Spółki nie komentują sprawy. Od komentarzy wstrzymuje się także właściciel – resort skarbu.

– Relacje między przewoźnikami w sprawie współpracy operacyjnej mają charakter handlowy, dlatego też MSP nie uczestniczy w tych rozmowach. Oczekujemy jednak, że ostatecznie przyjęte rozwiązanie będzie optymalne zarówno pod względem wykorzystania synergii gospodarczych, jak i zwiększania konkurencyjności obydwu podmiotów – twierdzi Magdalena Kobos, dyrektor biura komunikacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

Z naszych informacji wynika, że LOT sam chce obsługiwać te trasy. W tym celu powstrzyma się od sprzedaży samolotów typu Embraer. Szefostwo narodowego przewoźnika uznało, iż obsługa tych tras właśnie takimi samolotami i to we własnym zakresie będzie znacznie tańsza od usługi oferowanej przez Eurolot nowszymi bombardierami.

Dla Eurolotu oznacza to poważne kłopoty, bo nawet dziewięćdziesiąt kilka procent lotów wykonuje właśnie na rzecz narodowego przewoźnika. Trudne do oszacowania będą też skutki dla LOT-u. Ewentualna obsługa tras krajowych samolotami odrzutowymi, jakimi są embraery, umożliwi zabranie na pokład większej liczby pasażerów, ale ceną za to będą wyższe koszty. Przy porównywalnej liczbie pasażerów samoloty odrzutowe zużywają nawet o 40 proc. więcej paliwa – tłumaczy nam jeden z pilotów.

– Taki konflikt źle wpływa na wizerunek obydwu linii na zewnątrz – komentuje Zbigniew Sałek, członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

Według niego LOT i Eurolot powinny z sobą ściśle współpracować. Tym bardziej że sytuacja finansowa obydwu firm nie jest dobra. Zarówno LOT, jak i Eurolot przynoszą regularne straty od kilku lat.

Umowa przewoźników miała obowiązywać do końca stycznia 2014 r. Po raz pierwszy na jej zerwanie zanosiło się w lutym tego roku. Do tej pory nie wiadomo, co lub kto zażegnał konflikt pomiędzy spółkami. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że Eurolot miał otrzymać od LOT-u na własność wszystkie krajowe trasy, a wpływy z biletów miały zrekompensować straty poniesione na kontraktach krajowej linii z LOT-em w przeszłości. Do przekazania tras jednak nie doszło.

W branży coraz głośniej mówi się o konflikcie personalnym obydwu prezesów, który rzutuje podobno na wzajemnych stosunkach pomiędzy firmami. Sebastian Mikosz po raz pierwszy w fotelu prezesa LOT zasiadał w latach 2009–2010, a z ramienia Skarbu Państwa nadzór nad jego działalnością sprawował Mariusz Dąbrowski, obecny prezes Eurolotu. Ci, którzy pamiętają posiedzenia rady nadzorczej z tamtego okresu, twierdzą, że Dąbrowski często torpedował pomysły Mikosza. Teraz Mikosz jako prezes znacznie potężniejszej linii ma szansę na rewanż.