K omisja Europejska ma wyjaśnić, czy Volkswagen Group, BMW i Daimler wspólnie działały na rzecz ograniczenia konkurencji na rynku.
– Sprawdzimy, czy firmy porozumiały się, żeby nie konkurować ze sobą, jeśli chodzi o rozwój i wdrażanie systemów ograniczających emisję szkodliwych substancji w samochodach osobowych – tłumaczyła decyzję o wszczęciu postępowania Margrethe Vestager, unijna komisarz ds. konkurencji. – Jeśli uda nam się udowodnić, że do takiej zmowy doszło, będzie to oznaczało, że konsumentom uniemożliwiono kupno samochodów o niższej emisji, choć technologie te były dla producentów dostępne – dodała.
Co to oznacza w praktyce? Jest podejrzenie, że wielka piątka niemieckiej motoryzacji, czyli Mercedes (Daimler), BMW, Volkswagen, a także Audi oraz Porsche (należą do VW Group) umówiła się, że nie będzie montować rozwiązań ograniczających emisję. Zapowiedziane wczoraj postępowanie koncentruje się na ustaleniu, czy przedstawiciele firm uczestniczyli w spotkaniach, które miały zahamować wdrożenie technologii. Chodzi konkretnie o selektywną redukcję katalityczną w silnikach Diesla, która ma zmniejszać emisję cząsteczek stałych i tlenków azotu, a także filtry cząstek stałych, które pełnią podobną funkcję w silnikach benzynowych. Jest podejrzenie, że firmy, mające ogromny udział w sprzedaży samochodów, uzgodniły poziom zaawansowania innowacji prośrodowiskowych, żeby nie zwiększać kosztów działań ekologicznych. Z danych za 2017 r. wynika, że Volkswagen Group kontroluje 23 proc. rynku, BMW – 6,7 proc., a Daimler – 6,3 proc. Oznacza to, że co trzeci pojazd na Starym Kontynencie wyjechał z fabryki marek objętych dochodzeniem.
Reklama
Podstawą do wszczęcia postępowania jest art. 101 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. – „Niezgodne z rynkiem wewnętrznym i zakazane są wszelkie porozumienia między przedsiębiorstwami, wszelkie decyzje związków przedsiębiorstw i wszelkie praktyki uzgodnione, które mogą wpływać na handel między Państwami Członkowskimi i których celem lub skutkiem jest zapobieżenie, ograniczenie lub zakłócenie konkurencji wewnątrz rynku wewnętrznego” – mówi przepis. Dokument wskazuje m.in. na ograniczenie lub kontrolowanie produkcji, rynków, rozwoju technicznego lub inwestycji. Komisja zaznacza jednak w oświadczeniu, że wszczęcie postępowania wyjaśniającego nie przesądza o jego wyniku.
To nie jest nowa sprawa. Już niemal rok temu – w ramach wstępnych dochodzeń – przeprowadzono inspekcje w siedzibach producentów w Niemczech, w celu zbadania możliwej zmowy.
KE karała już wcześniej firmy z branży motoryzacyjnej za niezgodne z prawem porozumienia. We wrześniu 2017 r. Scania (też Volkswagen Group) została zobligowana, by zapłacić 881 mln euro za ustalanie wraz z pięcioma innymi producentami samochodów ciężarowych cen pojazdów, co miało rekompensować koncernom koszty poniesione w związku z rozwijaniem technologii prośrodowiskowych.
KE nie łączy postępowania o zmowę z aferą związaną z instalowaniem przez Volkswagena oprogramowania pozwalającego na manipulowanie wynikami pomiarów emisji z układu wydechowego – tzw. Dieselgate. Tę wykryto w 2015 r. Po ujawnieniu skandalu przez media akcje firmy spadły o 40 proc. Niemal dwa tygodnie temu ruszył proces w Brunszwiku – udziałowcy domagają się od korporacji 9,2 mld euro odszkodowania.