statystyki

Trzy stadiony pod pokładem: Triple E jest jak Airbus 380 na oceanach

autor: Konrad Majszyk03.10.2014, 07:15; Aktualizacja: 03.10.2014, 09:53
Statek klasy Triple-E

Statek klasy Triple-Eźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Freya Ingrid Morales

Triple E jest jak Airbus 380 pływający po oceanach. Tak jak Modlin od Ryanaira, tak Gdańsk zależy od Maerska. Armatorzy łączą się w globalne sojusze. Jak w branży lotniczej.

Przybicie do nabrzeża w Gdańsku jednego z największych kontenerowców świata „Evelyn Maersk” miało być w połowie września punktem kulminacyjnym konferencji największego globalnego armatora Maersk Line i największego operatora terminalowego w Polsce DCT Gdańsk. Ten statek to tzw. klasa E: 396 m długości, może zabrać 15 tys. kontenerów. Gdyby postawić go na rufie w centrum Kuala Lumpur, jego dziób sięgałby ponad dachy drapacza chmur Petronas Towers.

„Evelyn Maersk” jednak nie przypłynął. Według armatora kontenerowiec nie dotarł do Trójmiasta na czas, bo po drodze wziął udział w akcji ratunkowej na Morzu Śródziemnym. Załoga podjęła z morza nielegalnych imigrantów, którzy próbowali dostać się z Afryki do Europy. Zamiast niego pojawił się mniejszy statek dowozowy – feeder – „Nedlloyd Adriana”. Ten liczył sobie co prawda 210 m długości (postawiony na sztorc na warszawskim pl. Defilad, tylko nieznacznie ustępowałby wysokością Pałacowi Kultury), ale efektu nie było, bo w porównaniu z „Evelyn Maersk” wyglądał jak niewielki parostatek.

Prawie jak Airbus 380

A klasa E to wcale nie najwyższa półka. W Gdańsku, który niepostrzeżenie wskoczył już do najcięższej portowej ligi, regularnym gościem są też statki z najnowszej generacji Triple E, np. „Maersk McKinney Moller”. „Potrójny E” jest zaledwie o trzy metry dłuższy i cztery metry szerszy niż „E”. Ale dzięki kształtowi kadłuba, który jest zbliżony do litery U, można w nim ustawić 23 rzędy „pudełek” od burty do burty (w porównaniu do 22 na jednostce klasy E). W przekroju daje to maksymalnie 11 rzędów kontenerów pod pokładem i 10 nad nim. W rejsie z Dalekiego Wschodu upycha się je maksymalnie. Przepisy zakładają, że na pokładzie nie mogą ograniczać widoku z mostka kapitańskiego do przodu. I na to są sposoby, bo mostek ciągnie się przez całą szerokość statku, więc kontenery są ustawiane niżej tylko w części pokładu, tworząc wąwóz.

W branży można usłyszeć opinię, że takie statki to oceaniczny odpowiednik Airbusa 380, lotniczego olbrzyma o dwóch pokładach. Tak samo jak on przytłaczają ogromem, budzą fascynację i są – z inżynierskiego punktu widzenia – seksowne. W 2011 r. Maersk zamówił 20 takich kolosów za 3,6 mld dol. Na dodatek w stoczni Daewoo Shipbuilding, co wzbudziło protesty w Kopenhadze. Wcześniej statki tego armatora powstawały zazwyczaj w rodzimej Danii, ale ta okazała się niezdolna do konkurowania ceną z Koreańczykami.


Pozostało jeszcze 84% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie