Sprawa podwyżek ubezpieczenia wzburzyła kierowców szczególnie na przełomie 2016 i 2017 r. Wówczas z miesiąca na miesiąc polisy drożały. Temat stał się polityczny. Posłowie apelowali do rządu, by coś z tym zrobić. Niektórzy podejrzewali, że doszło do nielegalnej zmowy cenowej zawartej przez pazernych ubezpieczycieli. Do gry więc wkroczył UOKiK.

Już pierwsze sprawdzenia urzędu wskazywały, że do antymonopolowych praktyk nie doszło. Teraz wiemy to oficjalnie. UOKiK sprawdził działania rynkowe 27 przedsiębiorców oferujących ubezpieczenia komunikacyjne, konsultował się również z ekspertami oraz regulatorami rynku, czyli Komisją Nadzoru Finansowego i Rzecznikiem Finansowym. Zebrane materiały i analiza urzędu nie wykazała, że przyczyną wzrostu cen były nielegalne działania. Podwyżki wynikały z rosnących kosztów działalności i pogarszających się wyników finansowych towarzystw ubezpieczeniowych.

„Podwyższenie kosztów działalności wynikało przede wszystkim z wyroków korzystnych dla konsumentów. W latach 2011–2016 sądy zobowiązały ubezpieczycieli m.in do pokrywania kosztów wynajmu pojazdu zastępczego czy kupna części oryginalnych, nawet gdy dostępne były zamienniki. Ponadto poszerzony został krąg osób uprawnionych do świadczeń w razie wypadku bliskiej osoby, również w odniesieniu do zdarzeń z przeszłości, także z lat 90.” – czytamy w opracowaniu UOKiK.

Mówiąc wprost: ubezpieczyciele przegrywali przed sądami, które nakazywały częściej i więcej wypłacać. A skoro tak, składka, której wysokość ma odpowiadać ryzyku ubezpieczeniowemu, musiała wzrosnąć. A dlaczego tak nagle?

To efekt listu wysłanego we wrześniu 2015 r. przez ówczesnego przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka do ubezpieczycieli. Podkreślono w nim, że niedopuszczalny jest dumping cenowy na komunikacyjnym ubezpieczeniu OC i że składka musi odzwierciedlać ryzyko.

Dziś UOKiK przyznaje, że m.in. to wskazania komisji stały za gwałtownym wzrostem stawek.