Na mapie lotnisk w centrum Polski szykuje się w najbliższych latach rewolucja. Jednak konflikt o lokalizację, która ma wesprzeć port w stolicy, coraz bardziej się zaognia.
Plany przewrotu podporządkowane są budowie Centralnego Portu Lotniczego (CPL), który ma powstać w Stanisławowie obok Grodziska Mazowieckiego, ok. 40 km na południowy zachód od Warszawy. Rząd ambitnie planuje, że nowe lotnisko będzie obsługiwać 40 mln, a docelowo nawet 100 mln podróżnych rocznie. Ta druga liczba z polskiej perspektywy to raczej science fiction. Ponad 100 mln pasażerów obsługuje teraz najbardziej obciążony port na świecie – w Atlancie w Stanach Zjednoczonych. Dynamicznie rozwijające się lotnisko w Dubaju osiągnęło pułap 88 mln podróżnych. W Europie największe porty to: Londyn Heathrow – niecałe 80 mln, lotnisko de Gaulle’a w Paryżu – prawie 70 mln i Amsterdam Schiphol – ok. 65 mln pasażerów.
Jakie argumenty mają przemawiać za budową megalotniska koło Grodziska Mazowieckiego? Najważniejszy z nich to przepustowość Lotniska Chopina na warszawskim Okęciu, która ma się wyczerpać za kilka lat. Rzeczywiście, liczba podróżnych rośnie dość szybko – w zeszłym roku obsłużyło ono prawie 16 mln podróżnych, o 22 proc. więcej niż w 2016 r. Ale portu położonego w granicach miasta, przy dużych osiedlach mieszkaniowych, nie da się za bardzo rozbudować. Na dodatek rząd spodziewa się, że w naszym kraju boom na latanie szybko się nie skończy. Statystycznie na każdego mieszkańca Polski przypada jedna podróż lotnicza rocznie, to trzy-, czterokrotnie mniej niż w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii. Kolejnym argumentem za budową CPL są zamierzenia LOT-u, który chce stawać się coraz silniejszą linią lotniczą w Europie. To właśnie w Stanisławowie dla naszego narodowego przewoźnika ma powstać hub, w którym w drodze za ocean lub do Azji będą przesiadać się mieszkańcy naszej części kontynentu.
Ambitne plany rządu zakładają, że Centralny Port Lotniczy będzie gotowy już w 2027 r. Ten termin już wydaje się mało realny, bo jesteśmy na wstępnym etapie przygotowań – m.in. wciąż nie wiadomo, skąd wziąć ok. 35 mld zł, które są potrzebne na budowę samego lotniska i stworzenie niezbędnych połączeń drogowych oraz kolejowych.
I tu dochodzimy do walki o lotniska wokół Warszawy. Zarządzające Lotniskiem Chopina Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” nie ukrywa, że gra w jednej drużynie z LOT-em. Szef PPL Mariusz Szpikowski przyznaje, że chce pomóc rosnąć narodowemu przewoźnikowi. Chodzi o to, by w momencie przenosin do CPL LOT był już silną linią, która obsługuje pasażerów przesiadających się w stolicy do samolotów dalekiego zasięgu. W tym celu PPL zamierza nieco rozbudować Lotnisko Chopina, by mogło obsługiwać więcej dużych maszyn, takich jak dreamlinery. PPL chce też zrobić na warszawskim porcie więcej miejsca dla LOT-u dzięki wypchnięciu konkurencji – głównie tanich linii i czarterów – na inne lotnisko. Szpikowski coraz bardziej skłania się do tego, by tym drugim lotniskiem dla Warszawy stał się położony 100 km od stolicy port Radom-Sadków. Docelowo miałby obsługiwać nawet 10 mln podróżnych rocznie. Według założeń w przyszłości będzie on uzupełniał wielki port koło Grodziska Mazowieckiego.
Sceptycy zwracają jednak uwagę, że po otwartym dla ruchu cywilnego w 2014 r. lotnisku w Radomiu nadal hula wiatr. W zeszłym roku udało się tam obsłużyć ledwie 10 tys. pasażerów. Na początku listopada ubiegłego roku wycofał się z niego jedyny przewoźnik – SprintAir. Mimo to PPL nie wyklucza, że w rozbudowę radomskiego portu zainwestuje nawet kilkaset milionów złotych.
Dlaczego zarządca warszawskiego Okęcia woli Radom, a nie położony znacznie bliżej stolicy Modlin, który już obsługuje w ciągu roku niemal 3 mln podróżnych (5. wynik w Polsce)?
Irlandzki Modlin
Według prezesa Szpikowskiego są ku temu dwa powody. Po pierwsze – Radom ma większy potencjał demograficzny oraz gospodarczy. Po poprawie połączeń drogowych i kolejowych w zasięgu dwugodzinnego dojazdu do miasta będzie mieszkać 6 mln osób. To mają być mieszkańcy nie tylko Mazowsza, lecz także np. woj. świętokrzyskiego. Po drugie – władze PPL nie zostawiają suchej nitki na Modlinie. Twierdzą, że inwestowanie w ten port to wspieranie Ryanaira. – Ten irlandzki przewoźnik zmonopolizował to lotnisko – podkreśla szef PPL.
Zarzuca władzom portu, że Ryanair dostał bardzo korzystne warunki, które odstraszają od Modlina innych przewoźników. Cennik opłat lotniskowych rzeczywiście daje spore upusty irlandzkiej linii. Tyle że zniżki wynikają z ogromnej liczby obsługiwanych podróżnych. Przy niemal 3 mln pasażerów rocznie Ryanair płaci za każdego z nich zaledwie 6 zł. Nowa linia, która chciałaby latać na kilku trasach, za podróżnego musiałaby płacić 40 zł. I stąd nie ma odważnych do walki z gigantem. Porównywalne ceny do irlandzkiej linii mógłby uzyskać inny wielki tani przewoźnik – np. Wizz Air. Ta linia kiedyś latała z Modlina, ale kiedy w 2012 r. posypał się tamtejszy pas startowy i port trzeba było na kilka miesięcy zamknąć, węgierska firma przyjęła inną strategię – po remoncie modlińskiej drogi startowej wolała pozostać na warszawskim lotnisku.
Do walki z Modlinem otwarcie przystąpił też LOT. Niedawno poskarżył się na władze portu do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Miałyby one nadużywać pozycji dominującej i nieuczciwe wspierać Ryanaira. – To chora sytuacja. Zmonopolizowanie portu przez jednego przewoźnika powoduje, że jakakolwiek inwestycja w to lotnisko przynosi zyski tylko jemu – mówił niedawno DGP prezes LOT-u Rafał Milczarski. Twierdzi on także, że inne porty regionalne również przez lata mocno wspierały Ryanaira. Najwyraźniej nasz narodowy przewoźnik nie może przeboleć, że irlandzka linia już kilka lat temu prześcignęła go w Polsce pod względem liczby przewiezionych podróżnych. Widać zatem, że ta wojna nie dotyczy tylko lotnisk, ale w dużej mierze także przewoźników.
Tymczasem w Modlinie odpierają zarzuty władz PPL i LOT-u. Uważają, że rządowe agendy poszły na dziwną wojnę z portem i irlandzkim przewoźnikiem. Marek Miesztalski, szef rady nadzorczej modlińskiego portu i jednocześnie skarbnik Mazowsza, uznał nawet, że państwo zmierza do wyrzucenia Ryanaira z Polski. Temu ma służyć m.in. blokowanie przez PPL rozbudowy lotniska w Modlinie. Choć zarządca Lotniska Chopina zamierza inwestować w port w Radomiu, to w modlińskiej spółce wciąż utrzymuje udziały (pozostali udziałowcy to samorząd Mazowsza, Agencja Mienia Wojskowego i gmina Nowy Dwór Mazowiecki). To właśnie PPL w zeszłym roku zablokował emisję obligacji na kwotę 60 mln zł, która pozwoliłaby powiększyć zapychający się terminal w Modlinie i naprawić drogi kołowania. Władze Mazowsza uznały, że PPL działa na szkodę spółki, i zaznaczają, że rozbudowa miała sprawić, że port zacznie w końcu zarabiać.
Miesztalski mówi, że w powiększonym terminalu zaplanowano znacznie więcej sklepów i punktów usługowych, a te przynoszą spore zyski. – Dzięki temu w 2019 r. lotnisko wyszłoby na plus – dodaje. Władze Mazowsza wezwały PPL do zaprzestania blokowania rozwoju portu. Zażądały także od państwowego wspólnika sprzedaży udziałów, ale Mariusz Szpikowski odmówił.
Władze portu w Modlinie zarzekają się, że obowiązująca do 2023 r. umowa z Ryanairem nie daje jej żadnych preferencji. Ma jedynie zawierać obietnicę, że Irlandczycy będą rozwijać siatkę połączeń. W Modlinie dodają, że w kwietniu wejdzie w życie zmieniony cennik, w którym znajdą się atrakcyjne zniżki dla nowych firm. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że linie, które chciałyby latać na kilku trasach, za obsługę podróżnych zapłacą dwa razy mniej. Czy jednak skłoni to jakiegoś przewoźnika do walki z Irlandczykami?
Tymczasem niedawno do kontrataku przeszedł sam Ryanair. Złożył oficjalną skargę na PPL w Departamencie Konkurencji Komisji Europejskiej. Przewoźnik twierdzi, że zarządca Lotniska Chopina narusza konkurencję, bo blokuje rozbudowę portu w Modlinie. Dzięki temu zyskiwać ma warszawski port. Juliusz Komorek z zarządu Ryanaira w charakterystycznym dla irlandzkiej linii stylu złożył propozycję naszemu narodowemu przewoźnikowi. – Jeśli LOT chce rozpocząć operacje z Modlina i płacić takie same stawki, jakie Ryanair płaci na podstawie oficjalnego cennika, to powinien tam przenieść część ruchu. My zaś jesteśmy gotowi przenieść połowę ruchu na Lotnisko Chopina – dodał.
