Po zakończeniu aukcji częstotliwości UKE spodziewa się wysypu wniosków o anulowanie jej wyników.
W ciągu 116 dni licytacji łączna kwota zadeklarowanych przez telekomy środków przekroczyła 9 mld zł, choć pierwotnie spodziewano się wpływów w granicach 2 mld zł. Licytowane były częstotliwości w pasmach 800 MHz i 2600 MHz. Na pierwsze, pozwalające zapewnić internet na dużych, słabo zaludnionych obszarach, operatorzy przeznaczyli ponad 8,5 mld zł. Drugie jest tylko dodatkiem: nadaje się do wykorzystania w obszarach gęsto zaludnionych, gdzie trzeba rozładować ruch w sieci. Operatorzy łącznie na ten cel zadeklarowali ponad 600 mln zł.
Reklama
Najlepiej wypadł Orange, zapewniając sobie najwięcej pasma za jedną z niższych kwot. Za dwa bloki w paśmie 800 MHz i trzy bloki w paśmie 2600 MHz zapłaci ponad 3 mld zł. P4 zapewnił sobie jeden blok w paśmie 800 MHz i cztery bloki w 2600 MHz za ponad 1,7 mld zł. T-Mobile kupił jeden blok w paśmie 800 MHz za 2 mld zł, choć początkowo deklarował chęć kupna dwóch. Polkomtel wylicytował cztery bloki w paśmie 2600 MHz za ponad 150 mln zł.

Reklama
Jak wyliczył Witold Tomaszewski, redaktor naczelny serwisu Telepolis.pl, w ciągu 15 lat operatorzy będą musieli odebrać po 170 zł z pojedynczej karty SIM, by wydatek się zwrócił. Wniosek: istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ceny internetu pójdą w górę.
– Trudno przewidzieć, czy kwota zebrana w licytacji zaowocuje wyższymi rachunkami, czy też odbije się na jakości usług – ocenia Krzysztof Szubert, odpowiedzialny za cyfryzację w gospodarczym gabinecie cieni Business Centre Club.
Teraz telekomy zgodnie z zasadami aukcji powinny składać wnioski o rezerwację przyznanych częstotliwości. Ale Krzysztof Szubert przewiduje, że możemy spodziewać się po nich prób unieważnienia aukcji. W najgorszym przypadku aukcję trzeba będzie powtórzyć, a budżet państwa zamiast zarobić, narażony będzie na odszkodowania.
– Spodziewam się, że większość, jeśli nie wszyscy operatorzy, podejmie kroki prawne. Takich wniosków będzie cała masa – mówi prezes UKE Magdalena Gaj, zaznaczając, że nie obawia się, by zagroziły całej procedurze.
Dlaczego telekomy chcą podważyć aukcję? Nie podoba im się ingerencja ministra cyfryzacji Andrzeja Halickiego, który rozporządzeniem zmienił zasady aukcji i doprowadził do jej zakończenia. – Od pewnego czasu wszyscy operatorzy grali na wywrócenie procesu, a tu nagle okazało się, że będą musieli zapłacić zadeklarowane, kosmiczne pieniądze – ocenia Witold Tomaszewski.
Krzysztof Szubert zaznacza, że opór telekomów mógłby złagodzić kompromis. – Np. poprzez inicjatywę ustawodawczą nowego rządu, która zakładałaby refinansowanie telekomom części kwoty zadeklarowanej podczas aukcji – mówi. Przykładowo kilka miliardów trafiłoby do budżetu państwa, resztę w ramach programu rozwojowego przekazano by telekomom, by pobudzić inwestycje w infrastrukturę internetu bezprzewodowego.