Powód? Zaczął pękać most, przed którego budową wzbraniał się wykonawca. Według inwestora, czyli GDDKiA, konstrukcja jest bezpieczna.

Niespełna 20-kilometrowy odcinek A1 byłby wygodny dla kibiców z południa Europy – skracałby drogę na stadiony we Wrocławiu i w Poznaniu. Zgodnie z kontraktem powinien być oddany do maja br., ale przed Bożym Narodzeniem ub.r. robotnicy austriackiego konsorcjum Alpine zauważyli poważną usterkę. – Popękał cement w krytycznym miejscu, na spojeniu lin utrzymujących stateczność konstrukcji – usłyszeliśmy od budowlańców.

Według naszych rozmówców przyczyną awarii jest błędny projekt mostu, przy którym upiera się Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Austriacy zwracali na to uwagę już przed trzema laty i nawet doprowadziło to do zerwania kontraktu z GDDKiA. Na tą samą budowę wrócili, gdyż wygrali kolejny przetarg.

– Spośród 132 mocowań tylko jedno uległo uszkodzeniu, zostało to zresztą natychmiast naprawione – mówi DGP Urszula Nelken z GDDKiA.

Inaczej jednak ocenił przyczyny tej usterki ekspert ds. mostów prof. Jan Biliszczuk, który zeznawał w procesie w ostatni poniedziałek. – Moim zdaniem (błędy w projekcie – red.) są poważną wadą mostu i stąd awaria 22 grudnia. Nawet gdybyśmy dali na mszę, to musi strzelić. Prawa natury są nieubłagane. Na pewno poziom bezpieczeństwa jest niewystarczający, to jest obiekt podwyższonego ryzyka – przekonuje prof. Biliszczuk. Wykonawca boi się, że most podczas tradycyjnej próby obciążeniowej z jadącymi po nim ciężarówkami może runąć. Dlatego najprawdopodobniej to jedynie dźwig będzie nakładał na niego kolejne płyty, a zdalnie sterowana aparatura zarejestruje zmiany w konstrukcji. – Most jest wykonywany według projektu, który ma pozwolenie na budowę i został wykonany przez doświadczonego projektanta – zapewnia Urszula Nelken.

Jednak jeśli nie przejdzie próby, konieczna będzie przebudowa. Wtedy autostrada, która miała być początkowo gotowa w 2010 roku, z pewnością nie zostanie otwarta przed turniejem Euro 2012. Tymczasem Czesi oddali już odcinek po swojej stronie granicy.

Maksymilian Cherka, kancelaria Elżanowski & Cherka

Odpowiedzialność z tytułu katastrofy budowlanej rozpatruje się na trzech poziomach: prawa budowlanego, przepisów karnych i przepisów cywilnych w przypadku odszkodowań. Na pierwszym poziomie powoływana jest komisja, która ustala przyczyny katastrofy. Na inwestorze, projektancie i wykonawcy ciąży obowiązek usunięcia jej skutków. W procedurze karnej odpowiada się na pytanie, kto przyczynił się do katastrofy. Kara sięga od 2 do nawet 12 lat więzienia. Jeśli chodzi o postępowania cywilne, to ogólną zasadą jest, że odpowiedzialność spoczywa na wykonawcy, który nadzoruje plac budowy. Nie wyklucza to jednak szczegółowych postępowań, np. między wykonawcą a projektantem.