W 2017 r. przewoźnik ma wreszcie szansę na zysk. Nie dzięki wożeniu pasażerów, ale prawnym sporom z producentami taboru.
Sztandarowy przewoźnik PKP, który od 2009 r. kończy każdy rok stratami netto (np. w 2015 r. 57 mln zł na minusie), tym razem przygotowuje się na różne scenariusze, w tym – i to spora odmiana – pozytywny. Szansa na zysk pojawi się w 2017 r., dlatego że PKP Intercity wygrał ponad 42 mln euro plus odsetki (w sumie ok. 50 mln euro) w postępowaniu przed sądem arbitrażowym z Alstomem, producentem Pendolino.
Konflikt wybuchł w maju 2014 r., kiedy PKP Intercity zaczęło naliczać kary francuskiemu koncernowi za opóźnienia w dostawach. Przewoźnik nie zgadzał się odebrać pendolina bez działającego systemu sterowania ruchem ERTMS 2. Alstom bronił się, że w Polsce nie było wtedy żadnego odcinka torów PKP z tym systemem, który mógłby posłużyć do homologacji. Powód – wbrew zapowiedziom spółka PKP PLK nie wdrożyła ERTMS 2.
PKP Intercity: spory i wyniki / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
W październiku 2014 r. strony zdecydowały się przenieść sprawę kar – w formie gwarancji bankowej – do Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej. W efekcie od grudnia 2014 r. pendolino zaczęło wozić pasażerów, a spór toczył się w tle. Aż w grudniu tego roku kancelaria DZP odniosła dla PKP IC spektakularne zwycięstwo. 50 mln euro to jedna z najwyższych kwot zasądzonych na rzecz powoda w historii polskiego arbitrażu. Producent nie komentuje tej sytuacji.

Reklama
– Sprawa będzie miała ciąg dalszy. Jest kolejnym zgrzytem z udziałem Francuzów po wycofaniu się przez rząd z zakupu śmigłowców Caracal i zablokowaniu sprzedaży elektrowni w Rybniku – komentuje z kolei Jakub Majewski, prezes Fundacji Pro Kolej.
W ciągu dwóch miesięcy Alstom może złożyć skargę do sądu powszechnego, ale ten zajmie się kwestiami proceduralnymi, a nie meritum sporu. Jeśli nie stwierdzi nieprawidłowości, PKP IC będzie mógł wyegzekwować pieniądze z gwarancji (wtedy z kontraktu na 20 pojazdów typu pendolino dwie sztuki wyjdą dla PKP IC gratis). Oczekiwanie kolejarzy jest takie, że sprawa zakończy się w 2017 r., czyli w tym roku szansy na zastrzyk gotówki nie ma. Mimo to wynik i tak się poprawi. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) od miesięcy przygotowywało opinię publiczną na stratę. W marcu ówczesny wiceminister Piotr Stomma mówił o „luce finansowej” Intercity w wysokości 200 mln zł i że spowoduje to stratę.
Nagle narracja się zmieniła. – Dzięki działaniom optymalizacyjnym wdrożonym przez spółkę oraz w związku z systematycznym wzrostem przewozów prognozowana luka finansowa została zredukowana do minimum – taką odpowiedź uzyskaliśmy z MIB.
W kuluarowych rozmowach można usłyszeć, że wynik będzie bliski zera (rozstrzygnie się po audycie). Resort zapewnia, że nie stanie się to kosztem zwiększenia dotacji do przewozów. Ta wyniesie za ten rok 537 mln zł, czyli zgodnie z planem.
W poprawie wyniku pomógł wzrost liczby pasażerów: z 31 mln w 2015 r. do 37 mln prognozowanych do końca grudnia br. (m.in. z uwagi na obsługę Światowych Dni Młodzieży). Po drugie po cichu odbyła się podwyżka cen biletów, np. poprzez ograniczenie programu Super Promo. Po trzecie – efekt przyniosły likwidacja niektórych biur i nieprzedłużanie umów zewnętrznych podpisanych przez poprzedników.
Spółkę wsparło również zrolowanie na przyszły rok części zobowiązań finansowych. – Spłata kredytu za część taboru zacznie się od 2017 r. – potwierdza Cezary Nowak, rzecznik PKP Intercity.
Zarząd gra na to, że za rok wpłyną pieniądze od Alstomu, ale nie tylko. Na 2017 r. perspektywy są niezłe, bo równolegle toczy się spór w arbitrażu z bydgoską Pesą z powodu spóźnień dostaw pociągów Dart. To był analogiczny kontrakt: także na 20 składów, także opóźniony (tym razem bez wątku ERTMS 2). Były prezes Jacek Leonkiewicz podawał, że kara była naliczana od połowy grudnia 2015 r. w wysokości 80 tys. zł dziennie od każdego pociągu. Zegar tykał do marca, a w kolejnych tygodniach dojeżdżały kolejne składy. Ostatecznie wysokość kar osiągnęła górny pułap: 10 proc. wartości kontraktu, czyli ponad 100 mln zł.
Pendolino i Dart, o które toczą się spory, są elementami gigantycznego programu wymiany taboru PKP Intercity, który w sumie był wart 5,5 mld zł.