Państwo Środka wysyła sygnał, że chce naszej obecności na jedwabnym szlaku. To ważne z powodów biznesowych i geopolitycznych.
Prezydent Chin Xi Jinping przyjedzie w poniedziałek do kontenerowego terminalu przeładunkowego PKP Cargo na warszawskim Żeraniu. Chwilę później wjedzie tu pierwszy pociąg z Chin do Europy pod brandem China Railway Express. Rząd w Pekinie zdecydował, że w miejsce kilkunastu podmiotów, które wysyłały pociągi z Państwa Środka, powstanie jeden potężny operator decydujący o polityce handlowej, trasach i przeładunkach.
Reklama
Dzisiaj PKP Cargo obsługuje tygodniowo 20 połączeń z Chin (przewoźnik przejmuje pociąg od granicy do punktu docelowego na terenie Europy). Wiele wskazuje na to, że będzie ich więcej. – Obserwujemy rosnące zainteresowanie przewozami z Chin. Takie są sygnały od klientów – twierdzi Iwona Skurzewska z zarządu PKP Cargo Connect. Polska ma dużo do ugrania w kontekście nowego jedwabnego szlaku. To logistyczny megaprojekt, którego osią jest kolejowy szlak między Chinami a Europą. Dzisiaj jedna trasa jest oparta na kolei transsyberyjskiej, a druga prowadzi przez Kazachstan. Do Polski pociągi z Chin wjeżdżają przez przejście graniczne Terespol–Brześć. Czyli przez centrum logistyczne w Małaszewiczach, którego zarządcą jest PKP Cargo.

Reklama
Teraz gra toczy się o to, żeby kolejową bramą do Europy były dla Chińczyków właśnie Małaszewicze: liczne terminale na 62 ha otoczone plątaniną torów o długości 60 km w dwóch rozstawach kół. Bo tu pociągi trzeba przeładować z szerokiego toru 1520 mm na europejski 1435 mm. – Chińską bramą do Europy chciałoby być większość krajów Europy Środkowej i Wschodniej – zauważa Radosław Pyffel, prezes Centrum Stosunków Polska-Azja (CSPA). – Pominięcie Polski byłoby kosztowne, ale możliwe – podkreśla. Od strony logistycznej na korzyść Polski przemawia dziś niestabilność na Ukrainie, bo to tamtędy, dalej przez Słowację do Austrii, wiedzie alternatywna wersja kolejowego jedwabnego szlaku.
Narodowy operator cargo się zbroi. Z myślą o Chinach PKP Cargo uruchamia pierwszy, wart 25 mln zł etap inwestycji w rozbudowę Małaszewicz. Jeszcze w tym roku ma powstać nowa hala do obsługi ładunków. Kolejne inwestycje to m.in. wydłużenie torów ładunkowych, powiększenie placu składowego i zakup kolejnych suwnic. To na początek. – Mamy gotowych 40 ha terenów w tzw. wolnym obszarze celnym, łącznie z podstawową dokumentacją inwestycyjną. Jesteśmy przygotowani do rozbudowy w przypadku wzrostu przewozów z Chin – zapowiada Jarosław Tarasiuk, prezes spółki Centrum Logistyczne Małaszewicze będącej częścią grupy PKP Cargo. W terminalu na Żeraniu z przywódcą Chin będą rozmawiali m.in. prezydent Andrzej Duda i minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Według nieoficjalnych ustaleń DGP spotkania z udziałem PKP Cargo są zaplanowane na wtorek.
Tematem rozmów z Chińczykami będzie też wspólna inwestycja w Małaszewiczach. Poprzedni prezes Adam Purwin zapowiadał joint venture, ale tamte pomysły się rozmyły. Obecnie PKP Cargo chce uzyskać dofinansowanie na zakup platform intermodalnych do przewozu kontenerów. To, że chiński prezydent i pociąg przyjeżdżają do Warszawy, to ważny sygnał. Kiedy w 2013 r. Xi inaugurował pierwszy pociąg z Zhengzhou do Europy, było to w Hamburgu, a pojazd był obsługiwany przez DB Schenker. – W poniedziałek będzie miał miejsce symboliczny gest, który pokaże, że projekt jest dla Chin ważny, a Polska odgrywa w nim ważną rolę. Kolejnym krokiem będą twarde rozmowy biznesowe – ostrzega Radosław Pyffel.
