Nie widać końca akcji protestacyjnej pilotów Air France. W przedsiębiorstwie trwa próba sił między strajkującymi a dyrekcją firmy. W rezultacie w trzynastym dniu strajku połowa samolotów tych linii nie wzbije się w niebo.
Reklama

Rząd francuski zwiększa naciski na obydwie strony konfliktu, by doszły do porozumienia i zakończyły akcję, która dziennie kosztuje Air France dwadzieścia milionów euro, czyli dotychczas francuskich przewoźnik notuje 260 milionów euro strat. Z drugiej strony premier Manuel Valls odmówił mianowania mediatora w negocjacjach, czego domagali się piloci odrzucający propozycje dyrekcji. Wprawdzie zrezygnowano z planów firmy dotyczących inwestycji Air France w tanie, europejskie linie lotnicze Transavia Europe, a to był główny punkt niezadowolenia pilotów obawiających się o pogorszenie warunków zatrudnienia, ale pozostały inne sprawy sporne. W grę wchodzą warunki tworzenia tym razem krajowych tanich linii Transavia France.

Wprawdzie obydwie strony konfliktu są zgodne co do konieczności powstania takiego przewoźnika, to jednak piloci domagają się, aby osoby zatrudnione w nowych liniach mieli takie same wynagrodzenia jak ci, którzy pracują w Air France. Dyrekcja nie chce się na to zgodzić, zasłaniając się rentownością taniej filii.