Afera niebezpiecznych poduszek powietrznych zatacza coraz szersze kręgi. Ale tylko za Atlantykiem. Choć takie elementy są także w polskich samochodach, żaden urząd nie chce interweniować.
W poniedziałek przed Sejmem demonstrowało Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen AG. To protest przeciwko bierności organów władzy publicznej w kwestii afery spalinowej VW. Ale polskie urzędy nie chcą podejmować także problemu wadliwych poduszek powietrznych, których dziesiątki milionów są wymieniane w USA i Japonii w ramach kolejnych akcji serwisowych: zamontowane w nich generatory gazu mogą bowiem wybuchnąć i powodować obrażenia nie tylko podczas kolizji. W Stanach od 2009 r. zginęło przez to dziewięć osób, ranionych była prawie setka.
Georg Lamerz, rzecznik prasowy ich producenta, firmy Takata przyznaje, że jej produkty są obecne również w samochodach jeżdżących po polskich drogach. Potwierdziły to oddziały: Toyota, Mazda, Mitsubishi, Subaru, Volkswagen (producent m.in. Audi, Seata i Volkswagena) oraz Daimler (producent mercedesów). Sprawa ciągnie się od 15 lat i urosła już do największej akcji serwisowej w historii. Ale nie w Polsce.