statystyki

Kia XCeed: Nie bój się, bądź inny

autor: Łukasz Bąk11.10.2019, 18:00
Kia XCeed (23)

Kia XCeed (23)źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak w większości rodzin, także i u mnie w domu dość często dyskutuje się o tym, które dziecko do kogo jest podobne. Nie tylko z wyglądu, lecz także charakteru czy zainteresowań. I gdyby nie fakt, że jedno ma po mnie oczy, drugie włosy (jeszcze), a trzecie mały palec u lewej nogi, to gotów byłbym przysiąc, że każde pochodzi od zupełnie innych rodziców. A nam po prostu podrzucono je na porodówce. Tak zaszalałem podczas każdego z trzech „pępkowych”, że równie dobrze mogli mi wydać główkę kapusty zawiniętą w ręcznik, a bym się nie zorientował.

Moja 10-letnia córka ma duszę artystki. Choć w mojej rodzinie nikt od pokoleń nie potrafi choćby pokolorować kółka bez wychodzenia za linię, ona tworzy na płótnie takie dzieła, że van Gogh przy niej to malarz pokojowy. W dodatku ma fioła na punkcie zwierząt. Ambitnie uczęszcza na lekcje jazdy konnej i od trzeciego roku życia powtarza, że chce zostać weterynarzem. Na Boga, przecież u nas nie ma żadnego lekarza od sierściuchów, a koń w całej historii był tylko jeden – na biegunach, wystrugany przez mojego dziadka.

W rodzinie nie mamy też ani jednego piłkarza, zaś ja gardzę tym sportem bardziej niż brukselką i cieciorką (podobnie jak mój ojciec, jego ojciec, ojciec jego ojca itd.), a mimo to mój średni syn zapragnął być jak Salah albo jakiś inny Lewandowski. Z jednej strony nas to zastanawia, z drugiej – niezmiernie cieszy. Do tego stopnia, że postanowiliśmy z żoną zainwestować w jego piłkarski rozwój wszystko, co pierwotnie miało wylądować na koncie funduszu emerytalnego i liczymy na zwrot z inwestycji na poziomie miliarda procent. Jednocześnie już dzisiaj oswajamy psychicznie naszego sześciolatka z jego przyszłą rolą – wołamy na niego „Trzeci filar”.

Problem natomiast mamy z najmłodszym, czterolatkiem. Choć wołamy na niego Kubuś, zgodnie z tym, co zapisane zostało w akcie urodzenia, to z bajkowym Puchatkiem ma wspólną tylko jedną rzecz – apetyt. Natomiast cała reszta wskazuje ewidentnie na Kubę Rozpruwacza. Wystarczy na trzy minuty zostawić go samego w pokoju, a nie ostanie się nawet farba na ścianach. Ja skręcam szafę z Ikei przez cztery godziny, on ją rozbiera w cztery sekundy. A starszego brata pierze tak, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy tego drugiego nie przepisać z zajęć piłkarskich na brazylijskie jujitsu, by mógł skuteczniej się bronić. Niestety sportowcy uprawiający tę sztukę walki fatalnie zarabiają, więc porzuciliśmy ten pomysł z troski o naszą emerytalną przyszłość. I co wieczór zastanawiamy się, co wyrośnie z tego najmłodszego. Przez chwilę nadzieją napawało nas to, że uwielbia samochody. Co oznacza, że w przyszłości mógłby być mną. Mógłby, gdyby nie to, że… muszę trzymać go z daleka od aut. W jednym pomazał tapicerkę, w drugim przeprowadził detailing zderzaka za pomocą śrubokręta, a w innym – jak to sam określił – „pokolorował nawigację”. A niedawno wyciągnął mi z torby kluczyki, samodzielnie odpalił auto stojące na podjeździe i zaczął wciskać gaz.

Mimo wszystko ogromnie cieszymy się, że nasze dzieci są tak różne. I w rzeczywistości martwimy się tylko jednym – że z biegiem czasu zapragną być takie same jak wszyscy inni. Nosić rurki i njubalansy, czesać się na Johnny’ego Bravo, słuchać Rihanny, a potem studiować zarządzanie, informatykę lub prawo. Bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach bycie innym i wyróżnianie się jest czymś w rodzaju grzybicy stóp – lepiej nie chwalić się tym publicznie. Lepiej być takim samym i się nie wychylać. Już nawet firmy motoryzacyjne postępują tak samo.

BMW słynęło kiedyś ze sportowego prowadzenia, mercedes z komfortu, a audi z tego, że nie rzucało się w oczy. Dzisiaj BMW ma komfort mercedesa, mercedes prowadzi się jak BMW, a nowe audi mają tak agresywny design, jakby chciały pożreć BMW i mercedesa, a przy okazji również wasze dzieci. Każdy zapragnął być kimś innym, w związku z czym wszyscy są tacy sami. Co gorsza, mercedes C wygląda jak mercedes E, a mercedes E wygląda jak mercedes S. W związku z czym mercedes S wygląda jak mercedes C, choć dzieli je jakieś 300 tys. zł. Innymi słowy, możecie kupić sobie klasę C w leasingu „rata za 999 zł netto” i udawać, że jesteście potentatem naftowym. Równie dobrze możecie być potentatem naftowym i udawać, że wiedziecie skromne życie i jeździcie klasą C za 999 zł netto miesięcznie. To samo dotyczy renault. Za 599 zł możecie mieć clio i wmówić sąsiadowi, że to dwa rozmiary większy i trzy razy droższy talisman. Albo odwrotnie – kupić talismana i tłumaczyć komornikowi, że to nic nie warte clio. Auta stają się do siebie niezmiernie podobne i zjawisko to przybiera na sile. Dlatego tym bardziej cenię sobie to, co robi Kia.


Pozostało 40% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie