O długotrwałym uziemieniu floty airbusów A380 poinformowały właśnie linie Qatar Airways. Przewoźnik przyznaje, że w czasie pandemii koronawirusa eksploatacja tych wielkich, zabierających ponad 500 pasażerów maszyn nie ma uzasadnienia od strony komercyjnej, a także środowiskowej. Według linii na niektórych trasach mniejszy, dwusilnikowy airbus A350 emituje o 20 ton dwutlenku węgla mniej. W praktyce oznacza to niemal o połowę mniejszą emisję CO2 niż w przypadku A380. Dla linii lotniczych podstawowe znaczenie ma też to, że obecnie trudno jest wypełnić pasażerami największe samoloty. Na razie katarskie linie ogłosiły, że zawiesiły loty A380 do momentu, aż popyt na latanie wróci do dawnych poziomów. Dyrektor generalny Qatar Airways Akbar Al Baker nie wykluczył jednak niedawno, że ta nieekologiczna maszyna już nigdy nie wróci do latania.

Z wielkim airbusem A380 na zawsze pod koniec czerwca pożegnały się linie Air France. Przewoźnik, który użytkował 11 takich maszyn, poinformował, że rezygnuje z nich z powodu wysokich kosztów eksploatacji, w tym głównie zbyt dużego spalania paliwa. Choć A380 zabiera więcej podróżnych niż inne maszyny długodystansowe, to jednocześnie zużywa o 20–25 proc. więcej paliwa w przeliczeniu na jedno miejsce. Air France już wcześniej zakładał, że wycofa z eksploatacji airbusy A380, ale pandemia COVID-19 przyśpieszyła ten krok o dwa lata.

Obecnie większość przewoźników, którzy eksploatują te największe airbusy, uziemiło je na dłużej. Eksperci spodziewają się, że większość z nich może już nigdy nie wrócić do lotów. Niedawno rejsy największym samolotem pasażerskim świata przywróciły za to linie Emirates. – Ten przewoźnik nie miał jednak wyjścia, bo flota w dużej części opierała się na A380. Ma ich aż 115, czyli niemal połowę wszystkich maszyn tego typu na świecie – mówi Dominik Sipiński, ekspert lotniczy z Polityki Insight i portalu ch.aviation. Spodziewa się, że przewoźnik prędko nie zrezygnuje z tej maszyny, ale niedługo to może być jedyna linia, która je wykorzystuje. Wieloletni prezes Emirates Tim Clark w jednym z niedawnych wywiadów przyznał, że „czasy A380 się skończyły”. W ostatnim czasie przewoźnik stawia na bardziej oszczędne maszyny. Pod koniec 2019 r. linia podpisała umowę na zakup 30 boeingów 787, czyli dreamlinerów i 50 airbusów A350.

Z kolei Airbus już ponad rok temu zadecydował o wstrzymaniu produkcji A380. Zdecydowała o tym m.in. decyzja linii Emirates, które zrezygnowały z zamówienia kolejnych 39 maszyn.

Jak podkreślają eksperci, stworzenie na początku XXI w. dwupokładowego A380, który w niektórych wariantach mógł zabrać nawet 800 pasażerów, było wyścigiem z Boeingiem na produkcję coraz większych maszyn. – Tyle że wielkie czterosilnikowe samoloty miały sens w latach 70., 80., 90., kiedy paliwo było znacznie tańsze. Wtedy rosła też koncentracja ruchu w wielkich hubach przesiadkowych. Airbus chciał to także wykorzystać. Model A380 przegrał głównie ze względu na rosnące w XXI w. ceny paliwa – dodaje Dominik Sipiński.