W wartym 1 mld zł przetargu na 12 pociągów polską firmę najpewniej pokona szwajcarski Stadler.
Zakup przez PKP Intercity nowych pociągów elektrycznych był mocno wyczekiwany nie tylko przez producentów, lecz także przez pasażerów, którzy na wielu trasach muszą jeździć starymi, psującymi się wagonami. To zamówienie jest jednak jednym z najbardziej ślimaczących się przetargów kolejowych w historii. Otwarcie ofert wielokrotnie przesuwano i ostatecznie opóźniło się prawie o rok. Wtorkowe odpieczętowanie kopert pokazało, że tak jak przed niemal pięcioma laty o kontrakt walczą te same firmy – Pesa i Stadler.
Znacjonalizowany polski producent znalazł się jednak na przegranej pozycji, bo zgłosił znacznie wyższą cenę. Za dostawę 12 pociągów i ich serwisowanie przez 15 lat chce 1 mld 170 mln zł. To prawie 150 mln zł więcej od ceny zaproponowanej przez Stadlera. I tylko jego oferta zmieściła się w kosztorysie przewoźnika. Jeśli nie będzie w niej błędów, to PKP podpisze umowę ze Szwajcarami.
Reklama
Przedstawiciele Pesy twierdzą, że przegrana nie będzie dla firmy gigantyczną porażką. – Realizujemy przyjętą strategię. Nie będziemy prowadzić wojny cenowej – mówi prezes Krzysztof Sędzikowski. – Nie chcemy zaniżać cen, by wygrywać przetargi. Zaproponowana kwota jest racjonalna, uwzględnia koszty, marżę, ale także ryzyka związane z realizacją kontraktu – dodaje.
Rzeczywiście, cena za proponowany przez Pesę pociąg Dart w ciągu kilku lat wzrosła radykalnie. Za skład dostarczany w latach 2015–2016 PKP Intercity płaciło 50 mln zł. Teraz Pesa chce o 20 mln zł więcej. Za to Stadler zarówno przed pięcioma laty, jak i teraz proponował zbliżoną kwotę – ok. 60 mln zł. Według ekspertów to właśnie ostra walka cenowa przyczyniła się do finansowych kłopotów Pesy. Teraz, po przejęciu przez Polski Fundusz Rozwoju i z pomocą państwowych banków, próbuje wyjść na prostą.

Reklama
Pasażerowie zapewne ucieszą się z wyboru Stadlera. Obsługujące od trzech lat połączenia pośpieszne pociągi Dart z Bydgoszczy oraz szwajcarskie Flirty oferują podobny standard podróży, ale te ostatnie są znacznie mniej awaryjne. 20 składów przejechało już łącznie 20 mln km i skończył się im trzyletni okres gwarancyjny. Jak potwierdza przewoźnik, w tym czasie nie było z nimi większych problemów. Za to Darty co jakiś czas się psują, co m.in. powoduje spore opóźnienia na torach. Między innymi przez te kłopoty spółka PKP Intercity nie skorzystała z tzw. prawa opcji i ostatniego zamówienia na 20 Dartów nie rozszerzyła o kolejne 10 składów.
Jeśli Pesa przegra, w najbliższym czasie nie będzie mogła skupić się na rozwoju technologicznym Darta. Tym samym mocno w czasie mogą się też odsunąć marzenia o produkcji pociągów, które pojechałyby powyżej 200 km/h. Na razie firma zajmie się głównie produkcją pociągów regionalnych i tramwajów.
Na nowe 12 pociągów, które będą osiągać prędkość 160 km/h, pasażerowie poczekają jednak długo. Zgodnie z umową pierwsze dwa mają być dostarczone po półtora roku, a cała dostawa ma się zakończyć dopiero po czterech latach. To kilkukrotnie dłużej niż w przetargach sprzed pięciu lat, kiedy firmy na dostawy miały tylko kilkanaście miesięcy. Według PKP Intercity dłuższy okres produkcji ma pozwolić uniknąć kłopotów, które wystąpiły w przypadku Dartów.
Pesa na osłodę może dostać inne intratne zlecenie. Chodzi o gruntowny remont elektrycznych składów ED74, nazywanych też Edytami, które wyprodukowała przed 10 laty. To miały być pierwsze nowoczesne składy producenta, które można by kierować na trasy dalekobieżne. Ale z nimi też było sporo problemów. Do częstych awarii dokładały się narzekania podróżnych m.in. na zbyt gęsto ustawione siedzenia. Przez ostatnie kilka lat część składów rdzewiała na bocznicy. Teraz PKP Intercity chce w nie tchnąć nowe życie. W przetargu wystartowała tylko Pesa, która za remont chce sporo – 274 mln zł, czyli o 28 mln więcej, niż przewidywał kosztorys. Niewykluczone jednak, że kolejarze znajdą dodatkowe środki, by pociągi mogły dość szybko wrócić na tory.
Eksperci zwracają uwagę, że stawiając na zakup elektrycznych pociągów, spółka PKP Intercity w ostatnich latach zaniedbywała remonty wagonów. Przewoźnik ma ich aż 2300, ale niewiele ponad połowa z nich jest sprawna. Dopiero niedawno do naprawy skierowano większe partie. Za prawie 2 mld zł ok. 400 wagonów modernizują teraz Pesa i poznańskie zakłady Cegielskiego.