Lepiej nie ryzykować i dostosować się do wytycznych. ITD już zapowiada, że to sprawdzi. Jak? Przykładowo przez kontrolowane zakupy. Problem może być też z fiskusem, i to niestety także za nieopodatkowaną działalność wstecz.
W ostatnich dniach pojawiła się wiadomość, że kierowcy współpracujący z popularną aplikacją kojarzącą kierowców z pasażerami od 19 lutego muszą mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą. Wiele mediów wskazało to jako porażkę amerykańskiej korporacji. Ale głównymi przegranymi są kierowcy. Umowy między Uberem a jeżdżącymi są bowiem tak skonstruowane, że wszelkie konsekwencje poniosą właśnie parataksówkarze. Nie dość, że muszą stać się przedsiębiorcami, to jako prowadzący działalność mają obowiązek zdobycia we własnym zakresie odpowiednich licencji i certyfikatów. I to oni, a nie Uber, narażają się na kary w przypadku niespełnienia obowiązków. A te jednorazowo mogą wynosić nawet do 10 tys. zł.
Reklama

Reklama
Zaskakujące decyzje
Przedstawiciele Ubera zarzekają się, że wprowadzenie obowiązku założenia działalności gospodarczej przez partnerów aplikacji wynika wyłącznie z ich chęci do zautomatyzowania wydawania faktur dla korzystających z usługi. Jednak okazuje się, że firma nie pozostawia wyboru partnerom. Jeśli kierowcy nie zarejestrują działalności bądź nie dostarczą odpowiednich danych (NIP i VAT UE), stracą możliwość zarabiania.
Ale to nie wszystko. Dodatkowo prowadzący tego typu działalność okazjonalnego przewozu osób w sposób profesjonalny powinni dopełnić innych formalności wynikających z polskiego prawa. – Zmiany regulaminu Ubera nie wskazują wprost na konieczność uzyskania licencji na przewóz osób, jednak należy taką uzyskać – mówi Alicja Siemianowska, partner w kancelarii Świeca i Wspólnicy. Jeśli kierowcy będą prowadzili zarejestrowaną działalność gospodarczą i będą dokonywać przewozów osób, to zgodnie z ustawą – Prawo przewozowe (Dz.U. z 2015 r. poz. 915 ze zm.; dalej: u.t.d.) muszą spełnić wiele dodatkowych formalności.
Główny Inspektorat Transportu Drogowego potwierdza to i ostrzega, że w innym przypadku próbującym uciec od obowiązku grożą surowe kary.
Za samo wykonywanie transportu bez licencji przewozowej grozi grzywna 8 tys. zł – informuje Adam Bielakowski, zastępca Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Transportu Drogowego (WITD).
Kary mogą być nałożone nawet z tytułu kilku uchybień. Ich łączny wymiar nie może jednorazowo przekroczyć 10 tys. zł. Kontrowersje budzi nakładanie kar za to, że kierowcy naliczają opłaty za pomocą aplikacji na smartfonie. ITD tłumaczy, że zgodnie z art. 18 ust. 5 u.t.d. zabrania się używania taksometru przy przewozie okazjonalnym. Dodają przy tym, że Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 26 lipca 2012 r. (sygn. akt II GSK 902/11) stwierdził, że przez pojęcie taksometru należy rozumieć wszelkie urządzenia techniczne, które służą obliczeniu należności za przejazd według ustalonej taryfy określającej stawkę za przejechany kilometr. Zatem za to też można obciążyć kierowcę karą.
Będą kontrole
Inspekcja zapowiada, że będzie prowadzić kontrole. – Po wprowadzeniu przez Ubera obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej osoba nie może się już tłumaczyć, że przewozi sąsiada lub znajomego, gdyż wykonuje usługę biznesową – stwierdza Bielakowski. I choć sprawdzanie nieoznakowanych samochodów to dla WITD niełatwe zadanie, istnieje możliwość dokonywania kontroli na podstawie zeznań konsumenta bądź zakupu kontrolnego przeprowadzanego we współpracy z inspekcją handlową. Przykładowo, w ubiegłym roku w Gdańsku wzięto pod lupę 23 pojazdy wykonujące przewozy okazjonalne, co skutkowało wszczęciem postępowania administracyjnego na łączną kwotę 48 tys. zł.
Zdani na siebie
Zgodnie ze stanowiskiem ITD obywatel decydujący się na pozyskiwanie zleceń poprzez aplikację Uber musi dopełnić wszystkich formalności, ponieważ jest traktowany jak pracownik innych korporacji taksówkowych, parujących go z klientem.
A Uber? Ilona Grzywińska, rzecznik prasowy Uber w Polsce informuje, że działalność firmy jest uregulowana m.in. przez dyrektywę 98/34/WE Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiającą procedurę udzielania informacji w zakresie norm i przepisów technicznych oraz zasad dotyczących usług społeczeństwa informacyjnego. Jednak ta dyrektywa była kwestionowana chociażby przez sąd w Barcelonie, który przywołał, że kwestia tego typu usług była regulowana później w dyrektywie 2006/123/EC. A jej art. 2 wyraźnie zabrania odnoszenia jej względem usług finansowych, komunikacyjnych oraz transportowych. I choć Uber zaprzecza, że dostarcza usługi transportowe – jego kierowcy nie mają już takiego argumentu.
– Uber nie jest obiektem zainteresowania urzędu, ale jego kierowcy – tak – potwierdza Adam Bielakowski z WITD.

Prezent dla fiskusa

Decyzja Ubera może mieć też duże praktyczne znaczenie dla rozliczeń podatkowych. Kierowca, który zdecyduje się nadal współpracować z platformą i zarejestruje własną firmę, przyzna się w ten sposób fiskusowi, że już wcześniej powinien rozliczać się z podatków tak jak inni przedsiębiorcy.

Fiskus uważa bowiem, że kierowcy, którzy działali w sposób ciągły i zorganizowany, mieli już wcześniej obowiązek rozliczania się z podatków na takich zasadach jak prowadzący działalność gospodarczą (nie ma przy tym znaczenia, czy oficjalnie zarejestrowano firmę).

Jednak dopiero na początku 2015 r. wiceminister Jarosław Neneman zapewnił, że fiskus przyjrzy się sprawie rozliczeń m.in. kierowców współpracujących z platformą Uber (w odpowiedzi na interpelację poselską nr 30854). Potem zaczęły się pierwsze kontrole kierowców i badanie, czy nie „jeżdżą w szarej strefie”. Teraz, gdy platforma zmienia regulamin, skorzystają także urzędnicy fiskusa: będą znać wszystkie informacje o działalności gospodarczej danego kierowcy.

OPINIA EKSPERTA

Piotr Mikiel, zastępca dyrektora departamentu transportu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce

Podmioty współpracujące z aplikacją muszą spełnić warunki dla profesjonalistów. I chyba o to chodziło konkurencji Ubera, czyli m.in. korporacjom taksówkowym. Uznawali, że Uber prowadzi nieuczciwą konkurencję i chyba mieli rację. Kierowcy pozostaje wybór: albo przewozy taksówką, albo przewozy okazjonalne. A w przypadku tych drugich zgodnie z ustawą z 6 września 2001 r. o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1414 ze zm.; dalej: u.t.d.), podmioty zamierzające wykonywać usługi zobowiązane są uzyskać odpowiednią licencję. W przypadku przewozu osób wykonywanych innym pojazdem niż taksówka może się to odbywać albo na podstawie licencji na wykonywanie krajowego transportu drogowego osób samochodem osobowym, albo licencji na wykonywanie krajowego transportu drogowego osób pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej siedmiu i nie więcej niż dziewięciuosób łącznie z kierowcą (art. 18 ust. 4a u.t.d.).
W obu przypadkach uzyskanie licencji wygląda tak samo. Przedsiębiorca musi m.in. przedstawić oświadczenie o niekaralności za przestępstwa wymienione w art. 5c ust. 1 pkt 1 u.t.d. (m.in. karno-skarbowe, przeciwko obrotowi gospodarczemu). Ponadto powinien uzyskać certyfikat kompetencji zawodowych, dokument potwierdzający sytuację finansową (w praktyce przy pierwszym pojeździe oznacza to konieczność posiadania 9 tys. euro ), dokument potwierdzający uprawnienia do kierowania oraz tytuł prawny do dysponowania pojazdem. Przewóz osób pojazdem samochodowym innym niż taksówka czy autobus zalicza się do przewozów okazjonalnych, co powoduje, że nie ma obowiązku dodatkowego oznakowania tych pojazdów.