– Już od 2007 r. oferujemy podobne urządzenia. W alcoguard można wyposażyć dowolne nowe volvo, poza modelem XC90. Koszt to 4,8 tys. zł – mówi Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Auto Polska. Urządzenie montowane jest w specjalnym gnieździe na desce rozdzielczej. Po umieszczeniu kluczyka w stacyjce na panelu centralnym pojawia się komunikat z prośbą o użycie przez kierowcę alkomatu. Wtedy należy wysunąć z urządzenia specjalną końcówkę i dmuchać przez kilka sekund, aż pojawi się sygnał dźwiękowy. Zapalenie się czerwonej kontrolki uniemożliwia uruchomienie silnika. Dojs zastrzega, że urządzenie ma charakter pomocniczy i łatwo je oszukać, np. prosząc o przeprowadzenie testu kogoś innego. Ponadto z przyczyn bezpieczeństwa kierowca, mimo wcześniejszego spożycia alkoholu, w sytuacji awaryjnej może uruchomić silnik.

Na życzenie klienta podobne urządzenia, ale w autobusach, montuje również Solaris. Mateusz Figaszewski, rzecznik firmy Solaris Bus & Coach, twierdzi, że tak wyposażone autobusy zaczęły zamawiać od 2005 r. władze miast w Szwecji: Goeteborgu, Malmo czy Vaesteras. Szwedzki parlament w 1997 r. przyjął plan zakładający, że do 2020 r. uda się doprowadzić do sytuacji, że na drogach w tym kraju nie będzie śmiertelnych ofiar wypadków. Autobusy Solaris z alcolockami jeżdżą też po Oslo. Podobne blokady mają gimbusy w Finlandii czy we Francji.

Według Figaszewskiego urządzenie kosztuje kilkaset euro. To niewiele przy średniej cenie autobusu wynoszącej 200 tys. euro. Pierwsze autobusy wyposażone w alcolock firma sprzedała już także w naszym kraju. Kilka sztuk kupił Szczecin.

Polski rząd chce wprowadzić od 2015 r. obowiązek posiadania alkomatów w autach, ale bez obowiązku korzystania z nich.