Na produkcji narodowego elektrycznego auta chcą zarobić nie tylko Polacy. Inne kraje, nieposiadające silnych globalnych marek samochodowych, także dostrzegły potencjał drzemiący w elektromobilności. Choćby w Turcji i Wietnamie.
Analitycy Boston Consulting Group prognozują, że w 2023 r. ceny samochodów spalinowych i elektrycznych nie będą się od siebie tak bardzo różnić, jak ma to miejsce dziś (elektryczne auta są nawet dwukrotnie droższe od swoich spalinowych odpowiedników). Ma to związek z przewidywanymi spadkami cen baterii. BCG doradza już dwóm potencjalnym producentom narodowych e-samochodów: wietnamskiemu Vinfast (projekt realizowany od 2018 r.) i tureckiemu Anadolu Group (od 2017 r.). Działa na rzecz elektromobilności także w Polsce.
Czy ktoś z państwa jeszcze pamięta początki prac nad polskim e-autem? Dla porządku przypomnę: w pierwszej połowie 2017 r. odbył się konkurs na karoserię. Nieco później (sic!) zlecono badanie, które potwierdziło zasadność konkursu. Za wszystkim stała ElectroMobility Poland (EMP), spółka powołana przez Eneę, Energę, PGE i Tauron. Pisząc ten tekst, dla pewności zerknęłam do KRS spółki. Nie ma tam mowy o produkcji, lecz o sprzedaży, badaniach i rozwoju oraz doradztwie. Możliwe jednak, że EMP powoła do życia konsorcjum skoncentrowane już tylko na produkcji e-auta (wzorem Turcji i Wietnamu).