O tym, jak będą wyglądały samochody za 25 lat

autor: Łukasz Bąk29.04.2015, 08:50; Aktualizacja: 29.04.2015, 08:51
Czy samochody dostarczą nam tyle emocji, ile praca stróża nocnego w Tesco?

Czy samochody dostarczą nam tyle emocji, ile praca stróża nocnego w Tesco?źródło: ShutterStock

O tym, że wreszcie będzie można legalnie jeździć po pijaku, taksówkarze stracą pracę, a 15-latki bez prawa jazdy zyskają możliwość zasuwania 200 km/h po autostradach. I czy samochody dostarczą nam tyle emocji, ile praca stróża nocnego w Tesco.

Choć w 1990 r. miałem zaledwie osiem lat, to już wiedziałem, czym są cylindry, wałek rozrządu i kolumna MacPhersona. W tym samym roku znajomy moich rodziców został dumnym posiadaczem skody favorit z blachą cieńszą niż folia spożywcza i wigorem sparaliżowanego misia koala. Jej silnik miał 1,3 litra pojemności, ale do dziś nie wiem czego. Kefiru? Farby malarskiej? Kleju do tapet? Jeżeli zaś chodzi o jej 58 koni, to 57 z nich prawdopodobnie uciekło w popłochu zaraz po opuszczeniu murów fabryki. Wnętrze favoritki było równie przytulne co wnętrze zajęczej nory, a lista wyposażenia dodatkowego ograniczała się do dwóch opcji: wycieraczki tylnej szyby oraz radia. Do wyboru były trzy kolory: trochę szary, szary i bardzo szary.

Przypomniałem sobie o tej skodzie kilka dni temu, gdy prowadziłem jej nieco ulepszoną siostrę – octavię. Jak wiecie, Octavia to pospolity model, ulubione auto akwizytorów proszków do prania, handlarzy włoszczyzną i ludzi, którzy nie wiedzą, co kupić. Więc kupują skodę. Najwyraźniej nie wiedzą oni również, jak należy jeździć, bo skoda postanowiła ich w tym wyręczyć. Moja octavia miała jakieś kamery, radary i czujniki, dzięki którym nie musiałem trzymać kierownicy, zmieniać biegów, hamować ani dodawać gazu. Mogłem siedzieć w pozycji medytującego mnicha z Szaolin, a samochód sam zatrzymywał się w sytuacji zagrożenia, przyspieszał, gdy ono znikało, i samodzielnie utrzymywał się na swoim pasie ruchu. Jakaś niewidzialna ręka panów Intela i Celerona dokonywała lekkich ruchów kierownicą nawet na zakrętach! „A co z resztą samochodu?” – zapytacie. No więc jest cichy, komfortowy, bardzo dobrze wykończony, przestronny, bezpieczny, dynamiczny, oszczędny, całkiem przystojny oraz wyrafinowany jak życie seksualne 90-latka.

Jak zapewne zdążyliście się zorientować, w ciągu 25 lat Skoda dokonała postępu porównywalnego wyłącznie z przejściem od rycin na ścianach jaskiń do programowania komputerowego. Identycznie sprawa wygląda w przypadku innych marek. Gdy dekadę temu jeździłem audi bądź bmw z mocarnym dieslem, nawigacją, funkcją masażu w fotelach, automatyczną skrzynią biegów, dyskiem twardym na muzykę i regulowanym zwieszeniem, byłem pewien, że motoryzacja dojeżdża do ściany, za którą nic już nie ma. „Owszem, zawsze można dołożyć jeszcze kilka koni mocy i uciąć parę tysięcznych sekundy w przyspieszaniu do setki. Ale przecież nie można z generacji na generację dokonywać technologicznej rewolucji!” – myślałem w poniedziałek. A już we wtorek okazywało się, że owszem – można. Aktualnie dowolny model Mercedesa posiada na wyposażeniu więcej radarów niż cała Polska armia. Każdy nowy lexus ma tyle kamer, że James Cameron mógłby nakręcić dzisiaj „Titanica” przy wykorzystaniu tylko jednego auta. Najnowsze volkswageny łączą się z internetem, a ich systemy nawigacyjne wykorzystują mapy satelitarne Google’a. A ostatnio w ręce wpadło mi volvo, które uruchomiłem za pośrednictwem iPhone’a. Siedząc na kanapie. Chciałem, żeby się rozgrzało, zanim do niego wsiądę.

W świetle tego wszystkiego bardzo ciężko jest sprostać wyzwaniu, jakie postawił przede mną szef magazynu. „Napisz o tym, jak będą wyglądały samochody za 25 lat” – powiedział. Na miłość boską, skąd niby mam to wiedzieć? Nowa Octavia wjeżdżała na rynek w piątek, a ja jeszcze w czwartek wieczorem nie byłem w stanie przewidzieć, że będzie umiała sama hamować! A teraz mam wybiec w przyszłość o ćwierć wieku?! Jedyne, co wiem, to że wówczas będę miał prawie 60 lat, w związku z czym – abym w ogóle mógł prowadzić – przednia szyba mojego auta powinna mieć przynajmniej 2,5 dioptrii. W schowku przydałby się aparat tlenowy i respirator, a w podłokietniku trzy oddzielne pojemniczki: na mocz, viagrę i sztuczną szczękę (bo w tym wieku naprawdę nie da się przewidzieć, kiedy któryś z nich może się przydać). I to już wszystko. Z mojego punktu widzenia tylko takich rzeczy będę potrzebował w aucie za 25 lat. Cała reszta może zostać po staremu. Ale nie zostanie, więc chociaż spróbuję pofantazjować na temat samochodów A.D. 2040.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie