Reklama
Skargę do TSUE skierowała Komisja Europejska, której z kolei poskarżyli się polscy przewoźnicy. Chodzi o niedostosowanie zdecydowanej większości dróg do nośności 11,5 tony na oś przewidzianej w dyrektywie. To powoduje, że maksymalnie załadowane ciężarówki mogą legalnie jeździć tylko po niewielkiej części tras. Transport po drogach, na których obowiązują ograniczenia do 10 oraz 8 ton, wymaga uzyskania zezwolenia na przejazd pojazdem… nienormatywnym i wniesienia opłaty. W przeciwnym razie na przewoźnika może zostać nałożona kara administracyjna w wysokości 1,5 tys. zł (w przypadku dróg gminnych, powiatowych i wojewódzkich) lub 5 tys. zł (w przypadku dróg krajowych).
Zdaniem KE otworzenie dla ruchu pojazdów o dopuszczalnym nacisku pojedynczej osi do 11,5 tony w zasadzie jedynie na drogach stanowiących część sieci transeuropejskiej (TEN-T) oraz wprowadzenie specjalnego zezwolenia umożliwiającego poruszenie się po innych trasach narusza art. 3 dyrektywy. Zgodnie z tym przepisem państwo członkowskie nie może na swoim terytorium odmówić lub zabronić używania w ruchu międzynarodowym pojazdów zarejestrowanych lub dopuszczonych w innych krajach z przyczyn odnoszących się do masy lub wymiarów.
Polska stoi na stanowisku, że system zezwoleń nie stanowi ograniczeń niezgodnych z dyrektywą (a nawet jest ułatwieniem, które państwo może, a nie musi wprowadzać). Poza tym zdaniem MSZ pojęcie ruchu międzynarodowego, o którym jest mowa w tej dyrektywie, należy interpretować jako odnoszące się do dróg przeznaczonych do ruchu transgranicznego (głównie sieci TEN-T). Polska uważa, że rozszerzająca wykładnia ruchu międzynarodowego prowadziłaby do nałożenia na państwa członkowskie zobowiązania do otworzenia wszystkich dróg dla ruchu pojazdów o maksymalnym dopuszczalnym nacisku pojedynczej osi do 11,5 tony. A tak nie jest w żadnym kraju.