Ostatnio do gry o CPL próbuje też wejść Łódź. Tamtejszy port Lublinek wciąż obsługuje niewielu podróżnych. W zeszłym roku przewinęło się ich ledwie 207 tys. Radni Łodzi właśnie wystosowali apel do rządu, w którym domagają się, by Lublinek też był rozpatrywany jako lotnisko wspomagające Warszawę. Argumentują, że jest ono znacznie lepiej skomunikowane ze stolicą niż port w Radomiu.
I jeszcze polityka
Nie da się ukryć, że lotniskowa wojna ma w dużej mierze charakter polityczny. Inwestowanie milionów w port w Radomiu wspierają politycy PiS związani z regionem. To m.in. wicemarszałek Senatu Adam Bielan oraz szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski.
Ale w partii rządzącej nie wszyscy są tak zagorzałymi przeciwnikami Modlina. Według naszych informacji do zakończenia sporu między PPL a samorządem Mazowsza dążył były wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit. Sam pochodzi z Olsztyna i przez to zapewne Modlin był bliższy jego sercu niż Radom. Ale jesienią Szmit odszedł z rządu. Teraz niektórzy przewidują, że za Modlinem może opowiedzieć się nowy szef resortu obrony Mariusz Błaszczak, który mieszka w podwarszawskim Legionowie. To jemu podlega Agencja Mienia Wojskowego, która ma ponad 30 proc. udziałów w porcie.
Dotąd największy wpływ na rozwój portu w Modlinie miał samorząd Mazowsza, w którym rządzi koalicja PSL-PO. Województwo gwarantowało wyemitowane już obligacje i wystarało się o dotację unijną (prawie 80 mln zł). Niewykluczone, że politycy PiS chcą teraz przeczekać do jesiennych wyborów samorządowych. Liczą na zwycięstwo na Mazowszu, a wtedy w swoich rękach skupią 95 proc. udziałów w spółce (PPL, AMW i Mazowsze).
Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR wojnę o lotniska na Mazowszu określa „bratobójczą”. – Taka walka może się źle skończyć. Jedno z nich może być dość szybko zamknięte – uważa. Sam krytykuje wydawanie milionów na port w Radomiu. Zaznacza, że nawet po zbudowaniu trasy S7 i poprawie torów na linii radomskiej dojazd z Warszawy do Modlina zawsze będzie łatwiejszy. Przypomina także, że port radomski leży blisko centrum miasta, a to wymusi wypłaty sporych odszkodowań dla mieszkańców.
Ostrożnym zwolennikiem rozbudowy portu radomskiego jest za to prof. Włodzimierz Rydzkowski, kierownik Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego. Zwraca uwagę, że konflikt między władzami PPL a samorządem Mazowsza nie daje nadziei na kompromis i dlatego warto pomyśleć o innym lotnisku, które wspomogłoby stolicę. Według niego w centrum Polski jest miejsce dla trzech portów.
Michał Leman, ekspert rynku lotniczego, autor bloga CaptainSpeaking.com.pl, mówi, że nie da się zadekretować, na które lotnisko mają latać przewoźnicy. Pomysł wypchnięcia z Okęcia do Radomia czarterów i tanich linii może się zatem nie udać. Przewoźnicy zresztą przyznają, że nie chcą się wyprowadzać z Lotniska Chopina. Szef linii Wizz Air József Váradi powiedział niedawno, że stołeczny port ma jeszcze spore rezerwy przepustowości. Z Warszawy nie chcą też się wynosić linie czarterowe – Small Planet czy Enter Air. – Nasi pasażerowie chcą latać ze stolicy – mówi Andrzej Kobielski, wiceprezes Enter Air.
Michał Leman przypomina też, że granice między liniami tradycyjnymi a tanimi coraz bardziej się zacierają. Coraz częściej latają one na te same lotniska i dodatkowo współpracują ze sobą.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Unia Europejska dopuszcza wprawdzie wprowadzenie administracyjnego podziału ruchu, na podstawie którego rząd decyduje, z którego lotniska może latać określona linia, ale u nas byłoby to trudne do wprowadzenia. Unijne przepisy stanowią np., że takich przesunięć można dokonać w obrębie jednej konurbacji. Radom i Warszawa nie leżą zaś w takim wspólnym obszarze. – Coraz to nowe pomysły – także i ten dotyczący Radomia – pokazują brak spójnej strategii rozwoju transportu lotniczego w Polsce – dodaje Leman.
Wojna o lotniska na Mazowszu co chwila ma nowe odsłony. Pojawiają się obawy, że na tych sporach ucierpią sami pasażerowie. Niektórzy się dziwią, że Warszawa dość szybko może stracić całkiem wygodne lotniska, które teraz obsługują prawie połowę ruchu pasażerskiego w Polsce. Port na Okęciu ma być zamknięty, bo zastąpi go Centralny Port Lotniczy, a Modlin może zostać wykończony przez udziałowców. W oba lotniska zainwestowano ostatnio setki milionów złotych. Warto jeszcze raz przemyśleć, na co wydać kolejne miliony.