Już wiem, dlaczego z początkiem maja Krzysztof Kowalczyk zrezygnował z funkcji prezesa spółki ElectroMobility Poland powołanej w celu przygotowania projektu narodowego samochodu elektrycznego.
Po prostu zobaczył prace naszych „stylistów” motoryzacyjnych i postanowił się ulotnić, zanim ujrzą one światło dzienne. Wykazał się instynktem samozachowawczym menedżera wyczuwającego, że intensywność i zasięg nadchodzącego smrodu mogą odcisnąć piętno na całym jego dotychczasowym i przyszłym życiu. Tego instynktu zabrakło następcom Kowalczyka. Dosłownie przed chwilą pokazali światu wszystkie projekty, które zakwalifikowały się do konkursu.
Na oficjalnej stronie ElectroMobility przeczytałem, iż „wysoki poziom merytoryczny projektów spowodował, że jury konkursu będzie miało z czego wybierać”. Zacznijmy od tego, że nie są to projekty. Gdy miałem 1 2 l at, na lekcjach z nudów rysowałem sobie samochody w zeszycie, ale nazywałem to rysunkami, a nie projektami. I nigdy nie wysłałem żadnego na konkurs, choć dzisiaj żałuję – były znacznie lepsze niż większość prac nadesłanych do ElectroMobility.