Krajowa autostrada A2 zostanie uruchomiona na mistrzostwa Euro 2012, mimo że nie będzie na niej wierzchniej warstwy... asfaltu.
Choć Ministerstwo Transportu i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapowiadają, że w czerwcu kibice piłkarscy bez trudu dojadą na stadiony, to wcale nie jest to takie pewne. Wygląda na to, że niektóre bardzo ważne odcinki tras ekspresowych i autostrad w ogóle nie zostaną oddane do użytku, a kilkaset kilometrów innych otrzyma status „przejezdne”. Podróżowanie po nich wcale nie będzie odbywało się „bez trudu”, bo mogą się pojawić na nich np. ograniczenia prędkości.
Zgodnie z projektem ustawy sankcjonującej pojęcie „przejezdności” (jeszcze w tym tygodniu pochylić ma się nad nią Komitet Stały Rady Ministrów), aby zarządca drogi mógł oddać ją do użytku, wystarczy zgoda inspekcji nadzoru budowlanego, który stwierdzi, że inwestycja spełnia wymagania określone przez prawo budowlane. Prace wykończeniowe (np. stawianie ekranów akustycznych) inwestor będzie mógł prowadzić już po otwarciu drogi. Pytanie, kto będzie ponosił odpowiedzialność, gdy na takiej przejezdnej drodze dojdzie do poważnego wypadku. – Zarządca drogi, który odebrał inwestycję – odpowiada Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Jego zdaniem ustawa to naginanie prawa dla potrzeb politycznych i przyniesie więcej szkód niż pożytku.