat nawałnica w Gdańsku.

Reklama
W ramach oględzin specjaliści z PKM, Budimeksu i Transprojektu Gdańskiego – czyli od inwestora, wykonawcy i projektanta – wskazali prawie 700 miejsc wymagających naprawy, z których 56 trzeba wykonać przed wznowieniem kursowania. Resztę można robić „pod ruchem” – z ograniczeniami prędkości lub czasowym zwężeniem do jednego toru.
Tutaj zaczyna się gra o pieniądze. Wycena szkód nie jest jeszcze znana. Ale według niepotwierdzonych informacji pochłonie co najmniej kilkanaście milionów. Kto za to zapłaci? – Na pewno nie podatnicy – odpowiada Tomasz Konopacki, rzecznik PKM. – Jeśli winną zniszczeń uznana zostanie siła wyższa, koszty napraw pokryte zostaną z polisy ubezpieczeniowej. A jeśli rzeczoznawcy wskażą błąd w budowie, wydatki pokryje wykonawca w ramach 5-letniej gwarancji – zapowiada.
Z PKM uzyskaliśmy informację, że infrastruktura była ubezpieczona w PZU na 60 mln zł. A gwarancja dobrego wykonania udzielona przez Budimex opiewa na 21,5 mln zł. Dokumentacja zniszczeń wraz z projektem naprawczym przekazana została przez PKM do ubezpieczyciela.
– To była wyjątkowa w swojej sile ulewa, większa niż przyjęte zgodnie z prawem założenia projektowe. Na linii PKM od strony projektowej, wykonawczej i użytych materiałów wszystko zostało wykonane właściwie – twierdzi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.
PZU nie odpowiada na pytanie, jaki będzie tryb usuwania szkody i kto za to zapłaci.
Jak się jednak dowiedzieliśmy, niezależnie od trybu likwidacji szkody i tak w finansowanie napraw będzie zaangażowane PZU. Budimex ma bowiem wykupioną u tego ubezpieczyciela polisę od błędów wykonawczych.
Oględziny po ulewie wykazały, że żaden z 41 obiektów inżynieryjnych (wiaduktów, kładek nad torami itp.) nie został uszkodzony. Zniszczone są nasypy, ale trzy czwarte szkód ma charakter powierzchowny. Tzn. wierzchnia warstwa darniny i humus spłynęły z nasypów, nie uszkadzając samej konstrukcji.
Sprawa jest paliwem dla awantury politycznej. Radni PiS z pomorskiego sejmiku zgłosili już do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa nieprawidłowego wykonania PKM. PO się broni. Według wicemarszałka Ryszarda Świlskiego z tej partii przed dopuszczeniem do ruchu w ubiegłym roku linia została szczegółowo sprawdzona przez nadzór budowlany i Urząd Transportu Kolejowego.
Bezpośrednio po nawałnicy PKM została zamknięta. Od 19 lipca pociągi wróciły w wersji okrojonej. Plan jest taki, że od 4 września, czyli ogólnopolskiej jesiennej korekty rozkładu jazdy, trasa PKM ma być wydłużona o kolejny etap. A przejezdność na całej linii, czyli do Gdańska-Osowej i do Gdyni Głównej, zależy od zakończenia napraw przez PKP PLK na trasie nr 201 Gdynia–Kościerzyna, która też ucierpiała. Powinno się to stać do końca września.
Bruksela dofinansowała budowę PKM w wysokości 85 proc. kwoty kwalifikowalnej (branej pod uwagę do refundacji). Środki na wkład własny urząd marszałkowski uzyskał z emisji obligacji. Samorząd twierdzi, że dla ich spłacalności nie ma zagrożenia mimo zmniejszenia wpływów z biletów po częściowym wyłączeniu PKM z ruchu.