W 2015 r. Małaszewicze przeładowały łącznie 4,5 mln ton towarów (cztery razy więcej niż na początku lat 90., ale trzy razy mniej niż w latach 70.). W 2015 r. kontenery stanowiły niespełna 13 proc. towarów przeładowywanych w Małaszewiczach. Ponad 45 proc. to drewno, a 24 proc. węgiel. Przewóz towarów z Chin do Europy Środkowej koleją trwa, łącznie z przeładunkiem w Małaszewiczach, 11–14 dni. Przy transporcie morskim trzeba zakładać, że transport trwa 35–40 dni. Atutem jest jednak jego cena: kilka razy niższa niż koleją. Stawki w transporcie kolejowym zależą w dużej mierze od stawek dostępu do rosyjskiej infrastruktury i też są elementem geopolitycznej rozgrywki.
A stawki we frachcie oceanicznym są już dziś rekordowo niskie. Daniel Franke z zarządu logistycznej grupy Rohlig Suus przewiduje, że kiedy w pierwszym kwartale 2017 r. pojawią się nowe statki o ładowności ponad 20 tys. TEU, jeszcze bardziej poprawi się efektywność transportu morskiego i będzie jeszcze taniej. Z handlem z Chinami wiąże się też inny problem. Z danych GUS wynika, że z Chin sprowadzamy do Polski towary o 10 razy większej wartości, niż eksportujemy. Nie bardzo wiadomo więc, co ładować na pociągi w drogę powrotną. – Z Chin do Europy koleją przyjeżdżają głównie towary wysoko przetworzone o znacznej wartości. W drugą stronę przewozimy m.in. artykuły spożywcze, które zyskują coraz większą popularność w Chinach. Liczymy na wzrost eksportu koleją – mówi członek zarządu PKP Cargo Grzegorz Fingas.
Pesa wjedzie dziś do Niemiec
Dzisiaj w Berlinie prezes Pesy Tomasz Zaboklicki i wicepremier Mateusz Morawiecki przekażą pierwszy pociąg dla przewoźnika Niederbarnimer Eisenbahn (NEB). Tak polski producent taboru kolejowego zadebiutuje w Niemczech, co nigdy wcześniej nie miało miejsca w historii polskiego przemysłu. Co prawda wcześniejszy debiut zanotował Solaris, ale dotyczył on autobusów i tramwajów.
NEB zamówił u bydgoskiego producenta dziewięć pojazdów spalinowych w sierpniu 2013 r. W środku jest 140 miejsc siedzących i 12 do przewozu rowerów. W czerwcu tego roku niemiecki Federalny Urząd Kolejnictwa (EBA) wydał wyczekiwane przez Pesę dopuszczenie do eksploatacji dla składu Link. Mają one jeździć z prędkością do 140 km/h, są wyposażone w monitoring, klimatyzację i dostosowane do wymagań osób niepełnosprawnych.
Dla Pesy, która pod koniec 2015 r. przeżywała poważne tarapaty w związku z kumulacją zleceń w Polsce i groźbą kar z tytułu utraty dofinansowania UE przez zamawiających, teraz uchyliły się drzwi na największy rynek w UE. Bez dopuszczeń EBA nie wolno wjechać pociągiem na niemiecką sieć kolejową. Wciąż za to trwają procedury przed uzyskaniem dopuszczeń dla pociągów Link w ramach gigantycznego kontraktu Pesy dla Deutsche Bahn, której w wersji maksymalnej wyniesie 470 pociągów Link za 1,2 mld euro.